1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Brytyjki częściej rodzą bez nacięcia

W Polsce blisko 80 procent kobiet ma podczas porodu nacinane krocze, w Wielkiej Brytanii zaledwie 14. Jak to możliwe?
Jaką organizację Pani reprezentuje?

Stowarzyszenie na Rzecz Poprawy Usług Położniczych (ang. skrót AIMS). Założyła ją w roku 1960 kobieta, która spędziła sześć niezapomnianych tygodni w szpitalu położniczym. Sposób, w jaki traktowano tam pacjentki, tak nią wstrząsnął, że opisała to w prasie. Zaczęła dostawać masę listów od innych kobiet i tak powstał pomysł organizacji. Z początku miała się ona zresztą nazywać stowarzyszeniem na rzecz zapobiegania okrucieństwu wobec kobiet w ciąży...

A jak to się stało, że Pani wstąpiła do AIMS?

Miałam bardzo złe doświadczenia z pierwszym porodem i dlatego drugie dziecko chciałam urodzić w domu, ale lekarze zaczęli mnie straszyć, że to może być bardzo niebezpieczne, że mogę umrzeć. Ten drugi poród był normalny, trwał 5 godzin, ale też nie uniknęłam nacięcia krocza. Pomyślałam: musimy coś z tym zrobić, nie możemy się godzić na takie traktowanie kobiet. I dołączyłam do Stowarzyszenia.

Kiedyś epizjotomię wykonywano w Wielkiej Brytanii u 90% rodzących, teraz tylko u 14 %... Podobno historia tego zabiegu sięga XIX wieku?

Ale z początku nie stosowano go na skalę masową. Upowszechnił go dopiero amerykański położnik De Lee w latach 20. zeszłego stulecia - uważał, że każdej rodzącej powinno się nacinać krocze. Brytyjscy lekarze nie byli do tego przekonani aż do lat 60. A w parę lat później wprowadzono zarządzenie, że położne mają prawo same nacinać krocze. I tak wahadło przechyliło się w drugą stronę - dawniej epizjotomię wykonywano tak rzadko, że z powodu jej zaniechania wtedy, gdy była konieczna, kobiety miały poważne problemy, teraz robi się je niemal wszystkim. A kiedy zaczęliśmy to kwestionować, personel medyczny nas zbywał gołosłownym zapewnieniem, że nacina się tylko wtedy, gdy jest taka potrzeba. Więc zaczęłyśmy pytać: A kiedy jest? Skąd to wiecie? Jakie macie na to dowody?

I co? Mieli dowody?

Nie, ale ta presja sprawiła, że położnej Jennifer Sleep pozwolono przeprowadzić zakrojone na szeroką skalę badania. Prowadziła je w jednym szpitalu, ale objęła nimi 1000 kobiet, które zostały losowo podzielone na dwie grupy. W pierwszej nacinano krocze rutynowo, w drugiej tylko wtedy, gdy nie było innego wyjścia. No i okazało się, że nacięcie, które robi się "żeby uniknąć pęknięcia", często wcale przed nim nie chroni. Co gorsza, takie pęknięcie pomimo nacięcia bywa głębsze i bardziej rozlegle. Badania pokazały także, że kobiety po nacięciu dłużej cierpią i później podejmują współżycie po porodzie. Więc korzyści z tego zabiegu są nader wątpliwe.

Zgodnie z zaleceniami Światowej Organizacji Zdrowia porodów z nacięciem powinno być nie więcej niż 20%. Ale to przecież oznacza, że nawet co piąta kobieta może go potrzebować.

To prawda. Ale jest jeszcze jedna sprawa. Jeżeli kładzie się kobietę na wznak i oczekuje, że ona wypchnie z siebie dziecko, to trudno się dziwić, że to się nie udaje! W ten sposób stwarza się problem - gdyby pozwalano kobietom na swobodne poruszanie się i rodzenie w pozycji np. na czworaka, mogłoby go nie być. Bo w tej pozycji kość ogonowa odgina się ku tyłowi i kanał rodny poszerza się o 2 cm! Dziecko łatwiej i szybciej pokonuje więc drogę na świat.

Czy to znaczy, że Brytyjkom wolno się swobodnie poruszać w drugim okresie porodu?

Jeszcze nie wszędzie, ale jest potężny ruch na rzecz takiej swobody - żeby kobieta mogła wstać z łóżka. Pozycja na wznak jest najgorsza z możliwych. Ale wciąż w wielu placówkach się jej wymaga.

A poród w wodzie? On też przecież ogranicza potrzebę nacinania?

Tak, i położnicy tego nie doceniają - uważają, że największą ulgę w bólu przynosi znieczulenie zewnątrzoponowe. Tymczasem ogromną zaletą porodu w wodzie jest, że jeśli się nie sprawdza, to kobieta może po prostu wyjść z basenu czy wanny. A jeśli nie sprawdza się znieczulenie, to robi się problem. Poza tym znieczulenie może mieć skutki uboczne.

Wróćmy do nacięcia. Kto ma decydować o tym, czy jest ono niezbędne? I co jeśli lekarz powie: "Proszę pani, ja naprawdę muszę to zrobić"?

Spytałabym go, dlaczego. I jeśli powie, że z dzieckiem coś się dzieje, to zapytałabym od jak dawna. Bo w fazie parcia w momencie, kiedy główka dociska krocza, tętno słabnie, ale po chwili wraca do normy. Kobieta może też na taki argument odpowiedzieć: "To pozwólcie mi rodzić na czworaka, nacinajcie dopiero wtedy, jeśli to nie pomoże". Oczywiście, jeśli kobieta słyszy od lekarza, że z dzieckiem dzieje się coś złego, to nie oponuje. Ale jeśli lekarz mówi: muszę panią naciąć, bo tak się u nas postępuje, to kobieta może powiedzieć: nie wyrażam zgody.

Jednak to wciąż lekarz lub położna, którzy widzą, co się dzieje, potrafią ocenić, czy zachodzi realna potrzeba nacięcia, czy nie, a nie sama kobieta...

Oczywiście czasem taka potrzeba istnieje, ale naprawdę rzadko. Świadczą o tym statystyki - w jednych placówkach robi się więcej nacięć, w innych mniej. Mam tu dane z roku 2001 z jednego szpitala: wśród pierworódek naciętych zostało 14%, wśród wieloródek 4% (w całej grupie 7,2%). W innym badaniu (z roku 2000): szpital miał wskaźnik 18%, a dom narodzin, prowadzony przez położne tylko 1,5%. Gwoli rzetelności dodajmy, że w tej pierwszej placówce obsługuje się przede wszystkim kobiety z większym ryzykiem. Ale to nie tłumaczy wszystkiego.

No właśnie. Szpitale jednak czemuś służą. Niejednej rodzącej i niejednemu dziecku uratowały życie.

Bez wątpienia - jeśli zdrowie kobiety lub dziecka jest zagrożone, szpital jest dla nich najlepszym miejscem do rodzenia. Ale jeśli nie ma żadnych zagrożeń, poród szpitalny może stwarzać problemy. Np. jeśli chodzi o nacięcie, to wiemy, że przyczynia się ono do depresji poporodowych i zespołów stresu pourazowego. Moim zdaniem wadą szpitala jest niedostatek personelu, który nie może zapewnić kobiecie właściwej opieki; panuje tam pośpiech, rodzącą się ponagla, poddaje procedurom, których ona sobie wcale nie życzy i ratuje z kłopotów, w które się ją wpędziło.

W Polsce wg danych Fundacji Rodzić po Ludzku blisko 80 procent porodów odbywa się z nacięciem. Jakie kolejne kroki należałoby podjąć, żeby zbliżyć się do zaleceń WHO?

Przede wszystkim pozyskać dane statystyczne i opublikować je w formie zrozumiałej dla kobiet. My to robimy od lat. Wydajemy broszury, z których kobiety dowiadują się, jakie mają prawa. Bo one boją się mówić: na to się godzę, a na to nie, nie dowierzają, że im wolno. Nasze publikacje kupują też położne. Mamy też stronę internetową i telefon zaufania. Dzięki tej kampanii informacyjnej kobiety przychodząc do szpitala maja odwagę pytać lekarza, co zamierza i mówić mu, czego sobie życzą. To daje im siłę. Im i położnym.

Czy położne w UK chronią krocze?

Różnie na to patrzono, aż zrobiono badania i okazało się, ze najlepiej zostawić sprawę własnemu biegowi. Jedna z najważniejszych rzeczy, to nauczyć położne, żeby przestały kazać rodzącym przeć. To trochę jak z żakietem - jeśli gwałtownie przepychamy rękę przez wąski rękaw, to łatwo go rozerwać. Ale jeśli robimy to ostrożnie, bez pośpiechu, to ręka wyjdzie, a materiał pozostanie nienaruszony. Do szału mnie doprowadza, kiedy słyszę to: "przyj, przyj". To właśnie prowadzi do uszkodzenia krocza. No i trzeba pozwolić kobietom rodzić na czworakach. Jeśli spełni się te dwa warunki, to z dużym prawdopodobieństwem uniknie się i nacięcia, i pęknięcia, bo tkanki będą miały szansę stopniowo się rozciągnąć.

Jakie mogą być konsekwencje niepotrzebnego nacięcia?

Ma niekorzystny wpływ na życie seksualne kobiety. Powoduje ból przez całe miesiące a nawet lata! Zwiększa ryzyko infekcji. Utrudnia karmienie piersią i hamuje laktację (no bo jak tu się zrelaksować i skupić na dziecku, kiedy tam na dole wszystko boli i nie sposób znaleźć sobie wygodnej pozycji). Opóźnia rozpoczęcie współżycia po porodzie... Nie wiem jak w Polsce, ale u nas bardzo dużo małżeństw się rozpada. Marzą mi się badania socjologiczne, które próbowałyby uchwycić związek pomiędzy tym smutnym zjawiskiem a złymi doświadczeniami porodowymi. Bo na podstawie rozmów z młodymi rodzicami uważam, że taki związek istnieje.

Beverley Beech jest wiceprezesem brytyjskiego Stowarzyszenia na Rzecz Poprawy Usług Położniczych (AIMS). Ma dwoje dzieci.

Więcej o: