1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Już przy mnie jesteś

W majowym numerze opublikowaliśmy artykuł o akcji ?Pozwólcie nam się przywitać?. Wywołał on prawdziwą lawinę listów. Oto cztery opowieści o tym, jak wyglądały wasze spotkania z nowo narodzonym dzieckiem.
Bywa różnie - tak wynika z Waszych relacji. Ale okazuje się, że nawet rodząc w niezbyt nowoczesnym szpitalu, można mieć naprawdę dobre wspomnienia z pierwszych chwil po porodzie. I że nawet jeśli pierwszy kontakt nie przebiegał idealnie, można nawiązać głęboką więź z dzieckiem.

Mam dobre wspomnienia

Rodziłam w szpitalu im. Żeromskiego w Krakowie. Tutaj chodziliśmy z mężem do bezpłatnej szkoły rodzenia. Szpital jest bardzo stary (sama się w nim urodziłam), ale profesjonalizm, życzliwość i podejście personelu są nie do przecenienia!

Byłam przygotowana do porodu duchowo i fizycznie, ale kiedy przyjechałam przed północą, wszystkie sale były zajęte. Ponieważ wody już odeszły, skierowano mnie na patologię ciąży, gdzie nie musiałam leżeć, tylko mogłam chodzić po korytarzu, co mi zdecydowanie pomagało. Kiedy tylko zwolniła się salka do porodów (o 4.20), przeniesiono mnie tam i mogłam wejść do wanny i siedzieć pod prysznicem. Męża nie było (tak wcześniej zdecydowaliśmy) - wolałam się skupić na sobie. Przy pomocy energicznej położnej, pani Bogusi, urodziłam córkę Michalinę o godz. 9.20. Córeczkę zabrano tylko, by odessać płyny i dosłownie przez moment zbadać, a następnie jedynie wytartą (ale nie umytą) położono mi na gołej piersi. Córka od razu przyssała się do mnie i nie puszczała piersi aż do momentu, kiedy miałam się przenieść na salę poporodową. Leżałyśmy tak przez ponad 2 godziny. Następne dziecko też będę chciała urodzić w tym szpitalu, mam tylko nadzieję, że do tego czasu położne będą już mogły same prowadzić porody i ciąże od samego początku aż do pojawienia się dziecka na świecie!

SABINA

W końcu wszystko się ułożyło

Po cięciu cesarskim pod narkozą nie tylko nie przytuliłam dziecka, ale nawet go nie obejrzałam. Zobaczyłam synka dopiero po 36 godzinach od porodu. Myślałam, że ten wyczekiwany moment nastąpi szybciej. Niestety, musiałam być na sali pooperacyjnej pod kroplówkami, podłączona do aparatury monitorującej funkcje życiowe i miałam transfuzję krwi. Naprawdę groźnie to wszystko wyglądało - leżałam w sali sama i nawet mąż nie mógł do mnie wejść. Mimo braku kontaktu z dzieckiem od razu po porodzie mój synek jest pogodny i ma świetną kondycję fizyczną i psychiczną. Efektywnie ssał, od kiedy go przystawiłam do piersi, mimo że początkowo był na butelce. Zdrowie mu dopisuje, a ja instynktem macierzyńskim spokojnie obdzieliłabym jeszcze parę osób. Tak więc nie wszystko musi od początku układać się podręcznikowo, by potem było dobrze.

ANNA

Tęskniłam za synkiem

Synuś przyszedł na świat 8 lutego tego roku. Nie mogłam się doczekać, kiedy wezmę w ramiona moją kruszynkę, ale też bałam się tego wszystkiego i chciałam, żeby nastąpiło jak najpóźniej. Jednak syn się pospieszył. Kiedy odeszły mi wody, wpadłam w panikę, nie mogłam wydusić z siebie słowa. Mój partner nie wiedział, co się dzieje, a ja nie potrafiłam mu powiedzieć, że się zaczęło, tylko płakałam. O północy byliśmy w szpitalu, o drugiej Julian przyszedł na świat przez cesarskie cięcie. Leżałam na stole operacyjnym zestresowana, nie wiedziałam, co się dzieje... Nagle usłyszałam płacz... Wtedy pojawiły się moje łzy. Byłam taka szczęśliwa, tak bardzo chciałam go zobaczyć, natychmiast! Położna położyła mi go na piersi, golutkiego... Płakał, ale kiedy się do mnie przytulił - przestał. Był mięciutki, pięknie i słodko pachniał - nie zapomnę tego nigdy. Zapomniałam o strachu i bólu... Synek był dla mnie najważniejszy. Zabrali go na badania. Poczułam ogromną pustkę. Przez 9 miesięcy nosiłam go pod sercem, a teraz go nie ma... Później zawieźli mnie na salę. Wypytywałam partnera o wszystko - czy płakał, jak wygląda, do kogo jest podobny... Położna przyniosła mi synka znowu na sekundę, już ubranego i umytego. Tyle na niego czekałam i znowu nas rozdzielono. Nie mogłam spać, czekałam, kiedy dostanę go z powrotem. Po 14 godzinach byliśmy razem. "Już go nikomu nie oddam..." - pomyślałam.

ALEKSANDRA

Urodziłam w domowym zaciszu

W naszym kraju brzmi to wciąż jak bajka, gdy kobieta z uśmiechem mówi: "Miałam dobry poród". Ja mogę powiedzieć, że mój otarł się o ideał. Był dobry i godny. W ciąży znalazłam położną, z którą chciałam rodzić. Czułam, że to właściwa kobieta. Przy Marysi czułam się komfortowo, odchodziły wszelkie lęki, spływał na mnie błogi spokój i pewność, że wszystko będzie dobrze. Rodziłam w domu, z Mężem i Marysią. On cudowny, wspierający, kochany i czuły. Ona profesjonalna i wspierająca - tchnęła spokojem i pewnością. Pierwsze pół porodu zajadaliśmy domowe calzone i śmialiśmy się między skurczami. Ile osób ma takie wspomnienia? Potem nadeszły skurcze, które przyćmiły ten radosny obraz. Ból rzeczywiście był obezwładniający, byłam bliska rozpaczy. Trzymałam się jedynie dzięki wiedzy, co się ze mną dzieje, na jakim etapie jestem. Nadia urodziła się w sypialni, na podłodze, na sto- łeczku porodowym. Nie płakała, tylko zakwiliła i od razu uspokoiła się, patrząc na nas wielkimi, cudnymi oczami. Cały porób dostosowany był do moich potrzeb. Ja i Malutka byłyśmy najważniejsze - zarówno w oczach Męża, jak i położnych (druga położna dotarła na 2. etap porodu).

Córeczka zaraz po narodzinach została mi położona na piersiach. Trzymając ją w ramionach, przeszłam do łóżka, gdzie urodziłam łożysko, zostałam obejrzana (nie założono mi ani jednego szwu - wszystko dzięki ćwiczeniom, które wykonywałam całą ciążę, masażowi krocza, no i oczywiście położnej, która pomogła mi odpowiednio przeć), gdzie Mąż przeciął pępowinę, ale dopiero gdy przestała tętnić. Sami sprawdziliśmy, czy to na pewno dziewczynka. Leżałyśmy przytulone pod kołdrą przez kolejne dwie godziny, aż Maleńka najadła się. Dopiero wtedy została zważona, zmierzona (obok mnie, na łóżku), zbadana i najszybciej jak to możliwe oddana w moje ramiona. Zasnęła spokojnie, a ja mogłam wziąć prysznic, wypić z Mężem herbatę, porozmawiać i odpocząć. Potem leżeliśmy pół nocy i patrzyliśmy na nasz skarb.

Wiem, że zrobiłam wszystko, aby zapewnić mojemu dziecku jak najlepszy start. Bardzo ważne było dla mnie, aby pierwsze jej chwile były możliwie spokojne, aby otaczały ją miłość i szacunek, aby mogła bez strachu i płaczu przyzwyczaić się do nowego otoczenia - słuchając znanego jej bicia mojego serca, czując znany jej mój zapach i czując się bezpiecznie schowana w moich ramionach. Jestem pewna, że te pierwsze godziny zaowocują w jej życiu. Już tak się dzieje. Nadia jest spokojną, ale żywą dziewczynką, doskonale się rozwija - tak szybko, że zarówno my, jak i jej pediatra jesteśmy zadziwieni. Każdego dnia myślę, jakie to cudowne, że w taki sposób przyszła na świat. Życzę wszystkim kobietom, by tak jak ja mogły powiedzieć, że ich poród to było radosne przeżycie. A dzieciom, aby mogły w spokoju przeżyć pierwsze chwile życia, wtulone w ramiona Mam, czując się pewnie i bezpiecznie.

KINGA

Więcej o: