Nie ma niczego dziwnego w tym, że już samo podejrzenie ciąży powoduje u matki falę gwałtownych emocji. Rzadko są to uczucia wyłącznie pozytywne. Najczęściej, prócz radości, pojawia się także niepokój. Dziecko oznacza przecież zmianę trybu życia, konieczność odnalezienia się w nowej roli, przewartościowanie wielu relacji, inne ustawienie priorytetów, rezygnację z części swobody, obciążenie finansowe...
Dodatkowo od samego początku pojawia się strach - przed złym samopoczuciem, przed porodem, bólem.
Kto przy zdrowych zmysłach nie zareagowałby na tak dużą zmianę huśtawką emocjonalną? Na dodatek na stan uczuć w dużej mierze wpływają hormony. Żeby uzmysłowić sobie, czego można się spodziewać w pierwszych tygodniach ciąży, wystarczy przywołać swój okres dojrzewania i związane z tym emocjonalne burze... Te przeżycia oraz towarzyszące im, nie zawsze miłe, dolegliwości fizyczne prowadzą do silnego skoncentrowania się na sobie.
Potrzebne wsparcie Dziecko w pierwszych tygodniach swojego istnienia jest często pojęciem dość abstrakcyjnym. Jak najbardziej rzeczywiste są za to dolegliwości, które zmuszają do zmiany trybu życia. Bolące, tkliwe piersi, nudności i wymioty, ciągła senność i znużenie, nieumiejętność skoncentrowania się na codziennych obowiązkach, łzy na każde zawołanie - to wszystko komplikuje codzienne funkcjonowanie. Właśnie dlatego początek ciąży to czas, w którym kobieta szczególnie potrzebuje wsparcia i zrozumienia. Dawniej takie wsparcie dostawało się od żyjącej razem wielopokoleniowej rodziny. Teraz rzadko kiedy młoda mama jest tak blisko - dosłownie i w przenośni - ze swoimi krewnymi, by móc i chcieć na co dzień korzystać z ich doświadczenia. A jeśli nawet to możliwe, nie zawsze jest dobrym rozwiązaniem. Wiele kobiet z naszego kręgu kulturowego traumatycznie wspomina ciążę i
poród, a dramatyczne opowieści kuzynek działają mało wspierająco na kobietę
w ciąży.
W pierwszym okresie najbardziej potrzebne jest wsparcie ludzi, o których wiemy, że działają na nas kojąco, którym możemy powiedzieć wszystko w pełnym zaufaniu, którzy potrafią pomóc odnaleźć właściwe proporcje. I niezawodnie poprawiają nam humor.
Ważne partnerstwo Wiele kobiet natychmiast po zobaczeniu na teście ciążowym dwóch kreseczek szuka pomocy profesjonalnej. W Polsce najczęściej oznacza to wizytę u ginekologa-położnika. Zwykle wizyta u niego we wczesnej ciąży kończy się na "urzędowym" potwierdzeniu stanu odmiennego i zleceniu badań. Aby otrzymać becikowe, trzeba wykazać, że korzystało się z opieki medycznej (uwaga! może to być opieka położnej!) przed 10. tygodniem ciąży. Może więc warto poczekać z wizytą? Dać sobie czas na zaakceptowanie nowej sytuacji i zorientować się, czego oczekujemy od osoby, która będzie się nami opiekowała przez kolejne 7 miesięcy.
Uwaga na badania Oczekujące dziecka mamy często oceniają jakość opieki położniczej po ilości zlecanych im badań. Tymczasem to niekończący się proces, bo możliwości diagnostyczne są dziś naprawdę duże. Pytanie tylko, czy koniecznie trzeba korzystać z nich wszystkich? Bardzo często nadmierna, nieuzasadniona diagnostyka tylko wzmaga niepokój, powodując, że matka czuje się zagrożona. To prowadzi do niepotrzebnej medykalizacji ciąży, a potem porodu.
Z dystansem do rad W pierwszych tygodniach ciąży dostaniesz zapewne (od rodziny, znajomych czy na forach internetowych) wiele sprzecznych informacji, dotyczących tego, jak masz teraz dbać o swoje zdrowie. Warto podchodzić do nich z dystansem. Na przykład wiele kobiet, szczególnie na początku ciąży, ma apetyt na jakiś określony rodzaj jedzenia. Uważa się powszechnie, że to podpowiedź organizmu, czego mu brakuje i jakie niedobory trzeba uzupełnić. Trudno jednak taką interpretację przyjmować jako pewnik. Jeśli, na przykład, kobieta ma ciągłą ochotę na fast food - a to wcale nierzadka zachcianka - to trudno uznać, że to jest korzystne dla jej zdrowia. Oczywiście nic złego się nie stanie, jeśli raz na miesiąc zjemy jednego hamburgera, ale nie można go traktować jako stałego elementu diety.
Mówi się też często o zakazie jedzenia niektórych rzeczy w ciąży. I często popada się tu w przesadę. Gdybyśmy traktowali serio wszelkie doniesienia o "zdrowej diecie" publikowane w internecie przez jego uczestników i uczestniczki, to lista pokarmów dopuszczalnych do jedzenia w ciąży skazałaby rodzaj ludzki na wykończenie.
W gruncie rzeczy takich zakazów jest naprawdę bardzo niewiele:
• ze względu na możliwość zakażenia toksoplazmozą lub listeriozą nie jedz surowych ani wędzonych na zimno ryb, mięsa, owoców morza;
• również ze względu na ryzyko zakażenia listeriozą unikaj picia mleka „prosto od krowy” i jedzenia jego niepasteryzowanych przetworów - głównie serów pleśniowych;
• nie pij alkoholu - bo nie wiadomo, jaka ilość (i czy w ogóle) jest bezpieczna dla dziecka;
• nie sięgaj po żywność wysoko przetworzoną - czyli z dużą ilością utrwalaczy i dodatków smakowych typu glutaminian sodu;
• unikaj słodyczy i napojów gazowanych - sprzyjają otyłości, zakłócają naturalny metabolizm oraz sprzyjają występowaniu grzybicy.