1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Boję się rodzić po ludzku

Matki kobiet, które dziś rodzą, niewiele mają do powiedzenia o zaletach naturalnego rodzenia. Dlatego taka ważna jest edukacja. Niestety, zaledwie 20 procent matek przygotowuje się do porodu w szkołach rodzenia, a w małych miastach i na wsi jest jeszcze gorzej
Niech mnie pani nawet nie próbuje przekonać, żebym rodziła po ludzku - Anna ma 30 lat, jest asystentką szefa w dużej korporacji. Robi karierę i liczy na więcej. Zaszła w ciążę, bo bała się, że potem będzie za późno. - Dla mnie po ludzku to bez bólu, komplikacji i szybko. Dlatego mam już umówioną cesarkę w dobrym szpitalu. Uważam, że naszym lekarzom najlepiej wychodzą operacje, z naturalnym porodem radzą sobie gorzej. Mam prawo do tego, żeby nie cierpieć, a tak się może zdarzyć. Nie chcę narażać siebie i dziecka na ryzyko, że coś pójdzie nie tak.

- Chodziła pani do szkoły rodzenia?

- Poszłam raz, ale dałam sobie spokój. Położna na lalce pokazywała, jak się kąpie dzidziusia. Jak tylko stamtąd wyszłam, byłam przekonana, że moje dziecko nie będzie nigdy kąpane, skoro to takie trudne. Poza tym strasznie się wynudziłam. Dzień później kupiłam kilka książek, jestem pewna, że nie będę gorzej wyedukowana od koleżanek, które ćwiczą bez końca - wdech i wydech.

Jest uprzejma, miła, gdy mówi, patrzy w oczy. W końcu jej się wyrywa: - Ten poród to jakaś męka.

Bo żyjemy w kulturze fast foodu

- Dlaczego część kobiet nie chce doświadczyć "mistyki narodzin", chcą mieć cesarskie cięcie, a najlepiej, żeby się to całe rodzenie odbyło się bez niej? - proszę o komentarz psychoterapeutkę Annę Dyduch-Maroszek.

- Warto się zastanowić, co dla ludzi oznacza męka, ból, cierpienie czy frustracja. Decyzja, żeby rodzić szybko, łatwo i przyjemnie, jest podyktowana ogólnym trendem, nazwałabym ją filozofią fast foodu. Ma być bez frustracji - błyskawiczny sposób na obiad, krótkoterminowa psychoterapia, bezbolesna żałoba i poród bez cierpienia. Często jednak różne sposoby unikania bólu "kosztują" emocjonalnie czy zdrowotnie więcej niż wytrzymanie tego aspektu życia.

- Skąd bierze się tak duży lęk?

- Stąd, że poród to wielka niewiadoma - te matki, które najbardziej się boją, najczęściej nie rozumieją fizjologii i psychologii swojego stanu.

- Jest na to jakaś recepta?

- W opinii wielu matek wspólne z kimś bliskim przeżycie bólu porodu, trudności w połogu, różnych wątpliwości i kłopotów wieku niemowlęcego pogłębia intymność, zaufanie i satysfakcję. Bo razem pokonaliśmy coś trudnego. Dyskomfort ciąży i porodu jest przeważnie do zniesienia, od tysięcy zresztą lat, a mężczyźni, jak wiadomo, nie kochają nas głównie za nieskazitelną urodę.

Kolejną ciężarną zaczepiam na korytarzu gdańskiego szpitala w wielkim blokowisku. Urocza brunetka z wydatnym brzuszkiem dwa razy w tygodniu chodzi tam do szkoły rodzenia. Jest inżynierem, skończyła chemię na Politechnice Gdańskiej, pracuje przy produkcji kosmetyków. Ma na imię Dorota.

- Poród naturalny jest lepszy od cesarskiego, a chodzenie do szkoły to konieczność - mówi. - Trudno jest mi zaakceptować postawę, gdzie urodzenie dziecka jest traktowane jak kolejne zadanie na ścieżce kariery.

Może jestem naiwna, ale dla mnie ciąża jest stanem, który warto przeżyć jako coś wyjątkowego, a nie traktować jak grypę. Rozumiem, że kobiety się boją - mnie też napadają rozmaite strachy. Zresztą w Polsce sporo tych lęków jest uzasadnionych, bo każdy zna co najmniej jedną matkę, która przeżyła na porodówce horror.

Bo nad porodem nie da się zapanować

Część kobiet, gdy dowiaduje się o ciąży, jest wniebowzięta, inne cieszą się umiarkowanie, istnieje też grupa kobiet, które się po prostu boją.

Ela, 28-latka, o ciąży dowiedziała się dwa lata po ślubie. Ma mieszkanie w Sopocie (odziedziczyła po babci), mąż świetnie zarabia na handlu mrożonkami. Spotykamy się w kawiarni. Jest nerwowa, mówi, rwąc zdania.

- Boję się bardzo. O wszystko... - patrzy przez okno, akurat maszerują dwie mamy z wózkami. Śledzi je, aż znikają za rogiem -...że dziecko będzie miało jakieś wady, że nie dam rady go urodzić albo na porodówce stanie się coś złego (bębni palcami o blat stolika). Boję się, że będę wymiotować z bólu podczas porodu. Położnych, lekarzy, boję się, że umrę. Czasem żałuję, że zaszłam w ciążę. Nie opowiadam o tym prawie nikomu, nie chcę, żeby pomyślano, że jestem wyrodną matką. Mój mąż jest szczęśliwy jak gwizdek, mama powtarza ciągle: "Córciu, tak się cieszę, że będę babcią".

Paniczny lęk przed porodem ma nazwę - to tzw. tokofobia. Zdarza się, że kobiety, mimo, że pragną dziecka, starają się za wszelką cenę nie zajść w ciążę, bo to budzi w nich przerażenie.

- Może powinna pani iść do psychologa, porozmawiać o tym? - podpowiadam Eli.

- Nie. Z tymi psychologami to jakaś szarlataneria, wymówka dla ludzi, którzy nie potrafią sobie poradzić z własnym życiem.

Ela nie chodzi też do szkoły rodzenia, mówi, że była dwa razy i po zajęciach bała się jeszcze bardziej.

Obawy odczuwa większość kobiet - jest to zupełnie naturalny niepokój przed nieznanym - ostatecznie są jednak w stanie nad strachem zapanować. Strach nie jest domeną wyłącznie Polek. Włoszki najczęściej się boją, że na sali porodowej nie zapanują nad własnym zachowaniem. Węgierki i Finki, podobnie jak Polki, najbardziej boją się, że poród zagrozi zdrowiu dziecka i ich własnemu.

Na podstawie badań prowadzonych w Wielkiej Brytanii ustalono, że w kolejnych pokoleniach rośnie liczba kobiet, które boją się porodu - w ciągu 20 lat zwiększyła się trzykrotnie. Te kobiety częściej planują znieczulenie, rzadziej stosują techniki relaksacyjne i oddechowe.

Bo ciało zbrzydnie

- Poród stał się usługą komercyjną, kobiety chcą rodzić szybko i bezboleśnie - mówi Barbara Bisewska z Pucka, położna, która od piętnastu lat prowadzi szkołę rodzenia. Szpital, w którym pracuje, zdobył pierwszą nagrodę w akcji "Rodzić po ludzku" w 2006 r.

- Według mnie wynika to z niskiej świadomości Polek i coraz bardziej rozbuchanego kultu pięknego ciała. Kobietom się wydaje, że cesarskie cięcie uchroni je przed zmianami, boją się, że nigdy już nie będą miały płaskiego brzucha, zrobią im się rozstępy, żylaki. A to jest mit - co ma się zmienić, zmieni się w ciąży. Cesarka to nie katar, tylko poważna operacja obarczona ryzykiem. My, kobiety, jesteśmy przez naturę stworzone do rodzenia, a z bólem można walczyć za pomocą metod naturalnych: relaksacji, oddychania, ciepłych kąpieli.

- Panuje opinia, że poród to męka.

- Matki kobiet, które dziś rodzą, były już "skażone" porodem zmedykalizowanym. Niewiele mają do powiedzenia własnym córkom o zaletach naturalnego rodzenia. Do tego kobiety bardzo często jeszcze się nawzajem straszą. Dlatego taka ważna jest edukacja. Niestety, nie jest z nią najlepiej. Zaledwie 20 procent matek przygotowuje się do porodu w szkołach rodzenia, a w małych miastach i na wsi jest jeszcze gorzej.

- Jak wiemy, to jest nam łatwiej?

- Tak. Jeżeli kobieta w czasie porodu czuje się bezpieczna - przebiega on lepiej. Rodząca musi być też świadoma swoich praw. Tego wszystkiego można się dowiedzieć w szkole rodzenia, nie tylko uzyskać tam informacje na temat noworodków i karmienia. Z przyszłymi mamami spotykają się u nas położne, lekarze i psychologowie.

- Dlaczego tak mało kobiet chodzi na zajęcia?

- Jednym z powodów jest brak pieniędzy. Szkoły rodzenia są za darmo, gdy działają przy dużych szpitalach, refunduje je wtedy NFZ. Za pozostałe trzeba płacić i kobiet zwyczajnie nie stać. Zamiast wydać na szkołę - kupują wyprawkę dla dziecka. Poza tym szkół jest za mało, mieszczą się raczej w większych ośrodkach. Kobiety z wiosek i miasteczek zazwyczaj pracują w innych miejscowościach i nie mają czasu, aby dojeżdżać na zajęcia - nawet gdyby chciały. Z kolei te, które stać i mają czas, często nie czują potrzeby, aby dowiedzieć się, czym tak naprawdę jest ciąża i macierzyństwo.

- Nie sądzi pani, że my, kobiety, jesteśmy bardzo zagubione w czasie ciąży? - pytam Anny Maroszek-Dyduch.

- Rzeczywiście kiedyś, gdy ludzie ze sobą więcej rozmawiali, kobiety w naturalny sposób - od matek, ciotek i babek - zyskiwały wiedzę i zaufanie do siebie jako matki czy kochanki. Uczyły się czekać nie tylko na to, aż ciasto na chleb urośnie, ale też wytrzymywać wewnętrzne wybuchy emocjonalne, ból rozczarowania i cierpienia porodu. Dostawały przy tym wsparcie, które przynosiło ulgę i poczucie, że nie są na świecie same ze swoim bólem. Ciąża jest świetnym momentem, by poszukać dobrego kontaktu z innymi. Gdyby to jednak okazało się trudne, warto szukać pomocy, np. u psychoterapeuty.

Bo boją się być matkami

Z Anastazją Nakov rozmawiam w kawiarni przy sopockiej plaży. Przyjechała do Polski na konferencję naukową. Przez 30 lat kierowała oddziałem psychiatrii dzieci i młodzieży w Metzu we Francji. Ma czworo dzieci i dziewięcioro wnuków.

- Nigdy nie jesteśmy gotowe na to, by mieć dzieci. Oczywiście, gdy młode, 15-letnie dziewczynki zostają matkami, to stanowczo za wcześnie, ale potem mamy zielone światło. Gdy się czeka na idealne warunki: pieniądze, karierę, wygodny dom, to oznacza, że jest jakieś drugie dno. Bo matka jest matką nie dlatego, że się nauczyła nią być - kompetencje przechodzą od matki do matki. Gdy zjawiają się u mnie na konsultacje matki i pytają, jak mam robić to czy tamto, odpowiadam, że takie rady nie mają sensu. Raz, drugi postąpią zgodnie ze wskazówkami, a potem i tak wewnętrzny głos nimi pokieruje.

Angielski psychoanalityk Donald Winnicott uważał, że dziecku wystarczy "dostatecznie dobra matka", zdolna adaptować się do potrzeb malucha. Pomagają w tym kobiecie jej własne wspomnienia z dzieciństwa. Matka nigdy nie może być całkiem dobra albo całkiem zła. Każda jest w jakiś sposób dla dziecka frustrująca.

- Kobiety często boją się ciąży i macierzyństwa.

- Mają coraz mniej wsparcia od rodziny. Z drugiej strony obowiązkiem kobiety jest odniesienie sukcesu, musi mieć urodę, klasę. Kto by dał radę? Najlepiej by było, gdyby kobiety mogły przepracować swoje pierwsze relacje z własną matką, to jest tło jej relacji z własnym dzieckiem. Nawet jeśli nie chcemy powtarzać, to i tak to robimy, własnym dzieciom fundujemy dokładnie to samo, czego zaznałyśmy w dzieciństwie, a tak bardzo chciałyśmy tego uniknąć. Taka nieprzerobiona trauma bardzo dużo kosztuje. Nie opłaca się. Człowiek wydatkuje ogromne ilości energii, żeby stłumić wszystko i nie słyszeć bolesnego głosu wewnątrz siebie. Tę energię można wykorzystać w inny sposób. Jeżeli zrobimy porządek, będzie nam łatwiej żyć, korzystać z naszych talentów. Czerpać z zasobów, jakimi obdarowali nas rodzice, dziadkowie, bliscy. f

Więcej o zaletach pierwszego kontaktu czytaj na pierwszykontakt.org
Więcej o ciąży i porodzie czytaj na eDziecko.pl

Więcej o: