1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Niezapomniane powitanie

Oto pięć historii kobiet, które ostatnio zostały mamami. I pięć opowieści o niezwykłości chwili, kiedy po raz pierwszy trzyma się w ramionach swoje dziecko. O to, aby ta chwila trwała nieprzerwanie dwie godziny, walczy w tym roku Fundacja Rodzić po Ludzku.
Anita Kiepiel i Hania (4 miesiące)

•  WIELKA RADOŚĆ PRZEZ KILKA MINUT

To była magiczna chwila. Hania leżała na moim brzuchu, byłyśmy jeszcze połączone pępowiną. Trochę popłakiwała. Głaskałam ją po plecach, odezwałam się do niej, jej tata też coś do niej mówił - uspokoiła się. Miałam wrażenie, że to dla niej ważny moment, że się wycisza, wtula w moje ciało. Ja też czułam się wspaniale. Dotykałam ciepłego ciałka, poznawałyśmy się, nic mnie już nie bolało. Ogromna radość. Wszystko trwało zaledwie kilka minut. I tak miałam szczęście - w czasie, kiedy Hania leżała na moim brzuchu, położna pobierała jej krew pępowinową. Gdyby nie to, że zdecydowaliśmy się na ten zabieg, zapewne nie miałabym szansy przytulać mojego nowo narodzonego golaska.

Krew została pobrana, pępowina przecięta, Hanię zabrała pielęgniarka. Potem mierzono ją, ważono, badano. Nie rozumiem, dlaczego właśnie wtedy. Przecież gdyby zostawiono nas w spokoju na te pierwsze dwie godziny życia córki, nic by się nie stało. Nie przytyłaby, nie straciła na wadze ani nie urosła. Przyniesiono mi ją wytartą, wysuszoną, ubraną. Znowu trafiła na mój brzuch, zostaliśmy we troje na sali poporodowej. Mogłybyśmy tak sobie leżeć i leżeć.

To piękne chwile, ale było mi przykro, bo te pierwsze czynności - ubieranie, wycieranie - powinny należeć do rodziców. Pierwsze ręce, które dotykają dziecka, to powinny być ręce mamy lub taty, a nie pielęgniarki.

Kiedy będę rodziła kolejne dziecko, postaram się zapewnić nam długi, nieprzerwany kontakt tuż po urodzeniu, zawalczyć o piękne przywitanie, bo to niezapomniane chwile. Z każdym dzieckiem można je przeżyć tylko raz.

Monika Woźnica i Jaś (12 miesięcy)

•  NIKT NAS NIE POSPIESZAŁ

Jasio jest moim trzecim dzieckiem. Urodziłam go w dobrym szpitalu, znanym z tego, że jest przyjazny mamie i dziecku. Jechałam tam ze strachem, bo kiedy rodziłam Jagodę, zostałam z niego odesłana i trafiłam do szpitala, w którym nie czułam się dobrze, a położne były niemiłe. Tym razem się udało. Wszystko było tak, jak chciałam.

Kiedy Jaś się urodził, od razu trafił na mój brzuch. Zostaliśmy okryci i tak sobie razem leżeliśmy. Tuliłam synka i nie mogłam się nacieszyć, że jest już z nami. Długo byliśmy w sali poporodowej, nie wiem, ile to dokładnie trwało, ale nie czułam żadnej presji, żeby się spieszyć i kończyć nasz pierwszy kontakt.

Mój mąż, Paweł, był ze mną cały czas, oglądaliśmy malucha - jego brzuszek, rączki, stópki. Całowałam go w nosek. Paweł siedział obok. Głaskał mnie i małego. Był spokojny, wiedział, że wszystko jest w porządku. Bardzo się wzruszył, ja również. Nawet dziś, kiedy o tym myślę, chce mi się płakać.

Położna zaglądała do nas co kilkanaście minut i pytała, czy czegoś nie potrzebujemy. Te pierwsze godziny życia naszych dzieci to najwspanialsze chwile w naszym życiu. Euforia, szczęście, miłość. Nie pamiętam, kiedy Jaś był ważony, mierzony. Pamiętam tylko ten czas, który był nam dany na powitanie. W końcu ubrałam Jasia, ułożyłam do snu, a sama na sali poporodowej zjadłam jeszcze obiad.

Alicja Leszczyńska i Gabryś (9 miesięcy)

•  ROZDZIELONO NAS NA WIELE GODZIN

Nastawiałam się na poród naturalny, na piękny pierwszy kontakt. Wyobrażałam sobie moment, kiedy położą mi dziecko na brzuchu. Chciałam, żeby mały od początku czuł się bezpieczny i kochany. Planowałam, że urodzę w innym szpitalu, ale trafiłam na patologię ciąży, więc zostałam tam, gdzie mnie przyjęto. Gabryś był duży, lekarze zarządzili cesarkę. Kiedy się urodził, zaczęłam płakać. Pokazali mi go na moment, ale zaraz zabrali do innego pomieszczenia. Łukasz, mój mąż, pobiegł za nim. 10 minut później zobaczyłam synka umytego, ubranego, w beciku. Lekarz ochrzanił położną: "Po co go tu przynosisz, idź już z nim". Położna odpowiedziała: "Chciałam mamie pokazać jej pierwsze dziecko, czy mama chce go pocałować?". Cmoknęłam. I po wszystkim. Wzięli go do sali noworodków. Słyszałam płacz z drugiej strony korytarza. Denerwowałam się, że to moje dziecko płacze, że nikt go nie przytula, że jest głodne. Mężowi nie pozwolono być ani z dzieckiem, ani ze mną. Prosiłam położną, żeby przyniosła mi synka, ale mówiła, że nie ma czasu. O 9.40 skończyła się operacja, o 10 byłam gotowa, żeby dostać dziecko. Małego przywieźli o 17. Po 2 godzinach położna zabrała go do mycia. Kiedy go wnosiła z powrotem, zakrztusił się wodami płodowymi. Powiedziała, że mi go nie da, bo ja sobie nie poradzę, i zabrała go znowu. Przynieśli go dopiero następnego dnia. Były już inne położne, bardziej ludzkie, sympatyczne. Nie wspominam dobrze tego porodu, ale najgorsze, co mnie spotkało w tamtym szpitalu, to rozdzielenie z dzieckiem.

Alicja Głąbicka i Julek (6 miesięcy)

•  NIE OCZEKIWAŁAM, ŻE BĘDZIEMY RAZEM

Powitanie z synkiem pamiętam jak przez mgłę. Julek od razu po urodzeniu trafił na mój brzuch. Był skulony, malutki. Leżałam na boku, całowałam go po główce i głaskałam. Szok, zmęczenie, szczęście - to czułam. Dominujące było jednak uczucie ulgi, że najgorsze już za mną. Cieszyłam się, ale to, że mam na brzuchu własne dziecko było dla mnie absolutnie abstrakcyjne.

Nawet nie zarejestrowałam momentu, kiedy mały został zabrany. Był w tym samym pomieszczeniu mierzony, ważony. Dopiero wtedy, nie na moim brzuchu, krzyknął pierwszy raz. Procedury trwały około 15 minut. Powiem szczerze, byłam tak zmęczona, że cieszyłam się, że go na chwilę zabrano, mogłam się zregenerować i odetchnąć.

Poród był zmedykalizowany: dostałam oksytocynę, miałam nacięte krocze. Nie nastawiałam się na znieczulenie, ale w pewnym momencie bolało tak bardzo, że o nie poprosiłam. Dostałam zastrzyk w kręgosłup, ale coś poszło nie tak i połowę ciała miałam znieczuloną, a połowę nie. Po tym wszystkim potrzebowałam chwili, żeby odsapnąć.

Mały wrócił otulony tylko kocykiem. Byłam już w trochę lepszej formie. Leżeliśmy sobie w sali poporodowej przez 2 godziny. Byliśmy tylko we troje. Karmiłam go pierwszy raz, przytulałam. Nie nastawiałam się na to, że będziemy mieli nieprzerwany kontakt po urodzeniu i może dlatego mi go nie brakowało. Pewnie gdyby dziecko mogło być ze mną cały czas, byłoby wspaniale, ale nie mam traumy z powodu tego, że tak nie było. Bardzo trudny był za to dla mnie powrót z sali poporodowej na oddział. Wszystko zaczynało mnie boleć, była godzina 19, Kacper musiał iść do domu, Julek leżał obok mnie, a ja nie miałam pojęcia, co zrobię, kiedy się obudzi. Byłam przerażona, płakałam. Nie było nikogo, kto chciałby mi wtedy poświęcić czas.

Anna Otręba-Świst i Łucja (12 miesięcy)

•  LEŻAŁYŚMY RAZEM W WANNIE

Łucja, tak jak jej starsza siostra Lilka, urodziła się w domu. Położna nie zdążyła dojechać na finał. Przyjechała, kiedy Łucja już od pół godziny była na świecie. Urodziła się w wannie. Gdy wypłynęła do wody, zamachała rączkami i otworzyła oczy. Nie zapomnę tego momentu do końca życia. Pierwsze chwile spędziliśmy we troje: mama, tata, córka. Siedziałyśmy w wannie. Mąż wypuścił wodę. Położyłam ją na swoich kolanach twarzą w dół, żeby mogły wypłynąć wody płodowe.

Pierwszy kontakt był dla mnie ważny, czytałam "Narodziny bez przemocy" Fredericka Leboyera. Autor pisze tam poetyckim i bardzo sugestywnym językiem o tym, jak ważne są pierwsze chwile w życiu dziecka, jak potrzebuje ono spokoju, przytulenia się do matki, usłyszenia jej głosu, jak źle znosi hałas, nieczuły dotyk, ostre światło.

Położna przyjechała i przecięła pępowinę. Sprawdziła, czy z małą i ze mną jest wszystko w porządku. Przystawiłam Łucję do piersi. Cały czas była goła. Trafiła do taty, żeby i on mógł się przywitać. Położna uzupełniała dokumenty, a my we troje położyliśmy się w łóżku. W porodzie domowym cenny jest dla mnie spokój. O nic nie musiałam walczyć ani tłumaczyć, że zależy mi na nieprzerwanym pierwszym kontakcie. Dziecko trafiało od razu w nasze ramiona i gdy otwierało po raz pierwszy oczy, widziało swoich rodziców.

PIERWSZY KONTAKT JEST WAŻNY!

Spotkanie z dzieckiem bezpośrednio po porodzie to dla wielu mam i ojców najważniejsza chwila w życiu.

•  To czas, który powinien być im dany bez żadnych warunków. Dla mamy pierwsze spojrzenie w oczy dziecku, pogłaskanie i pocałowanie go to nagroda za trudy porodu. W jednej chwili zapomina o bólu i wysiłku. Dziecko natomiast zyskuje poczucie bezpieczeństwa: rozpoznaje zapach, bicie serca i głos mamy, a jej ciepłe ramiona dają mu ukojenie. Bywają porody trudne, które kończą się np. cesarskim cięciem, są też dzieci, które przyszły na świat za wcześnie. Dla tych kobiet i dla tych dzieci bliski kontakt jest szczególnie ważny. W tegorocznej akcji namawiamy mamy, aby świadomie i odważnie domagały się prawa do długiego, niczym nie zakłóconego, intymnego kontaktu z dzieckiem po porodzie. To jest najlepszy prezent na początek życia, jaki możecie dać sobie i swojemu dziecku!

•  Więcej o korzyściach z pierwszego kontaktu czytaj na pierwszykontakt.org

RODZIĆ PO LUDZKU 2011

•  POWRACAMY DO NASZEJ AKCJI!

Chcemy promować nie tylko ideę pierwszego kontaktu, ale cały Standard Porodu Fizjologicznego, który wchodzi w życie. Dotyczy on opieki nad kobietą w czasie ciąży, porodu i połogu. Wprowadza wiele ważnych zmian - ciążę może prowadzić położna, łatwiej będzie urodzić w domu, w czasie porodu wiele decyzji należeć ma do kobiety. Martwi nas, że porodów zmedykalizowanych jest dużo, co może oznaczać, że wiele ingerencji wykonuje się rutynowo, bez wskazań medycznych i analizy sytuacji. Niepotrzebne interwencje sprawiają, że to, co może być wspaniałym doświadczeniem, staje się przykrym doznaniem, o którym chce się szybko zapomnieć. Chcemy to zmienić!

Piszcie do nas - jak wyglądał wasz poród i pierwsze powitanie z dzieckiem. Czekamy na wasze relacje: dziecko@agora.pl. Więcej informacji o akcji na: edziecko.pl i wyborcza.pl/rodzicpoludzku oraz pierwszykontakt.org.

Anna Ottfinowska z Fundacji Rodzić po Ludzku

Pierwsze chwile po urodzeniu są ważne dla matki, ale jeszcze ważniejsze dla dziecka. To ono musi się zaadaptować do nowych warunków, nauczyć oddychać, zaspokoić potrzebę ssania. Dotyk matki, brzmienie jej głosu sprawia, że stres dziecka związany ze wszystkimi zmianami bardzo się obniża. Tych chwil nie można przełożyć na potem. Dzięki pierwszej bliskości buduje się relacja między matką i dzieckiem. Nie znaczy to, że jej brak uniemożliwia stworzenie pięknej więzi, ale nieprzerwany kontakt po porodzie na pewno jej sprzyja.

•  Wprowadzenie nieprzerwanego kontaktu matki i dziecka po porodzie wymaga nakładów finansowych?

Przede wszystkim chodzi o dobrą wolę. Pewne nakłady są jednak konieczne. Matce i dziecku towarzyszy położna, która przyjmuje poród - zwiększy się ilość jej obowiązków. Potrzebnych będzie więcej położnych w szpitalach.

•  Dlaczego kontakt "skóra do skóry" jest taki ważny?

Dotyk nagiego ciała sprawia, że i u matki, i u dziecka jest jeszcze większy wyrzut oksytocyny. Badania przeprowadzone w Szwecji mówią, że ma on długofalowe skutki - odpowiada za przygotowanie dziecka do postaw altruistycznych i kochania.

•  A co po cesarskim cięciu?

Pełnego kontaktu nie będzie. Ale jeśli cesarka jest planowana, zrobiona ze znieczuleniem zewnątrzoponowym, to nie ma powodu, żeby mama z dzieckiem nie pozostali przytuleni. Żeby mogli się przywitać, pobyć ze sobą kilkanaście minut. Dla dziecka po cesarskim cięciu to ważniejsze niż po naturalnym porodzie, bo operacyjny poród jest dla niego znacznie większym stresem niż fizjologiczny.

Więcej o: