Badania prenatalne - dla kogo?

Z dr hab. JOANNĄ DANGEL i prof. JACKIEM ZAREMBĄ, specjalistami w dziedzinie badań prenatalnych, rozmawiają KATARZYNA BOSACKA i SŁAWOMIR ZAGÓRSKI
30.07.2010 , aktualizacja: 12.07.2010 15:17
A A A Drukuj
W Polsce robi się nadal zdecydowanie za mało badań prenatalnych. Brakuje nie tylko pieniędzy, ale i dobrej woli. Wielu ludziom kojarzą się one wciąż z aborcją, tymczasem ci, którzy się na nie zgłaszają, nie przychodzą, by ciążę przerwać, ale by ją utrzymać.
Jaki jest w Polsce klimat wokół badań prenatalnych?

Prof. Jacek Zaremba, genetyk: Zarówno lekarze, jak i pacjenci coraz więcej o nich wiedzą. Paradoksalnie, nagonka na badania prenatalne podczas przygotowywania lata temu ustawy antyaborcyjnej spowodowała, że sporo osób dopiero wtedy się o nich dowiedziało. Niestety, jest grupa ludzi, która zawsze będzie do nich źle nastawiona. Tylko dlatego, że badania prenatalne czasem prowadzą do przerwania ciąży. Ci nieustannie rzucają nam kłody pod nogi. Jedyne wyjście to robić swoje.

Dr hab. Joanna Dangel, kardiolog: Ja to robię od 20 lat. Od tylu lat wykrywam za pomocą USG i echokardiografii wady serca u dzieci w łonie matki. Wiem, ile wysiłku musiałam włożyć, by przekonać moich szefów, że to ma sens.

Ile kobiet poddaje się badaniom prenatalnym?

J.Z.: Badaniom inwazyjnym, a więc takim, które wiążą się z pobraniem próbki wód płodowych, fragmentu łożyska lub porcji krwi pępowinowej - ok. 6 tys. rocznie. To kobiety, które już wcześniej urodziły chore dziecko, albo takie, u których źle wyszło badanie USG lub badanie krwi, wreszcie te, które mają ponad 35 lat, co zwiększa ryzyko wystąpienia zespołu Downa i innych aberracji chromosomowych.

Jak często wykrywa się poważne wady u płodu?

J.Z.: Wynik badań jest w 90 proc. prawidłowy. W ogromnej większości przypadków badanie wykonuje się po to, by się upewnić, że płód jest zdrowy. Do nas trafiają ludzie, którzy bardzo CHCĄ mieć dzieci. Nie przychodzą, by ciążę przerwać, ale by ją utrzymać. Dla rodzin, które mają albo utraciły jedno, a czasem kilkoro dzieci dotkniętych ciężką chorobą dziedziczną, brak dostępu do badań to koniec marzeń o prokreacji.

Czyli dzięki badaniom prenatalnym wielu ludzi miało szansę przyjścia na świat?

J.Z.: Tak. Nie wiadomo dokładnie, ile takich osób żyje w Polsce, ale sądzę, że przez 35 lat zebrałoby się kilka tysięcy.

Jednak część z nich kończy się aborcją.

J.Z.: Polskie prawo, choć restrykcyjne, dopuszcza przerwanie ciąży, gdy płód dotknięty jest ciężką i nieuleczalną chorobą. Ostatnio znów są zakusy, by to zmienić, ale mam nadzieję, że do tego nie dojdzie. Nikt nie ma prawa wymagać od kobiety rodzenia dziecka ciężko upośledzonego, tak jak od nikogo nie można wymagać heroizmu. Choć część kobiet zdobywa się na taki heroizm. W latach 1998-2003 przeprowadziliśmy 4012 badań genetycznych. Poważne wady wykryliśmy w 219 przypadkach, a na aborcję zdecydowało się tylko 99 kobiet. Siedem na 65 pacjentek, u których badanie wykazało zespół Downa, postanowiło kontynuować ciążę. Te liczby dowodzą, że badań prenatalnych nie można utożsamiać z aborcją.

W Polsce są nieprzejednani przeciwnicy aborcji. Czy są też ludzie gotowi adoptować ciężko chore dzieci?

J.Z.: Takie rodziny są w niektórych krajach Europy Zachodniej i w Stanach. W Polsce to rzadkość. Kilka lat temu zaproponowałem przedstawicielom stowarzyszenia katolickiego Pro Familia, że kobietom, u których rozpoznano u płodu zespół Downa, będę proponował urodzenie dziecka i oddanie go do adopcji, pod warunkiem że znajdą się małżeństwa gotowe je adoptować. Pomysł się spodobał, ale rodzin adopcyjnych nie udało się znaleźć.

Przeciwnicy badań argumentują, że samo ich wykonywanie może doprowadzić do poronienia.

J.Z.: Rzeczywiście badania inwazyjne wiążą się z nieznacznym ryzykiem utraty ciąży. Ale po pierwsze, zanim kobieta się na nie zdecyduje, ma do dyspozycji inne, niegroźne badania. Dziś, zanim przystąpi się do badań inwazyjnych, robi się USG, bada się krew matki. Dzięki ultrasonografii między 11. a 13. tygodniem ciąży sprawdza się m.in. tzw. przezierność karku. By jednak ustalić, czy wyniki badań nieinwazyjnych wiążą się z konkretną nieprawidłowością genetyczną, nie ma rady, trzeba pobrać płyn owodniowy lub dostać się do tkanki płodu i zrobić badanie genetyczne.

Badania długo trwają. Czy czasem nie jest za późno?

J.Z.: Staramy się, by diagnoza była jak najwcześniej. Kiedyś amniopunkcję wykonywaliśmy w 15.-17. tygodniu, dziś robimy ją w 13. tygodniu ciąży, a biopsję trofoblastu w 12.-13.

Czy zawsze można jednoznacznie powiedzieć: "Dziecko jest na sto procent chore"?

J.Z.: W ogromnej większości badań odpowiedź jest jednoznaczna.

Na inwazyjne badania kierowane są tylko niektóre kobiety. USG natomiast należy się wszystkim ciężarnym.

Zobacz także

Kalendarz ciąży

Sprawdź, co dzieje się z Tobą i Twoim dzieckiem w poszczególnych tygodniach ciąży

Kalendarz pierwszego roku Podaj przewidywaną datę porodu:
  • Nie znasz daty porodu? Oblicz datę porodu
Opracowanie: Joanna Szulc
  • 2
  • Badania prenatalne - dla kogo? alinaw1 09.08.10, 08:00

    Jak to : "niestety, jest grupa ludzi źle nastwiona"?To jest mój osobisty wybór, czy poddaję sie takim badaniom czy nie. jeśli niosą one jakiekolwiek ryzyko- rezygnuję. W drugiej ciązy bez »

Redakcja eDziecko.pl

*

Agnieszka Wirtwein-Przerwa

  • redaktorka naczelna
  • agnieszka.wirtwein@agora.pl
  • redaktorka
  • karolina.stepniewska@agora.pl
  • dziennikarka
  • biszewska@yahoo.com
  • dziennikarz, felietonista
  • marcin.sztetter@gmail.com
  • menadżerka od społeczności
  • agata.podrazka@agora.pl
  • administratorka forum
  • zona_mi@gazeta.pl