Cukrzyca ciążowa? Nie martw się! [HISTORIE MAM]

Karolina Stępniewska
10.04.2013 , aktualizacja: 11.04.2013 08:58
A A A Drukuj
Cukrzycę ciążową da się oswoić - mówią mamy, które mają ją już za sobą.

Cukrzycę ciążową da się oswoić - mówią mamy, które mają ją już za sobą. (Fot. GARO/PHANIE EAST NEWS)

Taka diagnoza to grom z jasnego nieba dla kobiety oczekującej dziecka. O tym, że nasz ciężarny organizm nie radzi sobie z metabolizmem węglowodanów dowiadujemy się zwykle między 24-28 tygodniem ciąży, po teście obciążenia glukozą. Okazuje się jednak, że nie taki cukier straszny... Oto historie mam, które cukrzycę mają już za sobą. Ku pokrzepieniu!
Dowiedziałaś się właśnie, że masz cukrzycę ciążową? Boisz się i nie wiesz, co Cię czeka? Trafiłaś w dobre miejsce. Oto historie kobiet, które już kiedyś usłyszały taką diagnozę. One też się bały. Opowiadają o swoich reakcjach na diagnozę, o emocjach i oswajaniu się z rzeczywistością. Na końcu artykułu mała, słodka niespodzianka, specjalnie dla Ciebie. I wiesz? Nad cukrzycą ciężarnych da się zapanować. Skąd o tym wiem? Bo sama ją miałam. Dwukrotnie.

Cukrzyca? To brzmi jak wyrok. Uruchamia wszystkie mechanizmy lękowe, paraliżuje. Nigdy nie przepadałam za słodyczami, zawsze byłam zdrowa i szczupła. W pierwszej ciąży nagle zapragnęłam czekolady, lodów, wafelków - nie odmawiałam sobie niczego, śmiejąc się, że to takie ciążowe dziwactwo. Normalka. Mój organizm był jednak innego zdania, cukier okazał się dla niego zbyt dużym obciążeniem. W 27 tygodniu ciąży dowiedziałam się, że mam cukrzycę. Nawet nie nietolerancję glukozy, którą sygnalizuje podwyższony wynik badania, lecz pełną, rozbujałą cukrzycę ciążową. Wynik z kategorii ścinających z nóg.

Karolina: Dlaczego ja?

Najpierw było niedowierzanie: jak to? Ja? Potem panika: czy moje dziecko będzie zdrowe? Czy to mi zostanie na zawsze? Jak większość (wszystkie?) matki w tej sytuacji, rzuciłam się do lektury. Przeczytałam chyba wszystko, co zostało na ten temat napisane: setki artykułów polskich i zagranicznych, dyskusje na forach internetowych dla ciężarnych... I nadal nie przestawałam się bać. Mieszkałam w Krakowie. Tam, w Klinice Chorób Metabolicznych, trwał program badawczy nad cukrzycą ciążową. Zostałam objęta skrupulatną opieką, przeszkolona z diety, wyposażona w glukometr, paski, domowe testy na obecność ciał ketonowych w moczu i kartki do zapisywania pomiarów. Nakłuwanie palca: 6 razy dziennie. Ketony: rano, na czczo. Po tygodniu czy dwóch - kontrola. Tym razem wyszłam z gabinetu wyposażona w strzykawkę i ampułki z insuliną. Jak samej zrobić sobie zastrzyk? Czy już zawsze będę musiała brać insulinę? Dlaczego ja? Byłam załamana. Po pewnym czasie nawet nie mrużyłam oczu wbijając igłę w ramię. Palce miałam pokłute tak, że przestały reagować na ból. Stopniowo zwiększałam dawki insuliny, ale po jakimś czasie wiedziałam już dokładnie, co wolno mi jeść, a co na pewno podniesie cukier.

Na forum rówieśniczym naszego serwisu toczyłam nieustanne dyskusje o diecie z innymi kobietami dotkniętymi cukrzycą ciążową. Szacuje się, że zaburzenie dotyczy około 8 proc. kobiet w ciąży (niektóre źródła mówią nawet o 12 proc.). Na naszych forach internetowych takich kobiet jak ja było sporo. Wątek dla "słodkich mam" był dla mnie nieustannym źródłem pocieszenia, a czasem też frustracji - w 2007 roku, kiedy byłam w pierwszej ciąży, akceptowalne normy stężenia cukru w godzinę po posiłku były w Krakowie dużo niższe niż w pozostałych miastach Polski. Kiedy więc moje forumowe koleżanki cieszyły się wynikiem rzędu 130-140, ja ze ściśniętym sercem zwiększałam dawkę insuliny po przekroczeniu 120... Okazywało się, że o ile jednej z nas służy chleb żytni, o tyle druga może jeść tylko najzwyklejsze bułki z państwowej piekarni. Czasem chciało mi się płakać patrząc na chrupkie pieczywo. Przestrzegałam regularnych pór jedzenia i miałam ciągłe wrażenie niedojadania. Prawidłowy wynik na glukometrze oznaczał dobry humor, nieprawidłowy frustrację. Z czasem wiedziałam już, czego mogę zjeść dużo, a czego koniecznie muszę unikać. Od czasu do czasu nagradzałam się za dobry wynik kostką gorzkiej czekolady. W urodziny zamiast podwieczorku zjadłam loda śmietankowego - cukier w normie, ale później głód aż do kolacji. Czekolada śniła mi się po nocach...

Krótko przed porodem cukier zaczął wracać do normy, po urodzeniu - ślicznej i zdrowej - córki, po cukrzycy nie został nawet ślad. W drugiej ciąży od początku musiałam bardzo kontrolować poziom cukru we krwi. Przez moment wydawało się, że tym razem uniknę cukrzycy - takie przypadki się zdarzają, mam nawet koleżankę, która chorowała tylko w pierwszej ciąży, w pozostałych dwóch nie. Nadzieja rozwiała się w 32 tygodniu. Zawsze to kilka tygodni więcej bez drakońskiej diety - pocieszałam się. Tym razem także skończyło się na insulinie, jednak normy były już takie same w całym kraju. Krakowskie, czyli niskie. Czułam się jak pionierka. Syn zdrowy, ja nadal bez cukrzycy, za to bardziej świadoma tego, co zdrowe. W domu nie mam nawet cukru. Nie słodzę kawy i herbaty - słodkie już mi nie smakują. Właściwie.. było warto. Oczywiście mam świadomość tego, że jestem bardziej zagrożona cukrzycą typu 2, ale nie jest to coś, co spędzałoby mi sen z powiek. Po ciążach została mi miłość do czekolady i zakurzony glukometr w szafie (za drugim razem kupiłam własny).

Agnieszka: "Wzięłam się w garść"

Na test obciążenia glukozą poszłam dość późno. Byłam pewna, że wyjdzie w normie, bo nigdy za słodyczami nie przepadałam, w rodzinie obciążeń nie ma, ja jestem szczupła. Kiedy odebrałam wyniki i sprawdziłam w internecie jakie są zagrożenia dla dziecka, przepłakałam kilka dni. Na szczęście wzięłam się w garść, kupiłam glukometr, poczytałam o co chodzi z tą cukrzycą i spotkałam się z diabetologiem. Na początku było ciężko - wydawało mi się, że nie mogę nic jeść, a ciągle jestem głodna. Ta sama potrawa jednego dnia była ok, kolejnego cukier skakał po niej dużo powyżej normy. Stresowałam się już przygotowując jedzenie. Na szczęście trafiłam na mądrą panią diabetolog, która potrafiła mnie uspokoić i wytłumaczyła mi, że to stres, oprócz potraw z wysokim IG, powoduje takie szalone skoki glukozy we krwi!

Powoli opracowałam zestaw potraw, które były "bezpieczne". Jadłam duże ilości warzyw, jajka, ryby, mięso, kasze gruboziarniste, kiszone ogórki i kapustę. Mięso zaczęłam piec sama, bo okazało się, że wędliny ze sklepu nie są dobre dla diabetyka. Podobnie z chlebem. Odstawiłam nabiał, jadłam jedynie jogurt naturalny z otrębami na późną kolację. Zapotrzebowanie na słodkie, którego nigdy wcześniej raczej nie miałam, udało mi się zaspokoić dzięki nerkowcom i pomelo. Pomimo początkowego wrażenia, że nie mam co jeść, okazało się że zaczęłam jeść o wiele więcej (i częściej!) i pomimo tego schudłam 2 kg! Co ciekawe, zniknął mi cellulit, a uda miałam szczupłe jak nigdy dotąd (i niestety nigdy potem...). Z perspektywy czasu widzę, że po prostu zaczęłam zdrowo jeść.

Renata: "Mimo pilnowania się usłyszałam: insulina!"

Kiedy się dowiedziałam o cukrzycy, przeżyłam szok i to totalny. Wcześniej, w dwóch ciążach, nie było problemu... I zaczęło się : glukometr na dzień dobry i zamiast zjeść kajzerkę z żółtym serem, jadłam 2 kromki chrupkiego pieczywa z pomidorem i obrzydliwą piersią z indyka, osobiście upieczoną z nienawiścią, więc jedząc ją miałam ochotę rzucić tym w okno. Mimo pilnowania się usłyszałam: insulina!

Ja? Zastrzyki? Pierwszy tydzień robił mi je mój partner, a ja zasłaniałam oczy. Ale cukier się uspokoił i mogłam już lepiej jeść. Jaka to była przyjemność! Dla tej przyjemności już sama mogłam sobie robić zastrzyki w udo. Śmieję się, że kobieta jest w takich przypadkach irracjonalna. Bardzo przestrzegałam pór jedzenia i ilości. Córka, mimo że przed terminem, urodziła się zdrowa. Natomiast w szpitalu, po porodzie, powiedziałam, że muszę mieć ciemne pieczywo. "Przy karmieniu? Oszalała pani?" - usłyszałam. Kazano mi jeść normalnie.

Agata: "Czułam się gorsza od innych kobiet"

Ciążę znosiłam bardzo dobrze, świetnie się czułam i prowadziłam normalne życie: latałam samolotem, pracowałam zawodowo. O cukrzycy ciążowej dowiedziałam się w 27 tygodniu, dwa tygodnie po powrocie z wakacji na Rodos, gdzie obżerałam się ogromną ilością cukru. Nie wiem, czy mają tak wszystkie ciężarne z cukrzycą, ale ja, osoby nieprzepadająca za słodkościami, w ciąży mogłam żywić się tylko cukrem.

Zrobiłam obciążenie glukozą i nieświadoma niczego, spokojnie czekałam na wynik. Odebrałam go z mężem w dniu pierwszych zajęć w szkole rodzenia. Nie zapomnę tego uczucia do końca życia. Czułam się, jakbym robiła krzywdę swojemu dziecku, czułam się gorsza od innych kobiet. Choruję dodatkowo na toczeń rumieniowaty układowy, więc już dość miałam zmartwień, zastanawiałam się czemu znowu ja. Oczywiście od razu zasiadłam do netu szukając informacji, wszędzie pisano o diecie, insulinie, ewentualnych komplikacjach. Modliłam się, aby to nie była prawda i tłumaczyłam sobie, że to pomyłka. Mój lekarz też był w szoku, skierował mnie na powtórne badanie, które oczywiście potwierdziło cukrzycę.

W aptece dostałam glukometr i popadłam w paranoję, mierzyłam cukier kilkanaście razy dziennie, a każdy podwyższony wynik powodował u mnie ogromne zmartwienie. Nie wiedziałam, co jeść, więc jadłam niewiele, co zresztą, jak się później okazało, jest największym błędem. Na szczęście taki stan trwał tylko tydzień, później trafiłam do świetnego diabetologa, który wyjaśnił mi jak i ile powinnam jeść oraz kiedy mierzyć cukier. Dieta nie była dla mnie problemem - tłumaczyłam sobie, że robię to dla córki i że ona jest najważniejsza, a nie moje zachcianki. Mąż też miał zakaz jedzenia rzeczy "niedozwolonych", więc chcąc nie chcąc też był na diecie. Gdy miałam ochotę na coś słodkiego, robiłam naleśniki z mąki razowej z dodatkiem maleńkiej łyżeczki dżemu domowej roboty. To jednak był rarytas, ze względu na to, że wysoki poziom cukru utrzymywał się, przy wielu, nawet wydawałoby się bardzo dietetycznych, produktach. Udało się bez insuliny dotrwać do końca

Rodziłam w Warszawie, na Karowej - w szpitalu przygotowanym na porody ciężarnych z cukrzycą. Urodziłam w 7 minut przez cięcie cesarskie. Gabrysia ważyła 3440g i 57cm. Kompleksowo zrobiono nam badania, byłyśmy zdrowe. Zaskakujące było dla mnie to, że następnego dnia po porodzie, nie było śladu po cukrzycy - cukier nie wzrastał i cukrzyca poszła w zapomnienie. Plusem jest to, że w ciąży przytyłam tylko 7kg. Dzisiaj Gabrysia jest bardzo energiczną i ciekawską dwulatką, a moja cukrzyca ciążowa nie wpłynęła na jej zdrowie w żaden sposób.

Ania: "Strasznie miałam dość diety"

Kiedy dowiedziałam się, że mam cukrzycę ciążową, byłam nieco załamana, wiedząc, że niesie ona ze sobą ryzyko komplikacji przy porodzie i przede wszystkim zdrowie mojego dziecka jest zagrożone. Dlatego kontrolowałam te cukry bardzo, mierzyłam kilka razy dziennie, stosowałam się do wszystkich wytycznych lekarzy.

Pamiętam z tego czasu, że strasznie, strasznie miałam dość diety, wszystkich ograniczeń, wymuszonych spacerów, żeby obniżyć cukier... Pamiętam też, że strasznie się bałam, że mi ta cukrzyca zostanie na zawsze i tego, że na diecie byłam ciągle głodna i zaczęłam tracić na wadze pod koniec ciąży... Ale dzięki temu dwa tygodnie po porodzie wyglądałam jakbym nigdy nie była w ciąży! Błyskawicznie wróciłam do wagi przedciążowej i do obcisłych dżinsów.

Zobacz także

Zobacz więcej na temat:

  • 2
  • 2
Komentarze (7)
Zaloguj się
  • jack_black_75

    Oceniono 2 razy 2

    Miałam cukrzycę ciążową w obu ciążach. Pierwsza w Grecji, więc tam podejście chyba zbyt luzackie. Zabroniono mi jeść słodycze, z owoców jedynie pół jabłka dziennie, żadnych soków i wszystko przebiegło prawidłowo. Syn urodzi się z wagą 3550. Druga ciąża w Polsce, tutaj dostałam glukometr i ścisłą dietę. Mierzyłam poziom cukru 5 razy dziennie (na czczo i po każdym głównym posiłku). 7 posiłków dziennie, żadnego pieczywa (tylko chrupkie), mało tłuszczów, nabiał tylko 0% i również nie za dużo, ostatni posiłek ok. 21-ej by w nocy cukier za bardzo nie spadł. Oczywiście o słodyczach można było zapomnieć. Córka urodziła z wagą 3kg. Oba dzieciaczki zdrowe, a ja przytyłam w każdej ciąży po 7kg, bo dieta jednak zrobiła swoje.

  • ninakarkoszka

    Oceniono 1 raz 1

    PRZY CUKRZYCY WAŻNYM JEST, ABY DOSTOSOWAĆ ODŻYWIANIE DO TABEL Z TZW. NISKIMI WĘGLOWODANAMI:
    Są to węglowodany, które po spożyciu podnoszą poziom cukru we krwi maksymalnie do 26% wzrostu, czyli nie nadwyrężają trzustki. Jemy niskotłuszczowo, 0% negatywnych toksyn, energetyczne węglowodany wyłącznie nie przekraczające po spożyciu dozwolonej granicy; czyli 26% wzrostu. Pokarmy o właściwym doborze białek, oraz co niezmiernie istotne, nie zawierające toksyn spowalniających i zatruwających nasze organizmy.

    CHORUJĄC NA CUKRZYCĘ POWINNIŚMY ZATEM, REALIZOWAĆ DIETĘ:
    Wg tzw. NISKICH WĘGLOWODANÓW TJ. DO 26% WZROSTU, i nie chodzi bynajmniej o ilość czy o to, że są cukry proste lub złożone. Chodzi o to, aby klasyfikować węglowodany wg wzrostu poziomu cukru jaki powodują we krwi po spożyciu. Nie uwzględniają tego wymienniki ww węglowodanowe, które pokazują wyłącznie ilości węglowodanów jako ilości, a nie uwzględniają jakości.

  • 0

    Dzień dobry,

    w ciąży ważna jest stała znajomość swojego poziomu glikemi - ilości cukru we krwi. Z tego powodu Diabetyk powinien mieć zawsze przy sobie glukometr. Poręcznym, a przede wszystkim dokładnym glukometrem jest Accu-Chek Performa Nano, o który wcześniej wspominało kilku Internautów. Można go łatwo kupić na Allegro. Poniżej podaję link do strony, gdzie przesyłka jest GRATIS

    allegro.pl/show_item.php?item=4121817756

    Pozdrawiam

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Redakcja eDziecko.pl

*

Agnieszka Wirtwein-Przerwa

  • redaktorka naczelna
  • agnieszka.wirtwein@agora.pl
  • redaktorka
  • karolina.stepniewska@agora.pl
  • dziennikarka
  • biszewska@yahoo.com
  • dziennikarz, felietonista
  • marcin.sztetter@gmail.com
  • felietonistka
  • menadżerka od społeczności
  • agata.podrazka@agora.pl
  • administratorka forum
  • zona_mi@gazeta.pl