"Nie biegaj, bo się przewrócisz" i inne komunikaty, po których dzieciom wszystkiego się odechciewa

Każdego dnia zdarza nam się podcinać dzieciom skrzydła. Nieświadomie wypowiadamy słowa, z mocy których nie zdajemy sobie sprawy. Które rodzicielskie komunikaty są wyjątkowo nietrafione i szkodliwe?

„Daj, pomogę ci, będzie szybciej”

Dziecko budzi się rano pełne chęci i zapału do działania. Chce się samo ubrać, pościelić łóżko, umyć zęby, zrobić sobie śniadanie. Wtedy słyszy: „Daj, pomogę ci, będzie szybciej” - po czym rodzic szybko malucha wyręcza. Wiadomo – mamy sprawniejsze ręce, lata doświadczenia nauczyły nas szybkości i rutyny. Kończy się tak, że dziecko jest ubierane, myjemy mu zęby, robimy śniadanie. A ono biernie czeka, aż zostanie obsłużone.

Wysyłając taki komunikat, dajemy dziecku do zrozumienia, że jest niezdarą, że nie potrafi, że rodzic wszystko zrobi szybciej i lepiej.

„Chcesz mi pomóc? Nie przeszkadzaj”

To okropne słowa, które pewnie przynajmniej raz padły z waszych ust. Zwłaszcza, kiedy trzeba zrobić coś szybko i dobrze, a dziecko ciągle kręci się pod nogami. Zazwyczaj ma to miejsce podczas sprzątania, przygotowywania obiadu, szykowania przyjęcia w domu.

Co czuje osoba dorosła, słysząc takie słowa? Że jest zbędna, jej pomoc nie ma wartości, przeszkadza. Tak samo czuje się dziecko, którego entuzjazm jest brutalnie gaszony, a inicjatywa niedoceniana.

„Zostaw, ja to lepiej zrobię”

I znowu dziecko wykazuje się aktywnością, chęcią działania, chce pomóc, wziąć udział w jakimś zadaniu czy przedsięwzięciu, ale słyszy, że to, co robi, i tak zrobi źle. We wszystkich powyższych przypadkach wypadałoby docenić dziecko za chęci, za sam współudział, zamiast kłaść nacisk na to, że coś może mu nie wyjść. Entuzjazmu się nie nauczymy, a efekt końcowy możemy dopracować, to tylko kwestia wprawy.

„Nie wchodź, bo spadniesz”

Wszyscy rodzice drżą o bezpieczeństwo swoich dzieci, a dzieci mają wyjątkowy talent do pakowania się w sytuacje, które wyglądają groźnie. Ale nie da się uchronić dziecka przed każdym upadkiem i przygotować w teorii na wszystko. Dziecko musi samo się przekonać, że woda bywa gorąca, a upadek bolesny. Próbując, poznaje świat. Kładąc maluchowi do głowy, że wszystko, co robi, może się skończyć źle, zarażamy go własnym lękiem i obawami. Zamiast straszyć, asekurujmy i chwalmy udane, odważne próby.

„A nie mówiłem!”

Wysyłając taki komunikat, dajemy dziecku jasno do zrozumienia, że nawet jeśli spróbuje i zrobi coś samo, to i tam mu się nie uda. A najlepiej o tym, że dziecko jest nieudacznikiem, wiemy my – rodzice. Kiedy po raz kolejny syn lub córka usłyszy podobne słowa, daruje sobie następne próby i eksperymenty, bo przecież – co już wie od mamy albo taty - czeka je tylko porażka.

„Nie wchodź tam, bo się ubrudzisz”

Najlepiej, żeby nasze dzieci siedziały na kanapie, czytały książki, ewentualnie rysowały lub grały na pianinie. Wtedy ich odświętne ubrania z pewnością przetrwają cały dzień w stanie idealnej czystości. A może, zamiast tak zamartwiać się pobrudzonymi ubraniami, ubierzmy dzieci adekwatnie do aktywności, jakim będą się oddawały? Stare dresy i podarta kurtka zniosą kolejną plamę, a dziecko po zabawie w błocie będzie umorusane, ale szczęśliwe.

„Nie biegaj, bo się spocisz i będziesz chory”

Choroby czyhają wszędzie! W piaskownicy, na placu zabaw, kiedy dziecko biega. Wystarczy jednak przestrzegać zasad  higieny i dostosować strój do pogody i aktywności, a przebywanie na dworze będzie przygodą, a nie tylko źródłem przeziębienia. Dziecko się spoci, jeśli będzie biegało za grubo ubrane, a to już błąd rodzica, nie aktywnego dziecka.

„Co będziemy chodzić, podjedziemy samochodem”

Deszcz pada, zimno, śnieg sypie, wiatr wieje, jakoś tak pochmurno… Każdy pretekst jest dobry, żeby zamiast przejść się na spacer, wsiąść do samochodu. A szkoda, bo większość dorosłych już i tak ma mało ruchu. Organizm nie uodparnia się na słońcu i w przyjemnej wiosennej aurze, tylko wtedy, gdy panują nieco trudniejsze warunki atmosferyczne. Ciało lubi ruch, a mżawka mu nie przeszkadza.

„Nie chce mi się…”

To, że przykład idzie z góry, to truizm. Jeśli jednak sami jesteśmy aktywni, pełni entuzjazmu, chętnie angażujemy się w spontaniczne pomysły, to takie też będą nasze dzieci. Żeby one polubiły ruch, muszą widzieć, że dla nas jest on przyjemny. Że lubimy działać, coś robić, wychodzić z inicjatywą, brać sprawy w swoje ręce. A nie karmić wewnętrznego lenia.

Czy dziecko powinno mieć dużo zajęć dodatkowych? [NaZdrowie]