Wakacyjny chaos w diecie dzieci? Dietetyczka: Jeśli latorośl dostaje spazmów, nie ulegamy

Z wakacji na kempingu wracałam z postanowieniem, że dzieci, po dwóch tygodniach jedzeniowego chaosu, znowu zaczną jeść zdrowo. Zapytałam dietetyczkę, jak zapanować nad dietą dzieci w kurortach. Odpuścić? Zabraniać?

Psychiatrzy Thomas Holmes i Richard Rahe badali zjawisko stresu. Na ich liście znalazły się 43 sytuacje, które w życiu człowieka generują największy stres. Jedną z takich sytuacji - po śmierci, rozwodzie, separacji, chorobie, utracie pracy - są wyjazdy na wakacje.

Co mnie najbardziej stresowało na urlopie? Nadmiar słodyczy, który trafiał do brzuchów moich dzieci. I brak rodzicielskiej konsekwencji. Po kilku walkach poddałam się i przestałam jak żandarm kontrolować, czym są częstowane moje dzieci. Nie bez tego, że i moje latorośle rozdawały kolegom i koleżankom lizaki.

Po kilku dniach na kempingu wiedziałam, że chyba lepiej będzie, kiedy nieco przymknę oko na to, co i w jakich ilościach jedzą moje dzieci. Gdybym chciała licytować się z dziećmi o każdego cukierka czy kulkę lodów, wakacje stałyby się dla nas wszystkich koszmarem. A pokus było wiele.

Sklepiki kuszą dzieci najróżniejszymi słodyczami z gadżetami, np.: wiatraczkami z kolorowych cukiereczków, lizakami w kształcie smoczka, żelkami w kształcie węży lub pająków, słodkimi napojami w fikuśnych butelkach, dziwnymi kremami do jedzenia wyciskanymi z tubki, jakby to była pasta do zębów. Są też lodziarnie, które na każdym kroku serwują kolorowe lody i restauracje, które rozdają z rachunkiem landrynki.

W restauracji podczas obiadu, kiedy przy stole zasiadło kilka rodzin, podczas gdy inni ze smakiem pochłaniali margheritę, trudno było zamówić dzieciom rybę z warzywami. Niejednokrotnie musiałam tłumaczyć dzieciom, że tylko dlatego, że kolega pije słodką, gazowaną lemoniadę, nie oznacza, że my też musimy taką kupować.

Alergia czy nietolerancja pokarmowa?

Moja córka też przyczyniła się do rozdawania słodyczy innym dzieciom. Na wakacjach, trochę na zasadzie nauki oszczędzania i liczenia, dostawała od nas kieszonkowe. Na koniec pobytu mogła kupić za swoje pieniądze wybraną przez siebie pamiątkę. Nie spodziewaliśmy się, że za uzbieraną kwotę nabędzie dla wszystkich dzieci lizaki. Podobał nam się pomysł córki dzielenia się z innymi, ale tym gestem postawiła nas też w niezręcznej sytuacji, kiedy to my przyczyniliśmy się do kolejnej porcji cukru w diecie nie swoich dzieci.

Im było bliżej końca wakacji, tym bardziej czekałam na moment, kiedy dzieci powrócą do normalnego rytmu dnia jedzenia pięciu posiłków dziennie, kiedy po słodycze sięgają sporadycznie, a nie codziennie.

Po powrocie z wakacji zadzwoniłam do Alicji Kalińskiej, doświadczonej dietetyczki, właścicielki warszawskiej poradni dietetycznej SetPoint, też mamy trójki dzieci i poprosiłam ją o "rozgrzeszenie". A także, a może przede wszystkim, o wskazówki, jak mądrze  postępować, aby urlop z dziećmi nie stał się pasmem zakazów, odmów, omijania stoisk z lodami, golfami, rurkami czy unikaniem innych dzieci, które właśnie jedzą lody czy częstują cukierkami.

- Słodycze, lody, desery na wakacjach są dodatkową przyjemnością pobytu, ciężko całkowicie je wyeliminować. Można jednak ten wakacyjny czas luzu wykorzystać do tego, aby uczyć dzieci samokontroli, umiejętności podejmowania samodzielnych wyborów, ponoszenia konsekwencji za nie przestrzeganie ustaleń - doradza dietetyczka i pomaga mi ułożyć idealny plan działania dla rodziców wybierających się z dziećmi na wakacje, którym zależny na tym, aby podczas wyjazdu dzieci nie pochłaniały bezwartościowego jedzenia. Co można zrobić? 

 - Po pierwsze ustalić zasady przed wyjazdem na wakacje - jedna, dwie słodkie przekąski dziennie, i niestety trzeba wybrać lizak, gofr czy dobrej jakości lody. Dzieciaki też powinny brać udział w ustalaniu zasad, w tym konsekwencji, jeśli się ich nie trzymają. Warto powiedzieć, że nie chcecie być rodzicami, którzy ciągle kontrolują i zakazują, jest to również nieprzyjemne dla was i psuje atmosferę. Rozmawiajcie z dziećmi o tym, że jako rodzice chcecie im ufać, że nikt nie lubi być oszukiwany - mówi nam Alicja Kalińska i podpowiada kolejne kroki działania. Są to:

Konsekwencja w działaniu

Jeśli dzieci nie dotrzymują słowa, niech skutkiem tego będzie np. kolejny dzień w ogóle bez słodyczy. Ważne, aby rodzice grali do jednej bramki, wspólnie ustalili zasady. Dzięki temu unikniemy kłótni i przepychania, że inni mają lepiej.

Słodkości nie przed i nie zamiast posiłków

Cukier niestety skutecznie hamuje apetyt, ale na krótko. A po nie zjedzonym obiedzie znów pojawia się głód i kolejne podjadanie, w tym słodyczy.

Wybierajmy mniejsze zło

Dobre ciastko w kawiarni jedzone na siedząco, lody nie z maszyny o smaku proszku, tylko robione tradycyjnie, codziennie inny smak, gofry z naturalną bitą śmietaną i owocami, a nie z frużeliną - nawet wśród słodkości można znaleźć tzw. mniejsze zło.

Planujmy, jaka dziś spotka nas przyjemność

Pytajmy dzieci na co mają dziś ochotę, budujmy oczekiwanie na tę przyjemność, łatwiej w takiej atmosferze uniknąć jedzonego przy okazji lizaka czy cukierka.

Jeśli latorośl dostaje spazmów przy maszynie z lizaczkami, gumami itp., nie ulegamy, negocjujemy

Jasno zakomunikujmy, że teraz wybiera lizaka, ale w takim razie rezygnuje z lodów, na które się właśnie wybieracie. W żadnym wypadku mama czy tata nie powinni rezygnować z przyjemności jedzenia lodów, aby nie robić dziecku przykrości. Przecież my stosujemy się do ustalonych zasad.

Powinno cię również zainteresować:

Więcej o: