"Jeszcze mi za to podziękujesz". Po co rodzice tak cisną dzieci w domu z nauką

"Jak do tego doszło, że od tylu lat tysiące nauczycieli powtarza formułkę rodzicom: Musicie nad tym przysiąść w domu!" - czytamy w poście pedagoga, Marcina Drzazgi. Czy równanie za wszelką cenę do średniej zawsze wychodzi na dobre? Przysiadać w domu nad ocenami, czy odpuszczać?

Co robimy, kiedy dziecko nie jest w szkole dobre ze wszystkiego? Kiedy z jakiegoś przedmiotu gorzej sobie radzi? Dociskamy, dosiadamy, organizujemy korepetycje, mówimy "nie spotkasz się z kolegami, jeśli nie poprawisz ocen". Uczeń zawsze musi przysiąść, aby coś umieć?

Pedagog, Marcin Drzazga, autor profilu Dzieckiem po Oczach jest autorem nośnego postu o "przysiadaniu w domu". Jego słowa o tym, że rodzice stali się strażnikami edukacji i - zamiast być mamą i tatą - cisną dzieci w domu ile się da z nauką, spotkały się ze sporym zainteresowaniem ze strony internautów.

Nie dziwi mnie to. Obserwuję siebie oraz innych rodziców i widzę wyraźnie, że wszyscy kręcimy się wokół edukacji i prac domowych naszych dzieci. A Librus jest codziennym obowiązkiem. Nieustannie przecież tam zaglądamy, czytamy, sprawdzany wyniki i wywiązujemy się z zadań, które spadają na nas za pomocą elektronicznego dziennika.

"Tysiące nauczycieli powtarza formułkę rodzicom: Musicie nad tym przysiąść w domu!"

Drzazga, który na co dzień jest wykładowcą akademickim, reżyserem teatru dzieci, trenerem dla Stowarzyszenia Epsilon i Centrum Kreatywnej Edukacji DRAO, napisał, że "dociskanie, przysiadanie, równanie za wszelką cenę do średniej" nie zawsze wychodzi nam na dobre. I wywołał lawinę komentarzy pod swoim wpisem. Bo jak to? Jak można nie docisnąć dziecka w domu z czytania, z tabliczki mnożenia, z historycznych dat czy z chemii? Jak można nad tym nie przysiąść?

"Jak do tego doszło, że od wielu lat i wciąż, i nadal tysiące nauczycieli powtarza formułkę rodzicom: Musicie nad tym przysiąść w domu!" - zaczyna swój wpis pedagog.

Dalej czytamy:

"Wychowanie, które praktykuję zawodowo od ponad dwudziestu lat, polega na odkrywaniu indywidualnego potencjału w społecznym kontekście, dzięki czemu i dziecko czuje się ważne, i grupa korzysta z mocy jednego w dojściu do wspólnego celu.

Naprawdę nie trzeba wiele. Wystarczy, że wychowawca szczerze poznałby dzieci, obserwując je, słuchając i dzięki temu odkrył drzemiące w nich siły, a potem uczył dzieci stawiać swoje cele i organizować swoją edukację wedle nich.

Oddanie uczniom choćby części odpowiedzialności za swoją edukację zwiększy ich wewnętrzną motywację i zmniejszy odwieczną wojnę i opór przed szkolnym przymusem

- czytam w poście pedagoga, który też odsłania słabość szkolnego systemu nauczania:

"W edukacji pozaszkolnej, gdy dziecko dowiaduje się, że nie umie wystarczająco, rezygnuje i szuka miejsca, gdzie dowie się, że umie. W edukacji szkolnej, gdy dziecko nie umie, dowiaduje się, że musi przysiąść. Przysiąść. A człowiek jest stworzony do chodzenia. Mark Twain powiedział: "Nigdy nie pozwoliłem szkole przeszkodzić mi w edukacji". Jestem przekonany, że bardzo wielu innych wybitnych ludzi od wczesnych lat praktykowało jego słowa".

Wielu uczniów nie radzi sobie z samodzielnym odrabianiem prac domowych. Muszą prosić o pomoc rodziców.Wielu uczniów nie radzi sobie z samodzielnym odrabianiem prac domowych. Muszą prosić o pomoc rodziców. fot. Shutterstock/sakkmesterke

Kiedy zapytałam autora postu, co jest takiego złego w "przysiadaniu", zwrócił uwagę na to, że od lat szkoła bardzo często oczekuje, aby rodzice stali się przedłużeniem systemowej edukacji, a nie tego, aby pomogli dziecku w rozwoju.

- Rodzice, zamiast być tatą czy mamą, stają się strażnikami stojącymi nad dzieckiem, które leży nad książką. I wszyscy się męczą, uzasadniając, że ta męka jest konieczna. Jeśli to ślęczenie nad dzieckiem pogłębia relacje, róbmy to.

Ale jeśli prowadzi do kłótni, frustruje, wywołuje bezradność i opór, a tak się dzieje bardzo często, czas się zastanowić nad... czasem. Dlaczego? Mamy go niewiele dla swoich dzieci i warto się samego siebie zapytać, jak go spędzić, aby wychować zdrowego emocjonalnie człowieka? Męcząc się nad tym czego nie umie, czy ciesząc się tym, co potrafi?

- mówi nam autor profilu "Dzieckiem po oczach".

Odpuszczanie dzieciom i tłumaczenie, że możesz mieć tróje, to nic innego jak głupota"

Pod postem Drzazgi przeczytamy dyskusję rodziców i nauczycieli o tym, że "przecież dzieciakowi nie można odpuścić". Bo jak się "pozwoli na tróje" to skończy w najgorszym liceum. Zacytuję jeden z takich komentarzy:

"Ciekawa jestem tylko, jak będzie wyglądało zdrowie psychiczne dzieci, gdy ze swoimi ledwie wypracowanymi trójami na koniec szkoły dostaną się do najgorszego liceum albo szkoły zawodowej w mieście i to, że coś umieją, nikogo nie będzie interesowało. Dopóki szkolnictwo wygląda tak, a nie inaczej, odpuszczanie dzieciom i tłumaczenie, że możesz mieć tróję, to nic innego, jak głupota"

- napisała jedna z osób komentujących post.

Wielu z nas, rodziców, uważa, że naszym obowiązkiem jest pilnowanie i wyciąganie dzieci z czwórek na piątki.

Kiedy przygotowywałam się do artykułu na temat rywalizacji w szkołach, jedna z mam opowiedziała mi, że zdaje sobie sprawę z tego, że jak nie dociśnie córek, to nie dostaną się do dobrego liceum. Jestem przekonana, że podobnie uważa wielu rodziców.

"Na to, jakie uczniowie mają oceny, czy biorą udział w olimpiadach, czy wygrywają konkursy, w naszym systemie edukacji kładzie się ogromny nacisk. Od tego, jakie stopnie będą na świadectwie, w dużej mierze zależy przyszłość moich dzieci. My z dziećmi wpasowujemy się w ten system. I dlatego nasze wieczory, codziennie, od kilku lat, wyglądają tak, że siedzimy z córkami z lekcjami po 2-3 godz dziennie, w weekendy też" - opowiadała nam Agnieszka, matka ośmioklasistki i piątoklasistki z Warszawy.

Według Marcina Drzazgi w nauce nie chodzi jednak o to, aby "przysiadać". Na swoim profilu opisuje pedagogikę widzianą oczami kogoś z zewnątrz.

- Mój sposób uprawiania pedagogiki nie wynika z perspektywy roszczeniowego rodzica czy sfrustrowanego nauczyciela, tylko kogoś, kto tym obydwu figurom towarzyszył w codziennej szkolnej niedoli. Mój post to moja opinia o często słyszanym przeze mnie komunikacie nauczycieli o uczniu, że musi nad jakimś fragmentem szkolnego programu przysiąść w domu. Podskórnie kryje się pod tym taki sposób myślenia o pracy edukacyjnej, z którym się głęboko nie zgadzam - mówi na Marcin Drzazga.

Fot. Przemysław Skrzydło / Agencja Gazeta

Dociskają rodzice, dociskają nauczyciele

A rodzice czego chcą? Dobrych ocen!
Tia. Mam syna w pierwszej klasie LO, 4 sprawdziany i 3 kartkówki w tygodniu - ciężko oddychać?
Niestety, większość rodziców patrzy na oceny.
A jak dziecko jest słabe w mnożeniu to należy je tak sobie zostawić? Nie do końca rozumiem - gdzie postawić granicę?
Źle wygląda zdrowie psychiczne dzieci, które pod presją męczą się, aby mieć jak najlepsze wyniki żeby dostać się do najlepszych szkół.

- to fragmenty komentarzy, które przeczytałam pod postem pedagoga. Jest jeszcze jeden, moim zdaniem, ciekawy, dlatego ten zacytuję w całości:

- Wczoraj byłam na konsultacjach u synów w szkole. Rozmowy rodziców w kolejkach do nauczycieli: Co ma dziecko zrobić, żeby piątka była? Albo: Co oni tak mało ocen mają? Albo: Jaką ocenę wystawi? Gdy wchodziłam na rozmowę z nauczycielem, to od razu patrzenie na oceny i komentarz: No jak syn chciałby czwórkę, to musi poprawić. A ja powiedziałam, że nie przyszłam walczyć o wyższą ocenę, ale po to, aby porozmawiać o dziecku.

Czytając dyskusję rodziców i nauczycieli pod postem "Dzieckiem po oczach", zastanawiam się, czy to w ogóle możliwe, aby znaleźć złoty środek? Sama jestem mamą dwójki dzieci w wieku szkolnym i często nie wiem, co zrobić, żeby zachęcić dzieci do nauki, "nadgonić", co trzeba, ale w tym samym czasie zachować zdrowy rozsądek i nie zabić w dzieciach naturalnej potrzeby uczenia się i poznawania świata. Dlatego autora wpisu o "przysiadaniu" poprosiłam o receptę, kiedy przysiadać, a kiedy odpuszczać?

"Jeszcze mi za to podziękujesz"

- Ustawianie granic to delikatna reżyseria relacji. Nie ma gotowych odpowiedzi. Ważne jest zadanie sobie tego pytania i odpowiedzenie na nie w zgodzie z potencjałem dziecka - mówi mi Drzazga i dalej tłumaczy:

Wielu rodziców obawia się, że jak odpuści dziecku, to w przyszłości usłyszy pretensje w stylu: Dlaczego mnie do tego nie zmusiłeś, teraz już się tego nie nauczę. Gdy zaś przyciskają, mowiąc "jeszcze mi za to podziękujesz", mogą spodziewać się buntu i zanegowania dyscypliny, którą chcą dziecku wykładać. Balansowanie na tej wychowawczej linie wymaga poznania swojego dziecka.

- tłumaczy Marcin Drzazga i zachęca nas, rodziców, do tego, aby nie odpuszczać dzieciom spotkań np. z mądrymi, wykształconymi, ciekawymi, pełnymi pasji i głębokich refleksji ludźmi.

- Jeśli zapytamy wybitnych twórców o ich wspomnienia z dzieciństwa, okazuje się, że często wspominają, jak rodzice zabierali ich ze sobą na spotkania z innymi dorosłymi, które później stawały się kamieniem milowym ich wyborów i pasji. Nie odpuszczajmy dzieciom kontaktu z kulturą wysoką, nie odpuszczajmy dzieciom podwórka, swobodnej zabawy, nie odpuszczajmy czegoś, co sobie sami przyrzekli, nie odpuszczajmy dzieciom tego, że muszą czekać na coś, co jest dla nich ważne - podpowiada pedagog.

Marcin Drzazga jest pedagogiem, trenerem, reżyserem teatru dzieci i młodzieży, wykładowcą akademickim w Zakładzie Pedagogiki Katedry Filozofii i Nauk Humanistycznych Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach. Realizuje autorskie programy pedagogiczne wspierające nauczycieli, klasy i rodziców. Jego projekty wychowawcze oparte na metodzie dramy są realizowane w szkołach wielu polskich miast. Tata Kostka i Klary, mąż nauczycielki.

Powinno cię również zainteresować:

Więcej o:
Komentarze (76)
"Jeszcze mi za to podziękujesz". Po co rodzice tak cisną dzieci w domu z nauką
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • cezar85

    Oceniono 18 razy 12

    - Synu, mógłbyś być najlepszy w jednej dziedzinie, niestety musisz być dostateczny w każdej

  • delfina77

    Oceniono 13 razy 11

    Wydaje mi się, że po części mają rację rodzice, a po części pan Marcin. Nie można obniżyć dziecku wymagań za bardzo, zwłaszcza dzieciom zdolnym, które stać na wiele, tylko przez własne lenistwo, brak systematyczności i kiepską organizację czasu uzyskują gorsze wyniki niż mogłyby. Z drugiej strony warto uczyć dzieci odpowiedzialności za swoje życie i gdy czytam o jakiejś mamie, która codziennie ślęczy z córkami 2-3h nad lekcjami, to jest to jakieś nieporozumienie. Mam 3 dzieci, 2 w wieku szkolnym i owszem, jest nauka, ale na pewno nie dzień w dzień aż tyle, poza tym moje dzieci uczą się same, ja je od czasu do czasu przepytam przed jakimś sprawdzianem i tyle. Nie miałabym własnego życia, gdybym tyle czasu poświęcała na pilnowanie nauki dzieci, one mają swój rozum, określone wymagania i wiedzą, co należy robić

  • justas32

    Oceniono 17 razy 9

    Problemem nie są prace domowe. Problemem są bezsensowne programy, skupione na opisie detali a nie na procesach i pisane tak żeby czasem się Kościołowi i reprezentującym go licznie politykom nie narazić. Dzieci uczą się odtwarzać a nie uczą się myśleć i rozumieć. Obecnie przy powszechnym dostępie do informacji i szybko zmieniającej się nauce odtwarzanie jest niepotrzebne - zaś myślenie i rozumienie zawsze. Ale politykom nie zależy na tym czego uczą się uczniowie tylko na poparciu Kościoła przy urnie wyborczej. Tak więc produkujemy kolejne pokolenia grzecznych odtwarzaczy objawionych przez MEN prawd - a tak naprawdę to godzimy się na to żeby szkoła przetrącała kręgosłup naszym dzieciom ...

  • Gość: dede

    Oceniono 12 razy 8

    Dziecko najczęściej przegrywa z samym sobą. Ja byłem bardzo zdolnym jak się potem okazało dzieciakiem, ale nikt ze mną sobie nie potrafił poradzić. Byłem lękliwy i każdy ostrzejszy nauczyciel wywoływał we mnie fobię. O nauce przedmiotów ścisłych w tym stanie nie było nawet mowy. ledwo zdawałem z klasy do klasy. Skończyłem studia humanistyczne w których nie czułem się najlepiej. Owszem - historia sztuki jest mega-ciekawym kierunkiem, ale też wśród humanistycznych wyjątkowo trudnym (przynajmniej z tych które dane mi było studiować czy zajmować się na poważniej). Był doktorat na tapecie. PO latach okazało się że najlepiej wychodzi mi... matematyka i chemia. Niestety jest już za późno. Żałuję że rodzice mnie nie cisnęli i jakoś nikt mną w dzieciństwie nie pokierował, ale nie ma co już myśleć nad wylana zupą.
    Nie jest tak ze dzieciaki nie chcą się uczyć. Czasami po prostu trzeba im otworzyć furtkę, odstresować, zaciekawić, pokazać marchewkę na końcu kija. I samo pójdzie. Najgorszą rzeczą jaką można zrobić to dać najdroższą piłkę ze sklepu i 'mata grajta' a jak w tydzień nie wygracie szkolnego turnieju nie to przyjdę z pasem i wtedy was nauczę.

  • zawilec1

    Oceniono 9 razy 7

    ranking, pomiar, ranking, pomiar....testomania, sprawdziany i klasówki, bo pomiar i ranking, błędne koło, a najważniejsze są DOBRE relacje z innymi
    nasze społeczeństwo o dobre relacje nie dba

  • ogniesteoczy

    Oceniono 6 razy 4

    Wystarczy aby każdy każdego na świecie zaakceptował i mamy po takich problemach.
    A także po wojnach itp...

  • taighnacasag

    Oceniono 3 razy 3

    Nieraz mowie, ze takie gadanie ze musisz przysiasc w domu oznacza, ze nauczyciel nic nie zorbil lub zrobil za malo by dziecko nauczylo sie w szkole. Druga sprawa po cholere tyle bezsensu sie dzieci ucza skoro w przyszlosci nie beda specjalistami od wszystkiego tylko w jednej dziedzinie, moze w dwoch trzech... Po trzecie pieknie sie to potem przeklada na zycie zawodowe - przyzwyczajony ze w robocie 8 godzin zmarnowane, pracuje w domu by nadrobic ... I takie bledne kolo. A moze by nauczyc dzieci ze pracuje sie w szkole a potem w jakims zawodzie w wyznaczonym czasie, a reszte przeznacza sie na odpoczynke, rodzine pasje??? Przeciez w pracy placa nam za 8 godzin (czy tam wiecej) i jakikolwiek czas poza tym jest bezplatny, wiec po co. Ruina w mysleniu i w systemie , dobry niewolnik robi caluy dzien od switu do nocy

  • lukaszmluki

    Oceniono 3 razy 3

    "Czy równanie za wszelką cenę do średniej zawsze wychodzi na dobre?"
    Tak wielu widać nie rozumie, co to średnia. :D
    BTW, jak się równa w szkole do średniej, to zarobki pozniej też sie tak równają :D

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX