Alkohol na koloniach. Wychowawca: Znajdują pod sklepem kogoś, kto już pije, dają 10 zł ekstra, proszą, aby im też kupić

Joanna Biszewska
"W sklepie w kolejce do kasy stajemy jako ostatni. Patrzymy, co kupują. Jak widzimy cały koszyk załadowany słodyczami, odradzamy, mówimy, że taka ilość cukru może skończyć się bólem brzucha. Alkoholu przy nas nigdy nie kupią, bo też nikt im go nie sprzeda. Mają na to inne sposoby" - Łukasz Sielski, wychowawca kolonijny opowiada, co się dzieje na wyjazdach, kiedy rodzice nie patrzą.

Joanna Biszewska: Jak długo jeździ pan z dziećmi i młodzieżą na kolonie i obozy?

Łukasz Sielski, nauczyciel: Ponad 10 lat. Wyjeżdżam z dziećmi ze szkoły podstawowej i średniej. To są zawsze kolonie i obozy sportowe.

Rodzice wierzą, że wyjazdy sportowe trzymają dzieci w ryzach, nie ma czasu na „głupstwa”.

Z reguły tak jest. Podczas dnia mamy tak zorganizowany czas, tyle treningów, że kiedy dzieciaki wracają do ośrodka, z reguły nie mają już siły na nic, tylko kąpiel i spać.

Podobno wychowawstwo na koloniach to praca dla ludzi o mocnych nerwach. Tak jest? 

W pewnym sensie tak. Często trzeba mierzyć się z trudnymi sytuacjami, które generują młodzi ludzie. Świadomość, że odpowiadasz za zdrowie i życie dzieciaków jest powalająca.

Co należy do tych trudnych sytuacji, jakie zachowania?

Sporo ich jest. Dużo jest kłopotów tzw. mieszkaniowych, szczególnie wśród tych najmłodszych dzieci. Trafiają do trzy- albo czteroosobowego pokoju i okazuje się, że nie pałają do siebie sympatią. Zdarza się też tak, że na początku kolonii wydaje się dzieciom, że bardzo się lubią, chcą być razem w pokoju, a po kilku dniach wychodzi, że nie mogą ze sobą przebywać, że coś nie współgra między nimi, wychodzą różnice.

I co się dzieje?

Wtedy płaczą, proszą, aby zmienić im pokój. Musimy im pomóc, rozładować napięcie. Czasami przemeblowujemy pokój, jeśli jest możliwość, przenosimy dzieci. Ostatnio byłem na obozie zimowym, to był akurat taki turnus, kiedy dużo dzieci płakało, że nie są w pokojach z tymi, z którymi by chcieli. Na szczęście na wyjazdach sportowych jest tyle zajęć podczas dnia, że dzieciaki właściwie nie spędzają czasu w pokojach.

Jakie jeszcze przykre sytuacje zdarzają się na koloniach czy obozach? 

Kiedy grupa dzieciaków szykanuje jakieś dziecko. Wybierają sobie ofiarę i jej dogryzają, przezywają. Często takie dziecko, z którego inni się śmieją, nie mówi nam, że ma problem, uważa to za wstydliwe. Kiedy my dowiadujemy się z innego źródła, co się dzieje, zachęcamy do rozmowy. W takich sytuacjach musimy reagować, szybko rozwiązać konflikt. Wzywamy tych, którzy znęcają się psychicznie nad innymi dziećmi. To jest bardzo przykra sytuacja, ale niestety takie rzeczy się zdarzają.

Słowo kolonie trochę zmieniło wydźwięk. Teraz może być to nauka wspinaczki czy jazda quadami,Słowo kolonie trochę zmieniło wydźwięk. Teraz może być to nauka wspinaczki czy jazda quadami, KAMILA PITUCHA

Praca wychowawcy to ogromna, niesamowita wręcz odpowiedzialność.

Nie można się z tym nie zgodzić. W pełni odpowiadamy za dzieci na wyjeździe. Często pełnimy rolę matki i ojca.

Bo dzieci tęsknią, płaczą za rodzicami, mają swoje rozterki. Wychowawca musi sobie z tym radzić.

Dzieci, szczególnie te z młodszych klas podstawówki, bardzo tęsknią za rodzicami. Czasami trzeba otrzeć łzy, pogadać z takim stęsknionym za domem dzieciakiem. Tłumaczymy, że wyjazd szybko minie, że dzieje się tyle rzeczy, że poradzą sobie.

Zdarza się, że dzieci robią sobie jakieś drobne przykrości, czasami wcale nie celowo, tak wyjdzie. Niektórym jest potem bardzo smutno, że ktoś im np. coś niemiłego powiedział, trzeba z nimi wówczas porozmawiać, zawsze wyjaśnić sytuację.

Dzieci chętnie zgłaszają swoje kłopoty do wychowawców?

Te niewstydliwe tak. Ja nie mam takich kłopotów, że dzieci nie chcą rozmawiać, że zamykają się w sobie, ukrywają emocje. Często same zgłaszają się do nas, mówią, że chcą pogadać, że mają problem. 

Wakacje czy ferie zimowe to czas, kiedy dzieci chcą się zrelaksować, ale też mają więcej siły i czasu na wcielanie w życie totalnie „odjechanych” pomysłów. Jakie to są pomysły?

Faktycznie pomysły dzieci są nieograniczone, tak jak ich energia, która ich rozpiera. Szczególnie widać to po pokojach chłopców.

Co się tam dzieje? Aż strach zapytać.

Dewastacja, bardzo często niecelowa. Zdarza się, że w pokoju chłopaków połamie się łóżko, odpadnie klamka, złamie się krzesło, coś się oderwie, odpadnie. My musimy każda taką usterkę rozliczyć. I z chłopakami i z ośrodkiem.

Jaka nieciekawa sytuacja najmocniej utkwiła w Pana pamięci?

Dzieciaki wpadają na różne pomysły, np. wyrzucają rzeczy przez okno. Nie wiesz tego, że to robią, bo nie jesteś w stanie upilnować wszystkiego. Dowiadujesz się o tego typu akcjach dopiero, jak coś się stanie.

Miałem taką sytuację, kiedy chłopak siadł na parapecie. Siedział na tym parapecie ze szklaną butelką, ale ta butelka mu spadła, pół metra od samochodu górala, właściciela pensjonatu. Auto kosztowało ponad pół miliona. Straszny był raban. Góral powiedział chłopakom, że jakby butelka spadła na jego samochód, to żadne klepanie nie wchodziłoby w grę, chciałby nowe auto i koniec.

Na obozach sportowych nie ma czasu na nudęNa obozach sportowych nie ma czasu na nudę fot: pexels.com

Niektórzy rodzice wiedzą, że dziecko bywa na przykład agresywne, ale nie mówią tego, nie wpisują do karty, boją się, że przez to nie pojedzie na wakacje. Ukrywają np. to, że dziecko potrzebuje szczególnej uwagi.

Zdarza się i tak, niestety. Zwykle dość szybko to zauważamy, wyłapujemy np. nadpobudliwość u dziecka. Warto pisać w karcie prawdę o dziecku. Wychowawcom takie informacje bardzo pomagają. Jak wiemy od rodziców np., że dziecko jest bardzo wstydliwe czy nadpobudliwe, to wtedy inaczej się do takiego dziecka podchodzi. Od początku wiadomo, jak pracować, rozmawiać, na co zwracać uwagę.

Częstym pomysłem na koloniach jest np. wymykanie się pod osłoną nocy do pokoju kolegów czy na spacer po okolicy.

W miarę możliwości staramy się pilnować tego, żeby takie sytuacje się nie zdarzały, ale nie da się pilnować przez całą noc, my też kiedyś musimy spać, odpoczywać. A dzieci zawsze znajdą moment, w którym wcielą swój plan w życie.

Na przykład chcą napić się piwa albo wina.

Zdarza się i tak.

Ale skąd mają alkohol? Przecież niepełnoletnim nikt procentów nie sprzeda.

W sklepie w kolejce do kasy stajemy jako ostatni. Patrzymy, co kupują. Jak widzimy, że cały koszyk załadowali słodyczami, odradzamy, mówimy, że taka ilość cukru może skończyć się bólem brzucha. Alkoholu przy nas nigdy nie kupią, bo też nikt im go nie sprzeda. Mają na to inne sposoby.

Jakie?

Wymykają się z ośrodka. Znajdują kogoś pod sklepem monopolowym, kto już spożywa alkohol, dają pięć albo 10 zł ekstra i proszą, aby im też kupić.

W jakim wieku wpadają na takie pomysły?

Jeśli cokolwiek takiego się zdarza, to w starszych grupach 15-16-latków. Młodsze dzieciaki nie próbują pić alkoholu.

Rodzice żalą się na forach, że na koloniach kłopotem jest kieszonkowe. Jedni otrzymują od rodziców sporą sumę, inni mizerną. Gdy przychodzi do pierwszych zakupów, od razu widać, kto ma kasę. To jest problem?

Ciężko decydować o portfelach dzieci, szczególnie tych w starszych grupach. W młodszych jest łatwiej. Z reguły jest tak, że z góry ustalamy taką samą, rozsądną kwotę kieszonkowego dla wszystkich dzieci. Przed wyjazdem pieniądze dzieci w podpisanych kopertach są nam oddawane. My mamy tzw. bank. Jak idziemy na zakupy, dzieci racjonalnie wydają swoje kieszonkowe, nie wszystko na raz.

Zdarzyło się Panu odsyłać dzieci do domu podczas trwania kolonii? Co musi się wówczas wydarzyć?

Ja nigdy nikogo nie odesłałem, ale wiem, że zdarzają się i takie sytuacje. Powodem jest nagminne łamanie regulaminu, który jest ustalany według potrzeb ośrodków, do których jedziemy i charakteru wyjazdów. W każdym ośrodku są też osoby, oprócz wychowawców, które czuwają nad przestrzeganiem regulaminu obowiązującego w budynku. Jeśli regulamin jest notorycznie przez kogoś łamany, wówczas oddelegowuje się taką osobę do domu. Wychowawcy dzwonią do rodziców i proszą, aby przyjechali i zabrali dzieciaka.

Łukasz Sielski jest pedagogiem, nauczycielem wychowania fizycznego w warszawskiej szkole społecznej. Ma ponad 10-letnie doświadczenie w pracy jako wychowawca na koloniach i obozach sportowych organizowanych w Polsce i za granicą.

Powinno cię również zainteresować:

'Tylko walizka, w plecaku byłby sajgon'. Jak spakować dziecko na kolonie? Rady doświadczonych mam

Co zamiast wczasów all inclusive? Dziewięć propozycji na weekendy i wakacje z dziećmi w Polsce

Więcej o:
Komentarze (101)
Alkohol na koloniach. Wychowawca: Znajdują pod sklepem kogoś, kto już pije, dają 10 zł ekstra, proszą, aby im też kupić
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • sokolasty

    Oceniono 88 razy 78

    "Góral powiedział chłopakom, że jakby butelka spadła na jego samochód, to żadne klepanie nie wchodziłoby w grę, chciałby nowe auto i koniec."
    Pan góral powiedzieć sobie może. Zdecydowałby sąd.
    Przy okazji, warto kupić OC w życiu prywatnym.

  • vader2010

    Oceniono 61 razy 45

    w życiu nie dam zarobić żadnemu "góralowi" nawet grosza - większych łajz nie ma w całej RP

  • Gość: Marcin

    Oceniono 50 razy 32

    Pamiętam, jak za dawnych lat (jakieś 35 lat temu) tata albo wujek wysyłali mnie po piwo. Dorośli pracowali w polu, więc na posyłki były dzieci. Szło się z bańką 5 litrów do baru i pani nalewała prosto z nalewaka Żywca. Nikt nie zwrócił nawet uwagi na to, że miałem może z 12-13 lat, papierosy też bez problemu sprzedawano dzieciom, bo na wsi było normą, że na zakupy podczas sianokosów czy żniw wysyła się dzieci. Po drodze oczywiście chlapnąłem parę łyków piwa i jakoś mi to nie zaszkodziło, za to obiad lepiej smakował. No i smak tamtego piwa był nieporównywalny z tym, co teraz można kupić pod marką Żywiec.

  • achzarit

    Oceniono 30 razy 30

    Nowe auto to by sobie mógł góral chcieć jakby mu likwidator szkody potwierdził stan samochodu nie nadający się do naprawy. A do tego to butelka musiała być z nitrogliceryną.

  • stanislawperkoz

    Oceniono 26 razy 24

    Góral to sobie może wymienić na nową...owcę.

  • pszczolkaprezesa

    Oceniono 29 razy 15

    Ha, ha! Już widzę jak rozpędzona madka wsiada w auto i odbiera swojego bombelka!
    Jedyne co to zgłasza skargę do Kuratorium, zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa w Prokuraturze, "emocjonalny" wpis na fejsie i donos do Sanepidu oraz zgłoszenie na Policję ( ale to rzadko bo nieroby spuszczają zwykle do kanału takie zgłoszenia, chyba że to znana patologia to wtedy chętnie).
    Może zróbcie wywiad z kamikadze którzy pojechali na wyjazd jako wychowawcy z aniołkami kierowanych na bezpłatne wyjazdy MOPS-ów?!
    To będzie hicior!

  • frodozbagien

    Oceniono 16 razy 14

    Góral powiedział chłopakom, że jakby butelka spadła na jego samochód, to żadne klepanie nie wchodziłoby w grę, chciałby nowe auto i koniec. - mo chłop fantazja :)

  • pan.szklanka

    Oceniono 35 razy 13

    Wycieczka w II klasie LO, towarzystwo w okolicy lat 17. Pech chciał, że 200 km dalej występował JP II i nawet nie było jak żula przekupić, bo wszystkich gdzieś przepędzili.
    Misja od dziewczyn - kupić dwa wiśniowe "wina". Wszędzie słyszę "poproszę dowód", który oczywiście zostawiłem w samochodzie razem z żoną i dziećmi, ale co żadnej ekspedientki nie przekonało. W końcu w jakimś zapomnianym sklepiku słyszę: "nie ma wiśniowych, są malinowe". Pełen wątpliwości odparłem asekuracyjnie "pani da jedno". Wychodzę, a tam chmara dziewuch - jak to jedno? Mówię "zaraz, zaraz", dziarskim krokiem cofam się i do pani za ladą - pani da jeszcze jedno.
    Tu puenta. Pani, która niejednemu żulowi jabola podawała, oczy robią się jak spodki i z niedowierzaniem wyszeptuje "a buteleczka już jest?".

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX