Co jeśli nie liceum? Czy rodzice i uczniowie ze zdublowanego rocznika mają plan B? Sprawdzamy

Joanna Biszewska
W województwach, w których już ogłoszono wyniki rekrutacji do szkół średnich, tysiące uczniów nie dostało się do żadnej z wybranych przez siebie placówek. Dla nich i dla ich rodziców to dramat. Czekają na rekrutacje uzupełniające. Zapytaliśmy rodziców o to, czy mają plan B i co zrobią jeśli dzieci nie dostaną się do wymarzonego liceum?

Rekrutacja do szkół średnich - skąd te problemy?

W tym roku do szkół ponadpodstawowych zdają dwa roczniki: ósmoklasiści, którzy będą uczyć się w czteroklasowych liceach oraz ostatni rocznik gimnazjalistów, idący starym trybem, czyli absolwenci III klas gimnazjum, którzy trafią do liceum na trzy lata. Szkoły muszą przyjąć prawie 370 tys. więcej uczniów niż rok wcześniej. Część polskich województw jest już po ogłoszeniu wyników rekrutacji do szkół średnich. Każdego dnia spływają dane z różnych miast, bo daty terminów rekrutacji były zależne od samorządów i w różnych zakątkach Polski są one inne.

W drugiej połowie lipca zacznie się rekrutacja uzupełniająca, która potrwa do końca sierpnia. Już wiadomo, że niektórzy uczniowie będą musieli pogodzić się z tym, że zamiast w wymarzonym liceum, rozpoczną naukę w technikum.

"W ostateczności pójdzie do technikum. A chciała do liceum"

Suwałki, Gdańsk, Olsztyn, Białystok, Szczecin, Lublin, Kraków – m.in. w tych miastach ogłoszono już wyniki rekrutacji do liceów. Tam już wiadomo, czy uczniowie ze zdublowanego rocznika dostali się do szkoły pierwszego wyboru, czy do tej, która była ostatecznością albo też, że nie "załapali się" do żadnej ze szkół, zostali chwilowo na lodzie i czekają na rekrutację uzupełniającą.

Na naszym profilu na Facebooku zapytaliśmy ostatnio rodziców ośmioklasistów i gimnazjalistów o to, jak wygląda sytuacja w ich domach w związku z ogłoszeniem wyników. Mama uczennicy z Suwałk napisała, że jej dziecko dostało się do technikum.

Córka dostała się na czwarty wybór, do technikum, które wpisała jako ostateczność. Nie zdecydowaliśmy się na tę szkołę, zwalniamy miejsce, czyli aktualnie jesteśmy bez szkoły. Walczymy o liceum w rekrutacji uzupełniającej. Staramy się myśleć pozytywnie i czekamy na ogłoszenie listy wolnych miejsc 12 lipca

- żaliła się

W Krakowie aż 2,5 tys. dzieci nie dostało się do żadnego liceum. W Szczecinie - 900, w Lublinie ponad 600, w tym 150 osób z czerwonymi paskami na świadectwach - przeczytamy w artykule Wyborczej "Realizuje się czarny scenariusz? Setki dzieci nie dostaną się do liceów w Warszawie. Mimo dobrych wyników".

Szacuje się, że w Warszawie (ogłoszenie wyników rekrutacji 16 lipca) ok. 4 tys. dzieci nie dostanie się do liceów. Na forum gazety rodzice zakładają wątki dyskusyjne na temat tego, co robić, jeśli dziecko nie załapie się na żadną z list. Żalą się, że ich życie od kilku tygodni zdominował strach o los dzieci i ich dalszą edukację.

Ogłoszenie wyników rekrutacji w IV LOOgłoszenie wyników rekrutacji w IV LO JAKUB PORZYCKI

Mama absolwenta gimnazjum z warszawskiego Bemowa, z którą rozmawiamy, przyznaje, że ciężko nazwać ostatnie tygodnie wakacjami. Wszyscy czekają na ogłoszenie wyników rekrutacji, chłopak jest zmęczony ostatnimi miesiącami, to był dla niego czas bardzo wytężonej pracy.

- Syn nie ma na świadectwie czerwonego paska, ale to dobry uczeń. Do ostatnich dni poprawiał oceny, uczył się, walczył o punkty. Ma wysoki wynik egzaminów gimnazjalnych. Ale nie oznacza to, że jesteśmy spokojni. Konkurencja jest olbrzymia, zupełnie nie wiemy czego się spodziewać. Syn nie złożył papierów do najlepszych warszawskich szkół - wybrał dziesięć szkół ze "średniej półki". Nie dopuszczam nawet do siebie takiej myśli, że nie dostanie się do liceum.

Mama chłopaka opowiada nam też, że wielu jej znajomych w ostatnich miesiącach uruchomiło "przydatne znajomości".

- Ludzie szukają wśród swoich znajomych i na serwisach społecznościowych znajomych nauczycieli, dyrektorów szkół średnich. Wierzą, że znajomości pomogą im upchnąć dziecko w jakiejś szkole. Ja nie mam takich znajomych. Poza tym wierzę, że podczas rekrutacji szkoły będą kierować się jednak punktami, a nie tym, kto kogo zna. Syn ma powyżej 140 punktów, a to nie jest mało.

W normalnych warunkach celowaliby wyżej

Mam 15-latka z Bemowa zauważa też, że ze strachu przed nie dostaniem się do liceum, młodzież celowo wybierała szkoły średnio wypadające w rankingach, żeby tylko zwiększyć swoje szanse na przyjęcie.

- Żaden z kolegów syna, nawet ci z czerwonymi paskami, nie wybierał szkoły marzeń. Już na starcie obniżyli swoje oczekiwania, aby tylko mieć pewność, czy raczej zwiększyć szanse, że się gdzieś dostaną. Dzieciaki z bardzo dobrymi ocenami i wzorowym zachowaniem również wybierali raczej średnie szkoły, choć - w normalnych warunkach - mogliby próbować dostać się do najlepszych szkół w Warszawie. Nie wiem, czego to nauczy dzieciaki, ale nie podoba mi się ta nauczka -  mówi mama tegorocznego absolwenta gimnazjum.

Proszę wystawić jedynkę

Z danych Ministerstwa Edukacji wynika, że w ubiegłym roku szkolnym promocji do klasy ósmej nie otrzymało ponad 6 tys. siódmoklasistów. To bardzo dużo. Dla porównania: w niższych klasach niezdający to co roku ok. 2 tysięcy osób. W zeszłym roku MEN informował, że na początku gimnazjum liczba uczniów, która nie otrzymała promocji do następnej klasy, była jeszcze wyższa niż w VII klasie. Zimowało ponad 12 tys. dzieci. Czy strategia na niezdanie do kolejnej klasy była celowym działaniem rodziców, aby uchronić dzieci przed "wielką kumulacją"? Wiele wskazuje na to, że właśnie tak było.

Dziennik Gazeta Prawna.pl to potwierdził. W jednym z tekstów, opublikowanych na łamach serwisu, przeczytamy:

"Dyrektorzy szkół przyznają, że mają uczniów, którzy nie otrzymali promocji na prośbę rodziców. Do realizacji tego planu wystarczyła dobra wola nauczyciela i jedna jedynka na świadectwie. Na przykład z WF-u".

Agnieszka z Krakowa jest mamą chłopaka, który w tym roku powtórzył siódmą klasę. Mówi nam, że zostawili syna na drugi rok w VII klasie, bo był słaby z przedmiotów ścisłych.

 - Syn miał spore problemy z matematyką i fizyką  wyjaśnia. - Wiedzieliśmy, że jeśli na siłę "przepchniemy" go do VIII klasy, to podczas rekrutacji do szkoły średniej jego szanse będą znikome. Złożyliśmy wniosek o powtarzanie siódmej klasy. Ale nie kierował nami tylko strach przed podwójnym rocznikiem, tylko to, że syn nie kwalifikował się z dwóch przedmiotów do tego, aby otrzymać promocję do kolejnej klasy. W tym roku daliśmy mu korepetycje z fizyki i matematyki, powtórzył siódmą klasę. Uważamy, że w przypadku naszego dziecka to była dobra decyzja.

A my robimy sobie przerwę od polskiej szkoły

Dla niektórych rodziców rozwiązaniem jest domowa edukacja (z ang. homeschooling). Szkołę w domu - z roku na rok - organizuje coraz więcej polskich rodzin. Są to zwykle rodziny, które często wyjeżdżają za granicę. Szacuje się, że obecnie ok. 14 tys. polskich uczniów uczy się w domu. Dołączą do nich od września dzieci Beaty z Warszawy, która opowiedziała nam o sytuacji swojego syna.

- Mamy bardzo zdolnego chłopaka, ale choruje na przewlekłą chorobę i z tego powodu ma nauczanie indywidualne. Do szkoły chodził tylko na wybrane lekcje. Jest bardzo wrażliwy, ale też piekielnie ambitny, a nietrudno się domyślić, że uczniowie z chorobami przepadną podczas rekrutacji. Zdecydowaliśmy, że wyjedziemy z dziećmi na rok za granicę. To świadoma decyzja, podjęliśmy ją już jakiś czas temu. Ustaliliśmy, że podczas wyjazdu zapewnimy dzieciom edukację domową, do tego będą chodziły do szkoły językowej. Każdemu z nas przyda się urlop od polskiej szkoły - zwierza się matka dwojga dzieci.

Prawo zezwala na realizację obowiązku szkolnego dzieci i młodzieży poza szkołą od zerówki aż do matury. Dotyczy to dzieci mieszkających w Polsce, a także poza granicami kraju. Dziecko pod koniec każdego roku szkolnego (czasami pod koniec semestrów) musi zdać egzaminy w szkole, do której jest zapisane. Obejmują one materiał określony w podstawie programowej na dany etap kształcenia. Dziecko można przenieść do systemu edukacji domowej w każdym momencie roku szkolnego. Wymagana jest do tego opinia z poradni psychologiczno-pedagogicznej, którą - wraz z wnioskiem - trzeba złożyć u dyrektora wybranej szkoły. Jeżeli dziecko nie przystąpi do egzaminów bądź ich nie zda, musi wrócić do szkoły.

Napiszemy odwołanie

VI Liceum Ogolnoształcące w Krakowie. Ogłoszenie wyników rekrutacjiVI Liceum Ogolnoształcące w Krakowie. Ogłoszenie wyników rekrutacji GIOELE STRANO

Na forum gazety w wątku zatytułowanym "Odwołanie - nabór do liceum" rodzice zastanawiają się, czy odwołania od wyniku rekrutacji będą respektowane przez szkoły. Jeden z rodziców zapytał: "Pisałyście? Czy to ma sens? Nie z powodu błędnego wyniku rekrutacji, tylko ot tak, bo się dziecko nie dostało? Podobno ma to sens i nawet takie odwołania skutkują przyjęciem do szkoły, mimo że na pierwszych listach dziecka nie było". Inny odpowiedział: "Pisać zawsze można. A czy w ogóle będą rozważali przyjęcie, to zależy od tego, czy będą mieli wolne miejsca".

Rodzice (opiekunowie prawni) niepełnoletniego od momentu ogłoszenia wyników rekrutacji mają siedem dni kalendarzowych na złożenie wniosku o uzasadnienie odmowy przyjęcia do danej placówki. Gazeta Wyborcza przygotowała na ten temat tekst: "Nie dostałeś się do liceum lub technikum? Podpowiadamy, jak możesz odwołać się od decyzji komisji", w którym przeczytamy, że na starcie trzeba raczej założyć, iż odwołanie... nic nie da.

"Jeśli limit miejsc w szkole został wypełniony, a nasz wynik nie jest wyższy niż ustalone w szkole progi, szanse na jego skuteczność są niewielkie. Dlatego uczniowie, którzy nie dostali się do wybranych szkół, powinni równocześnie wziąć czynny udział w rekrutacji uzupełniającej. Samorządy będą informowały o szkołach, w których pozostały wolne miejsca. W większości samorządów ta rekrutacja uzupełniająca będzie trwała aż do ostatnich dni sierpnia" – przeczytamy w Wyborczej.

Od początku wiedzieliśmy, że pójdzie do szkoły prywatnej

- My akurat mamy szczęście, bo nasze córki od pierwszej klasy szkoły podstawowej uczą się w szkołach prywatnych. Starsza córka idzie do prywatnego liceum, które należy do tego samego właściciela, co jej podstawówka. Ma pierwszeństwo przed dziećmi z zewnątrz, a ponieważ jest dobrą uczennicą, to nas chaos podwójnego rocznika nie dotyczy - mówi nam mama z Warszawy, która nerwom towarzyszącym rekrutacji przygląda się z boku.

Kiedy pytamy ją o to, czy w szkole jej córki w tym roku jest więcej chętnych do pierwszej klasy liceum, opowiada, że o wolne miejsca (których wcale nie było tak dużo, bo prawie wszystkie dzieci z podstawówki automatycznie przeszły do liceum) była walka.

 - Nie wiem, 20 chętnych na jedno miejsce było na pewno. Dyrekcja wybrała najlepszych - podsumowuje. Szkoła jej córki to jednak rocznie koszt ok. 30 tys zł.

W tym roku o miejsca w szkołach średnich starają się gimnazjaliści i ósmoklasiści. Łącznie to 705 tysięcy uczniów. O tym, że tegoroczna rekrutacja do szkół średnich spowoduje spore zamieszanie, eksperci informowali od samego początku reformy edukacji. Szkoły nie są przecież z gumy.

Powinno cię również zainteresować:

Więcej o:
Komentarze (150)
Co jeśli nie liceum? Czy rodzice i uczniowie ze zdublowanego rocznika mają plan B? Sprawdzamy
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • marykownow

    Oceniono 40 razy 34

    Ciekawe ilu z tych rodziców chodziło na protesty przeciwko reformie Zalewskiej. Bo znam wiele bezdzietnych osób, którym się chciało oraz wielu rodziców uczniów, których skutki reformy dotknęły, a woleli pojechać na grilla niż protestować. Pewnie jakaś część tych rodziców nawet oddała głos na Zalewską w wyborach do Europarlamentu.

  • nazwa.niepoprawna

    Oceniono 30 razy 26

    Zalewska przez 4 lata nie odpowiedziała sensownie na JEDNO kluczowe pytanie: PO CO była ta "reforma".

    Cel tej "reformy" jest jasny. Wepchnąć młodzież na siłę do zawodówek, by wypchnąć ją szybciej na rynek pracy. Ktoś musi robić na "plusy". To jest, co ciekawe, jasno napisane na stronie MEN.

  • monikaaleksandra

    Oceniono 47 razy 25

    Przestańcie wieszać psy na szkołach zawodowych i taktować licea (których absolwenci kompletnie niczego nie potrafią, nie mają żadnych umiejętności praktycznych). Przez to ubliżacie młodzieży, która świadomie je wybrała i chce w nich uczyć się zawodu, niektórzy już planują maturę w szkole branżowej II stopnia. Uczę w liceum i widzę, że mnóstwo młodych ludzi to niedojrzałe roszczeniowe bachory, skupione wyłącznie na swoich egoistycznych potrzebach, mentalności konsumenckiej, dla których :człowiek pracy" to podczłowiek. Dla nich nie istnieje coś takiego jak etos pracy. Jest natomiast etos lansu, etos korporacji zawodowych i etos konsumpcji. Naprawdę młodzieży aktywnej społecznie, świadomej, altruistycznej jest mniejszość. I niestety to ci - dzieci prawników, lekarzy, właścicieli wielkich firm - dominują. Szkoda, bo czas 14-18 lat to okres kształtowania się kręgosłupa moralnego i etycznego, odnoszę wrażenie, że niektórzy przychodzą z przetrąconym już do podstawówki.

  • kazek100

    Oceniono 22 razy 18

    To niesamowite, że po tym wszystkim jeszcze tak wielu ludzi (większość!) jest w stanie zagłosować na PiS. To znaczy, że mając socjal w kieszeni, są absolutnie niewrażliwi na czyjąś krzywdę, nieszczęście, jest to szczyt egoizmu.
    Emocjonalnie właściwie pogodziłem się już, że takim społeczeństwem jesteśmy. Widzę tu ogromne pokłady chrześcijańskiego współczucia, dobrej woli wobec bliźniego i chęci pomocy (ironia). Państwo Elbanowscy przytulili na przykład takie pieniądze, że tych odrobinę starszych maluchów nie było potrzeby bronić?
    Czy podli ludzie z PiSu zdają sobie spraw że człowiek ma tylko jedno zycie?

  • kl0ss

    Oceniono 14 razy 14

    Jak to co robić? Prezes przecież jasno powiedział - nie przeszkadzać i głosować na PiS !!!

  • Gość: podręcznik

    Oceniono 12 razy 10

    Dlaczego zamysł urządzenia "armagedonu oświatowego Zlewskiej" (PiS) nie wywołał, wielotysięcznych i długotrwałych protestów rodziców, nauczycieli i dzieci? Przecież 500+ i 300+ to są potrzebne pieniądze niezamożnym rodzinom, ale wprowadzone przez PiS jałmużny, są formą przekupstwa przedwyborczego, "judaszowego przekupstwa" a zarazem plastrem na zaklejenie uszu i ust oponentów. Nie słyszysz, albo tchórzliwie boisz się, albo kalkulujesz, co za ten gorący pieniądz możesz kupić. Większości nie interesuje PRZYSZŁOŚĆ WŁASNEGO DZIECKA , oni są zainteresowani kupnem "talerza na dach, gruchota sprowadzonego z zagranicy". Oni, odświętnie ubrani i obwieszeni złotem, będą mogli jeździć do kościoła i szpanować w przejazdach po wsi, małym miasteczku, tylko ani "achów ani ochów" nie usłyszą, inni robią to samo, napawają się pozornym bogactwem w kieszeni pozbywając się honoru i godności. Tyle pieniędzy rzucono rodzinom, ale DLACZEGO w POLSCE PRZYBYWA UBÓSTWA a teraz przybędzie UBÓSTWA intelektualnego??? Dlaczego oświata zeszła do średniowiecza i stała się dostepną dla wielkich, majętnych bo dla uboższych, ale nie głupszych, pozostawało „terminowanie u szewca”?

  • jakub13579

    Oceniono 10 razy 10

    Sytuacja rzeczywiście jest trudna. Jak nie do Batorego to preferowałbym branżowo szkołę dekarsko- cukierniczo .

  • jelonek666

    Oceniono 22 razy 10

    Na 600 dzieci tylko 150 ma czerwony pasek ale do liceum startują... nawet tacy którzy musieli poprawiać oceny też ruszają do liceum... a potem na studia... a potem na bezrobocie...albo Orlen

  • hopsasaitralala

    Oceniono 9 razy 9

    W rekrutacji biorą udział trzy roczniki 2003, 2004 oraz 2005 tzn sześciolatkowie z którymi wymieszany jest rocznik 2004. A to oznacza, że najmłodsi uczniowie w szkole będą mieć rocznikowo 14 lat. Tu pojawia się problem ze szkołami branżowymi. Chodzi o praktyki zawodowe osób młodocianych, czyli tych poniżej 15 roku życia. Czy tak młode osoby będą mogły w tych praktykach uczestniczyć? Ponadto, obecny 14-latek (rocznik 2005) za 3 lata skończy naukę w szkole branżowej. Będzie miał wtedy 17 lat, a obowiązek nauki jest do 18 roku życia. Co wtedy?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX