Psycholog społeczna: Jeśli rodzic nie wprowadzi dziecka w świat internetu, to kolega pokaże mu, co się tam dzieje

Joanna Biszewska
- Tablety, smartfony, smartwatche - to są narzędzia, które czemuś służą. Ale narzędzia to także widelec, młotek, wiertarka. I pytanie, czy dajemy małemu dziecku widelec do zabawy? Raczej nie - mówi psycholog społeczna i badaczka internetu Aldona Zdrodowska.

Chcę opowiedzieć o 10-letniej córce, uzależnionej od internetu. Chcę ostrzec innych rodziców" - tak zaczynał się list, który dostała nasza dziennikarka Anna Kalita. Jej wywiad z autorką listu jest jednym z najczęściej czytanych tekstów magazynu. Kontynuujemy temat uzależnienia od internetu i obecności technologii w życiu naszych dzieci cyklem "Dzieci w sieci". Jeśli chcecie podzielić się swoją historią piszcie na adres: dzieciwsieci@agora.pl

Do tej pory w cyklu "Dzieci w sieci" pisaliśmy o:

 

Joanna Biszewska, eDziecko.pl: Zna pani piosenkę Taco Hemingwaya "Świecące prostokąty"? Młodzież bardzo ją lubi.

Aldona Zdrodowska, psycholog społeczna, badaczka internetu: Znam.

W refrenie słyszymy: "Chciałbym zepsuć te świecące prostokąty. Kiedyś tańczyliśmy. Wszędzie świecące prostokąty". Młodzi ludzie czują, że świat realnych kontaktów jest im potrzebny.

Oczywiście. Mimo że świat pełen technologii jest dla nich światem zastanym, to oni intuicyjnie wyczuwają, że zanurzenie w sieci to nie jest do końca to, czego od życia oczekują. Na całe szczęście, bo pomagają także nam, rodzicom, uczyć się tego, na czym polegają zasady korzystania z technologii.

Czyli?

Technologie rozwijają się szybciej niż człowiek - w sensie kulturowym. My, rodzice nastolatków, nierzadko musimy uczyć się kilka lat, jak korzystać z nowych aplikacji, nowych gadżetów, nowych narzędzi. Młodzi mogą nam w tym pomóc i świetne jest to, że nie boją się mówić, kiedy coś jest nie tak.

Dziecko już w wózku "ogarnia" smartfona.

Tablety, smartfony, smartwatche - to są narzędzia, które czemuś służą. Ale narzędzia to także widelec, młotek, wiertarka. I pytanie, czy dajemy małemu dziecku widelec do zabawy? Raczej nie.

Ale smartfon nie ukłuje.

Rodzic wie, że widelec ma ostre zakończenia, dziecko może sobie zrobić nim krzywdę. O zagrożeniach, które wynikają z nadużywania technologii, trzeba mówić, przypominać. Zanim damy malcowi do rączek telefon, wcześniej warto zapytać siebie samego: po co to robię?

Żeby mieć kilka chwil spokoju, móc załatwić sprawę na poczcie...

No właśnie, czyli tablet ma zastąpić rodzica. To niekoniecznie dobry pomysł. Oczywiście, jeśli sporadycznie dziecko dostanie telefon, np. w poczekalni u lekarza, bo akurat tylko to mamy przy sobie i nie chcemy, żeby biegało po przychodni, to nic złego się nie stanie. Gorzej, jeżeli telefon dajemy odruchowo, żeby zdjąć z siebie problem zajmowania się dzieckiem. Jeśli tak się dzieje, to oznacza, że mamy kłopoty jako rodzic, że sobie nie radzimy z rolą rodzica, że szukamy zastępstwa.

I wtedy?

Jeśli zaistnieje problem nadużywania technologii przez dzieci czy nastolatków, to wówczas mówi się o dysfunkcjach w rodzinie, a nie dysfunkcjach samego dziecka. Dziecko w pewnym sensie jest najsłabszym ogniwem rodziny, bo to dorosły jest tym, który reguluje.

Potrzebne są zasady?

Dobrze, żeby były wprowadzane od samego początku. Uczymy dzieci, że po zabawie zabawki odkładamy na miejsce, uczymy, że są pory posiłków, kilkulatków uczymy jazdy na rowerze itp. Technologia też jest elementem naszego życia, do którego rodzic może podejść krytycznie i spokojnie przyjąć, że wie jak z tym postępować. Zasady oparte na rozsądku są potrzebne od pierwszego kontaktu dziecka z technologią.

Jakie na przykład?

Jeśli telefon ma służyć jako zabawka z kolorowym filmem, to oglądamy jedną bajkę i odkładamy. Najlepiej obejrzeć razem z dzieckiem, porozmawiać o bajce. I wprowadzać kolejne technologie, pokazując, że jest to narzędzie służące do konkretnych celów.

Pół godziny dziennie i ani minuty dłużej. To działa?

Wszędzie, gdzie używamy liczb, będziemy mieli skłonność do przyjmowania, że dwie godziny to dobrze, a na przykład dwie i pół to już źle. Tymczasem bywa tak, że dziecko przez trzy godziny rozmawia na Skypie z babcią, w tym czasie bawi się i śmieje, a inne dziecko z technologii korzysta tylko pół godziny dziennie, ale za to na stronach, na które nie powinno wchodzić w ogóle. Warto zatem zastanowić się, po co dajemy dziecku smartfona czy tablet i pokazywać, do czego te urządzenia służą. Do komunikowania się, ale również do sprawdzenia różnych informacji, do rozrywki.

Zdarza się, że rodzice całkowicie odcinają kilkulatków od technologii. Nie wtajemniczają ich w świat YouTube i kolorowych diamencików z gier.

Pozbawianie dziecka kontaktu z tym, co w świecie jest dzisiaj wszechobecne, to pewne ryzyko.

Dlaczego?

Jeśli to są przekonania autentycznie płynące z zasad życia, to myślę, że rodzice będą w stanie wytłumaczyć dziecku, dlaczego zabraniają. Powodem może być np. to, że obawiają się skutków ubocznych korzystania z internetu. Czasami takie odcięcie od telewizji i mediów wszelkiego rodzaju wynika z mody, jaka panuje w danym środowisku.

A dzieciaki i tak będą miały kontakt z technologiami, jeśli nie w domu, to u kolegów, na wakacjach.

Nie wyobrażam sobie całkowitego odcięcia dzieci i młodzieży od sieci, bo sieć jest wszędzie. Jeśli rodzic nie wprowadzi dziecka w świat YouTube, to kolega pokaże mu, co się tam dzieje.

Dziecko przez trzy godziny rozmawia na Skypie z babcią, w tym czasie bawi się i śmieje, a inne dziecko z technologii korzysta tylko pół godziny dziennie, ale za to na stronach, na które nie powinno wchodzić w ogóleDziecko przez trzy godziny rozmawia na Skypie z babcią, w tym czasie bawi się i śmieje, a inne dziecko z technologii korzysta tylko pół godziny dziennie, ale za to na stronach, na które nie powinno wchodzić w ogóle fot: pexels.com

A dziecko, które będzie miało w domu zakaz korzystania z technologii, ze strachu przed rodzicem może ukrywać, np. to, że jak był u kolegi, to grali w gry online.

Trzeba też pamiętać, że im starsze dziecko, tym bardziej rówieśnicy stanowią dla niego wzór zachowań. Młody człowiek będzie ciekawy tego, o czym rozmawiają koledzy. Całkowicie odcinając dzieci od sieci, możemy narazić je na szok, nie przygotować na to, że świat ma wiele barw.

Rodzic prosi: odłóż telefon, idź na spacer. I słyszy: "zaraz". Jak pogadać z nastolatkiem, żeby jednak zostawił ten ekran i zajął się czymś innymi?

Nastolatek nie pojawia się w rodzinie nagle. Zanim stanie się nastolatkiem, wcześniej w domu mamy dziecko. Im szybciej rodzic wprowadzi zasady oparte na wspólnym poszanowaniu tego, że ograniczenia wynikają z chęci wsparcia i pomocy, dziecko będzie przyzwyczajone, że są określone zasady korzystania z technologii.

Ale nastolatki się buntują, sytuacja wymyka się spod kontroli. Rodzic przegrywa z internetem.

Jesteśmy jeszcze pokoleniem rodziców, które nie zostało przygotowane do życia z tak zaawansowanymi nowymi technologiami. Nie wynieśliśmy z rodzinnych domów doświadczenia, jak wychowywać dzieci, które z nich korzystają.

Sami musimy nauczyć się jak postępować z nowoczesnymi technologiami.

I uzbroić się w cierpliwość - tak jak w każdej kwestii wychowawczej. Poluzowanie relacji między rodzicem a nastolatkiem może mieć wiele powodów, np. dużo pracy, która nas pochłania. To jest też charakterystyka tego wieku, kiedy młodzi ludzie bardziej potrzebują kontaktu z rówieśnikami niż z rodzicami.

Jak budować relacje z nastolatkiem, który wybiera świat online od tego rzeczywistego?

Postępować z szacunkiem. Na przykład, jeśli dziecko gra online i chce zapisać grę, to nie przerywajmy na trzy minuty przed kolejnym "levelem". Szanujemy nastolatków i ich poczucie odrębności, ale próbujmy wyjaśniać, że np. zbyt długie siedzenie przed ekranem pociąga za sobą szereg różnych konsekwencji, od takich czysto fizycznych jak ból karku, słabszy wzrok, aż po utratę zaangażowania w inne ciekawe aktywności.

Rodzic wyłapie moment, kiedy nastolatek zaczyna nadużywać internetu?

Uzależnienie do sieci może zdiagnozować tylko specjalista. Ale przed diagnozą rodzic może mieć poczucie, że z dzieckiem dzieje się coś niedobrego. I to wcale nie musi oznaczać, że syn czy córka całymi godzinami wpatruje się w ekran. Z perspektywy badaczy tego zjawiska ważne jest, jakiego rodzaju aktywności są przez dziecko realizowane w Internecie. To widać, kiedy technologia przejmuje kontrolę nad dzieckiem.

Co się wówczas dzieje?

Uczeń przestaje sobie radzić w codziennym funkcjonowaniu. Może być rozdrażniony, zaczynają się kłopoty w szkole, ma mniejszy kontakt z rodzicami, z kolegami. To są objawy, dzięki którym rodzic zauważa, że dziecko przestaje funkcjonować sprawnie.

A można je przeoczyć?

Ważne jest, żeby rodzic swoje dziecko widział, żeby je znał. Bo jeśli przez wiele lat jest tylko obok i nie wie jak syn czy córka funkcjonują, to nie zauważy nawet bardzo groźnych symptomów.

Kiedy powinna zapalić się nam, rodzicom, czerwona lampka?

Kiedy technologie zaczynają przeszkadzać w codziennym funkcjonowaniu. Dziecko nie jest w stanie wyłączyć wieczorem gry i pójść spać, tylko próbuje to przeciągnąć w nieskończoność. Wtedy, kiedy nie ma ochoty jeść, kiedy się zaniedbuje. Kiedy rodzic zauważa, że coś zaczyna się dziać inaczej niż zwykle.

Rodzic mówi: wyłącz to i chodź ze mną na spacer, na rower, do kina, na lody. Ale dziecko od dłuższego czasu nie jest zainteresowane kontaktem z rodzicem. Gdzie szukać pomocy?

Kontakt z dzieckiem nie znika z dnia na dzień. Tak samo, jak nie powstaje z dnia na dzień. To są relacje, które wypracowuje się przez lata. Żeby dziecko wpuszczało nas do swojego świata, musimy do niego pukać, zaglądać tam przez cały czas rozwoju dziecka.

Jeśli zdarzyło się tak, że dziecko jest już starsze i kontakt wcześniej nie dość silny, a później z natury rzeczy słabnący, osłabił się już bardzo, to trzeba szukać pomocy u specjalistów. I nie jest to nic wstydliwego ani problematycznego.

Opieką powinna zostać objęta cała rodzina?

Nadużywanie internetu to nie jest problem samego dziecka. To jest trudna sytuacja rodzinna, którą należy rozwiązywać razem w ramach rodziny. Na początku pomoże fundacja Dajemy Dzieciom Siłę. Pierwszym krokiem może być telefon zaufania. Można zadzwonić, poradzić się, czy jest temat do niepokoju, gdzie ewentualnie w swojej okolicy szukać pomocy fachowców.

Można szukać też pomocy w szkole?

W każdej szkole jest psycholog, warto porozmawiać. Szkoły są coraz lepiej przygotowane do radzenia sobie ze wszelkimi zagrożeniami, które związane są z korzystaniem z technologii. To jeszcze nie jest taka sytuacja, gdzie w każdej szkole jest specjalista akurat od tego problemu, ale też nie o to chodzi. Psycholog pomoże znaleźć odpowiedź, co się dzieje z dzieckiem. A bardzo często technologia jest rodzajem ucieczki od trudności świata codziennego.

Czego na pewno jako rodzice nie powinniśmy robić?

Zakazy i szlabany w sytuacji, kiedy podejrzewany, że nastolatek ma kłopoty z naużywaniem technologii, tylko pogorszą sytuację. Technologie są wszędzie, wszyscy przecież z nich korzystamy. Odebranie całkowitego dostępu do sieci może być decyzją niezrozumiałą dla dziecka. Bo z chwilą, kiedy przekroczy próg domu, wszyscy inni dookoła będą mieć dostęp do technologii.

Bezpieczne korzystanie z sieci. Co to oznacza?

Kiedy nastolatek, wcześniej dziecko, korzysta z technologii w sposób, w którym czuje, że jest górą, kontroluje technologie, wykorzystuje je do swoich potrzeb. Problem zaczyna się, kiedy aktywność w sieci staje się zupełnie bezproduktywna, jest to ucieczka.

Przed czym?

Często przed trudnościami, samotnością, ale też przed zwykłą nudą. Kolorowy ekran - czy to komputera, smartfonu, czy telewizora - oferuje nieprzerwany potok rozrywki i zabawy. A życie analogowe, to obowiązki i monotonia codzienności. Coś, co nie zawsze jest tak ciekawe i co wymaga wysiłku. A nawet te najciekawsze aktywności "offline" trzeba dziecku pokazać, nauczyć je, co może robić poza siecią i jak czerpać z tego satysfakcję.

Bezpieczne korzystanie z sieci. Co to oznacza?Bezpieczne korzystanie z sieci. Co to oznacza? fot: pexels.com

Jak rodzic może pomóc, aby nie zniechęcić do siebie dziecka?

Na początek to może być rozmowa. To może być pytanie: co słychać u ciebie, co robisz, co oglądasz w tym Internecie? Oczywiście, trzeba się nastawić na to, że dziecko niekoniecznie od razu będzie miało ochotę pokazać, co tam robi, z kim rozmawia. Przeciwnie, może zareagować niechęcią, ale cierpliwość jest tutaj kluczem. Trzeba próbować rozmawiać, zaczynając od świata dziecka, pytając o jego/jej sprawy, czym żyje, na co ma ochotę. 

A co oprócz rozmowy?

Proszę pamiętać, że nastolatek jest w takim momencie swojego życia, kiedy lubi sprawdzać, czy sobie daje radę, czy potrafi pewne rzeczy zrobić, na przykład w grze. Dziecko może zanurzać się w grze online, bo jest tam świetne, tam zdobywa nagrody.

Można spróbować zaprosić nastolatka do wspólnych aktywności i zejść do poziomu partnerskiego, w sensie zainteresowania drugim człowiekiem. Po to, aby dziecko zobaczyło, że autentycznie jesteśmy zainteresowani wspólną formą spędzenia czasu wolnego. Pokażmy, co sami lubimy. Może fotografujemy przyrodę, może wędkujemy. Rodzice też mają trochę swoich pomysłów na życie, podzielmy się tym, powiedzmy: chodź ze mną, zobacz, jakie to jest fajne.

Rodzic musi być zatem pełen pomysłów.

Sztuką jest to, by nie udawać. Jeśli rodzic ma problem z zapełnieniem swojego czasu wolnego i najchętniej siedzi przed telewizorem, to dziecka sobą nie zainteresuje. Ważne jest, żeby zacząć od siebie. Jeśli mówimy do dziecka, że świat jest ciekawszy niż to, co w Internecie, to pokażmy mu, że tak jest również dla nas.

Uprzedzę komentarze naszych czytelników o tym, że dzisiaj jest taka moda, aby rodzic uczestniczył w całym życiu swojego dziecka. Że kiedyś dzieci miały swoją przestrzeń, swoje sprawy. Rodzic nie musiał im asystować i uczestniczyć w ich aktywnościach.

To nie jest tak, że mamy dzisiaj za dużo relacji z dziećmi. Bo to nie ilość, a jakość ma znaczenie. Nie chodzi o to, żeby siedzieć dziecku nieustannie na głowie, sprawdzać, co robi i oczekiwać tego w drugą stronę. Chodzi bardziej o to, aby pokazywać dziecku świat, również ten z nowymi technologiami i tłumaczyć, jak ma w nim funkcjonować. I ta relacja nie może być z doskoku. 

Nastolatki szukają wsparcia u swoich rodziców, opiekunów?

W świeżo opublikowanym raporcie European Kids Online 2018 czytamy o tym, że nastolatki chętnie zwracają się do rodziców, żeby porozmawiać o tym, co lubią w sieci, co ich tam interesuje, czym się zajmują. Nawet w grupie 15-17-latków ponad 1/3 z nich poszukuje kontaktu z rodzicem, wsparcia ze strony rodzica/opiekuna dotyczącego korzystania z internetu. To wbrew pozorom  bardzo dużo. Te badania pokazują, że my dorośli jesteśmy młodym ludziom potrzebni, że oni chcą się z nami dzielić swoim życiem.

Aldona Zdrodowska jest psychologiem społecznym, badaczką w Laboratorium Interaktywnych Technologii OPI PIB, współautorką badań European Kids Online 2018. W pracy badawczej zajmuje się społecznymi i psychologicznymi aspektami korzystania z internetu i nowych technologii, szczególnie wśród dzieci i młodzieży. Prowadzi zajęcia akademickie z zakresu psychologii społecznej, psychologii internetu (Uniwersytet SWPS, Wydział Psychologii).

PISZCIE DO NAS: DZIECIWSIECI@AGORA.PL

Więcej o:
Komentarze (12)
Psycholog społeczna: Jeśli rodzic nie wprowadzi dziecka w świat internetu, to kolega pokaże mu, co się tam dzieje
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • judorek2

    Oceniono 2 razy -2

    Ciekawe. A czy pracownicy gazety żydowskiej również uciekają od rzeczywistości i zamiast pracować "w rzeczywistym świecie" klepią tylko artykuły w "świecie online"?

  • kierowca.bombowca

    Oceniono 1 raz -1

    Nie zabraniam dzieciom korzystania z technologii, bo to już staje się normalnym środowiskiem w którym żyjemy. Jednak są jakieś normy. Moje dzieci już się nauczyły, że kiedy wołamy ja np. na obiad to dają pauzę (jest taka opcja w większości gier), albo będzie totalne odcięcie od prądu lub internetu nie ma zaraz, moment - dokończą później - są rzeczy ważne i ważniejsze.

  • zagadkowy_komandos

    Oceniono 1 raz -1

    Zna pani piosenkę Lombardu "Szklana pogoda"? Młodzież bardzo ją lubiła.

  • Gość: renata11

    0

    W moim przypadku, dzieci stronią od internetu co mnie bardzo cieszy, może dlatego, że staram się im znaleźć dużo lepsze zajęcia. Wieczorami zawsze siadamy całą rodziną do planszówek ostatnio pochłonął nas Gimatriks z alexandra. Zasady proste, a dokładnie układamy słowa z kostek tak, aby mieć odpowiednią sumę z liczb podanych przy literkach. Gra dla wymagających, ale bardzo rozwija myślenie.

  • larson

    Oceniono 2 razy 0

    "który wybiera świat online od tego rzeczywistego". Nie macie kogoś ze skończoną podstawówką w redakcji?

  • ewa_raczynska

    Oceniono 1 raz 1

    My szliśmy raz rodziną spacerem po lesie z plaży i śpiewaliśmy dziecięce piosenki (córka miała 2 lata). Minęła nas grupa chłopców zerówka - szkoła podstawowa. I jeden z chłopców patrzy na nas zdziwiony i pyta co wy śpiewacie - telefonów nie macie? I to chyba smartfonozę najlepiej oddaje.

  • justysialek

    Oceniono 4 razy 4

    Nie do końca się zgadzam z tezą, że rozwiązaniem wszystkich problemów jest spędzanie z dzieckiem większej ilości czasu. Obecnie nakłada się na rodzica ogromną presję na to, by towarzyszył dziecku w praktycznie każdej czynności dnia codziennego - dziecko może obejrzeć tylko jedną bajkę na telefonie i oczywiście rodzic powinien obejrzeć ją razem z dzieckiem a potem omówić... Utopia. Kiedy rodzic ma wykonywać swoje obowiązki, kiedy ma odpoczywać? Potem mamy kolejki znerwicowanych, sfrustrowanych rodziców czekających na wizytę u psychoterapeuty. Natomiast psychoterapeuta nam poradzi: proszę odpoczywać, znaleźć czas tylko dla siebie... I co wtedy? Przypomnijmy sobie, jak zajmowali się nami nasi rodzice. Z całym szacunkiem do eksperta wypowiadającego się w tym artykule ale moi rodzice nie odrabiali ze mną lekcji (nigdy!), nie bawili się ze mną na podłodze (byłam jedynaczką, bawiłam się sama), nie oglądali ze mną bajek, żeby je potem omówić, Nie jeździli ze mną co weekend na wycieczki i ogólnie nie organizowali mi całego wolnego czasu. Większość tego czasu spędzało się na dworze z kolegami, a na nudę w brzydką pogodę moja mama miała jedną odpowiedź: Jak Ci się nudzi, to zdejmij ubranie i go pilnuj! Co motywowało mnie do szukania sobie zajęcia i wymyślania zabaw samodzielnie! Podsumowując: może tu tkwi właśnie przyczyna problemów. Nasze dzieci nie są nauczone samodzielnego szukania sobie zajęcia, bo wypełniamy im cały wolny czas. Szybko się nudzą, a na nudę internet jest doskonałym rozwiązaniem.

  • antykonformista

    Oceniono 6 razy 6

    Wywiad dobry, ale niestety zbyt powierzchowny. Generalnie są dwa problemy z dziećmi i dwa problemy z dorosłymi. I tak:
    Dorośli: albo przesadnie olewają dzieciaka (rodzic hodowca), albo za bardzo w dziecko ingerują (rodzic sekciarz). W pierwszym przypadku dziecko po prostu wypełni sobie czas internetem. W drugim wypadku będzie to ucieczka przed rodzinną sektą. To są dwie bardzo różne aktywności, choć mają wspólną cechę. Oczywiście w drugim przypadku trudno mówić o zbyt dużej ilości czasu spędzonego w sieci. Raczej chodzi o jego jakość, bo to nie będzie dobry czas, prędzej odreagowanie.

    Nawet zakładając brak winy rodziców, dziecko może spędzać źle czas w sieci właśnie na dwa sposoby: zbyt długo, lub zbyt niewłaściwie (hejt, podpatrywanie patologii, fora dla samobójców, anorektyków itp.).

    Konkluzja oczywiście jest banalna: mądrzy rodzice mają większą szansę na to, że ich dzieci nie zatracą się w internecie. Ale by być mądrym rodzicem, pierw trzeba być mądrym człowiekiem. Czyli po pierwsze warunki intelektualne, a po drugie sami też nie mogą się zatracić, czy to w pracy czy jakiejś chorej ideologii (np rodzica totalnego inwigilującego każdy aspekt życia potomka).

  • Gość: Grażynka

    Oceniono 8 razy 6

    Wystarczy poświecić więcej czasu dzieciom , No ale to już wymaga dobrej woli, w wolnym czasie lepiej zająć się sobą wiec weź dziecko mój telefon i daj mi spokój, albo ja ci kupię na urodziny tylko powiedz mi kocham cię mamo

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX