Zawód nauczyciela. Kiedyś prestiżowy, a dzisiaj? "Kto z głową na karku pchałby się do zawodu, którym się gardzi"

Jak ciężka jest praca nauczyciela, potwierdza stare przysłowie "obyś cudze dzieci uczył". Jednak kiedyś nauczyciele byli dobrze wynagradzani i tworzyli elitę w społeczeństwie. Kim są dla nas dzisiaj?

8 kwietnia rozpoczął się strajk nauczycieli i będzie trwał do odwołania - niedzielne rozmowy "ostatniej szansy" z rządem zakończyły się fiaskiem. O planowanym strajku pisaliśmy w tekście: Nauczycielka: Po 37 latach pracy nie mam nawet 3 tys. na rękę. Mam już dość i popieram strajk [WASZYM ZDANIEM].

Pod publikacją jest prawie 600 komentarzy. Na serwisie społecznościowym, pod tym samy tekstem, ponad tysiąc wypowiedzi. Wiele z nich to ocena zawodu nauczyciela. Kim są dzisiaj dla nas nauczyciele, belfrzy, ciało pedagogiczne? Czy wciąż wzbudzają szacunek i zaufanie?

Darzymy nauczycieli zaufaniem, ale nie tak szczerze jak Holendrzy

Nauczyciel to zawód, który zwykliśmy darzyć sporym zaufaniem społecznym. Potwierdzają to liczne raporty i badania. Jeden z nich pochodzi z zeszłego roku. Analitycy z firmy GfK Verein sprawdzili, jakim zaufaniem cieszą się w 20 krajach świata przedstawiciele 32 profesji - w tym właśnie nauczyciele.

Z raportu dowiadujemy się, że w zeszłym roku pedagogom ufało 78 procent z nas. To tyle samo, ile dwa lata wcześniej. Wydaje się, że to sporo, jednak na tle innych krajów europejskich zaufanie, jakim darzymy nauczycieli nad Wisłą, wypada gorzej.

Większym zaufaniem niż w Polsce cieszą się oni we wszystkich objętych badaniem krajach europejskich. Ponad 80 procent ankietowanych Brytyjczyków, Szwedów, Hiszpanów polega na pedagogach. Tymczasem Holendrzy aż w 95 procentach deklarowali, że ufają swoim nauczycielom.

Ludzie mają poczucie niesprawiedliwości

Socjolog, prof. dr hab. Henryk Domański z Instytutu Filozofii i Socjologii Polskiej Akademii Nauk tłumaczy, że prestiż a zarobki to jednak dwie różne sprawy:

- Odkąd zaczęto w Polsce robić badania nad prestiżem zawodów (1958 r.), zawód nauczyciela lokuje się niezmiennie w pierwszej piątce, ustępując co najwyżej profesorowi wyższej uczelni, lekarzowi, czasami górnikowi i pielęgniarce. Ludzie cenią zawód nauczyciela za użyteczność, ważność. Ale prestiż nie zawsze przekłada się - zdaniem ludzi - na ocenę zarobków. W opinii respondentów w hierarchii sprawiedliwych zarobków nauczyciel lokowany jest w pośrodku.

Prof. Domański zwraca uwagę na to, że - zdaniem ludzi - nauczyciel to nie jedyna grupa zawodowa, która zasługuje na więcej.

- Dlaczego akurat nauczyciele mieliby uzyskać wyższe wynagrodzenia niż mają, a pielęgniarki nie? Na niekorzyść zarobków nauczycieli działa to, że w systemie rynkowym o zarobkach decyduje nie państwo, ale relacja między zapotrzebowaniem a podażą. Część respondentów o tym wie. Według ludzi, jeżeli już zwiększać zarobki nauczycieli, to wybiórczo. Pojawia się też poczucie niesprawiedliwości, bo dlaczego jedni mają dostać, a inni nie? Biorący udział w badaniach ludzie mają coraz większą wiedzę o mechanizmach ekonomicznych. Domyślają się, że jeśli dokona się zmiana, to będzie to kosztem innych grup zawodowych - mówi prof. Domański.

"Etos gdzieś przepadł"

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego w Polsce pracuje około pół miliona nauczycieli. To pracownicy, którzy - przy okazji reformy edukacji i zbliżającego się strajku - są bardzo często i nie zawsze przychylnie oceniani w polskim Internecie.

Spośród tysięcy komentarzy, które pojawiły się na naszym portalu w ostatnich dniach pod treściami na temat strajku nauczycieli, wybraliśmy te, dzięki którym dowiadujemy się, co Polacy dzisiaj myślą o zawodzie nauczyciela.

Wszystkie poniższe opinie są wypowiedziami internautów. Cytujemy różne punkty widzenia,  po to, aby spróbować zrozumieć, z czym na co dzień, mierzą się w Polsce nauczyciele.

Jednym z silniejszych nurtów, które pojawiają się w przeglądanych przez nas komentarzach, jest podkreślanie, że nauczyciel to ktoś, kto do zawodu otrzymał powołanie. Ktoś z misją, wzór do naśladowania. Część komentujących oburza się, że osoba, która powinna pełnić taką rolę, krzywi się na wysokość swojej pensji i zbyt dużą liczbę obowiązków.

"Blisko osiem lat wciskałem dziecku, że nauczyciel, obok rodziców, jest dla niego wzorem. A przede wszystkim, z pełną odpowiedzialnością, że jest nieocenionym źródłem wiedzy, której przyswojenie będzie później procentować. I po ośmiu latach, tuż przed egzaminem, nauczyciele zawiedli. Wyszła z nich małostkowość i pęd za uciechami życia doczesnego. Etos gdzieś przepadł".

"Mój syn jest zestresowany, nie chce chodzić do szkoły, brak mu chęci do nauki, ciągle boli go brzuch. Córka też miała taki problem w jednej ze szkół. Nauczyciel to zawód, gdzie naprawdę trzeba mieć to coś, umieć uczyć, rozmawiać z uczniem, czuć to powołanie. Żeby chcieć uczyć dzieci, a nie traktować tego zawodu jako możliwości przetrwania do emerytury. A tego wszystkiego brak".

"Nauczyciel z powołania to dzisiaj unikat. Idą pracować w tym zawodzie dla dni wolnych, wakacji, ferii zimowych. I wszystko płatne. Żaden chyba zawód nie ma takich profitów".

Jeżeli nauczyciele są tak wspaniale przygotowani do wykonywania swojego zawodu i w dodatku tak strasznie ciężko pracują, to dlaczego praktycznie wszyscy licealiści muszą chodzić na korepetycje?

- pyta inny komentujący.

Misyjność zawodu? "Poproście o to programistów"

Na te i podobne komentarze pojawia się kontra. Wielu ludzi pyta, dlaczego właściwie wymagamy misyjności czy powołania tylko od nauczycieli? I dlaczego, jeśli chce im się uczyć nasze dzieci, mają cieszyć się z pensji, niezależnie od tego, jaka by ona nie była, gdy tymczasem - w przypadku innych zawodów - byłoby to dziwne?

"Proszę zapytać tatę programistę, czy nie mógłby popracować misyjnie dla swojej firmy przez cale życie i zamiast 14 tys. netto brać na konto 2500. Te apele o misyjności zawodu nauczyciela są absurdalne i piszą je ludzie, którzy nie są zdolni do żadnych poświęceń, a ich jedynym problemem jest brak dobrej kawy w biurze".

A także:

Człowiek się uczy tyle lat, zostaje kimś, kto sam naucza i zarabia mniej od tego, co się w ogóle nie uczył.

"20 lat temu rozmawiałem ze znajomą nauczycielką. Powiedziałem jej wprost, że tylko strajk pozwoli im cokolwiek ugrać. Powiedziała, że tak nie wolno, bo to szkodzi dzieciom. Ona była jedną z tych z powołania. Dzisiaj jest wypalonym doszczętnie wrakiem człowieka, który odlicza sekundy do emerytury. Zarabiając mniej niż większość uczniów, których wychowała".

Edukacja jako ropa naftowa, czyli "kto nauczy termodynamiki"?

Czego jeszcze obawiają się Polacy? Że tak słabo opłacana i mało szanowna praca będzie stopniowo przyciągała coraz mniej wykształcone osoby. Niektórzy podkreślają, że za jakiś czas takie podejście zemści się na całym naszym społeczeństwie.

Kto idzie na nauczyciela za dwa tysiące miesięcznie. Wiadomo, najsłabsi

- podsumowuje jeden z czytelników.

"Ludzie! Wszystkie dzieciaki i nastolatki, które właśnie się edukują, będą kiedyś naszymi lekarzami, architektami, mechanikami itd. Chyba wolelibyście, żeby byli w tym fachowcami, prawda? Tak się nie stanie, jeśli nauczyciele będą coraz gorsi. A będą, bo niedługo do tego zawodu zechcą iść tylko najsłabsi. Już teraz jest potężne zapotrzebowanie na obsadzenie pustych miejsc, bo kto z głową na karku pchałby się do zawodu, którym się gardzi - i to jeszcze za psie pieniądze".

"Musimy mieć świadomość, że za 20 lat kraje będą konkurować jedynie mózgami swoich obywateli. Edukacja to będzie ropa naftowa tego stulecia. Z takimi pensjami do zawodu nauczyciela pójdą najsłabsi i przygotują nasze dzieci do obsługi wózka widłowego w Niemczech".

"A o nauczycielach szkół technicznych też społeczeństwo myśli? Kto nauczy termodynamiki, elektrotechniki, mechaniki płynów, wytrzymałości materiałów, automatyki? Nauczyciele? Ich za te pieniądze nie ma. Im trzeba trzy razy tyle zapłacić. Tu trzeba radowych inżynierów, a tacy idą do przemysłu. Więc jeszcze raz zapytam: kto ma nauczyć przedmiotów zawodowych? Rozumiecie już w czym problem? System i kasa. Bez tego szkoły nie otworzą nowych kierunków i większej liczby klas. Nie ma kto uczyć!"

"System zawali się i bez strajków"

Wielu komentujących radzi niezadowolonym ze swojego zawodu nauczycielom, by poszukali innych, bardziej intratnych posad.

"Dlaczego w dyskusji o trudnym losie nauczycieli w ogóle nie pojawia się argument zmiany pracy? Mnóstwo ludzi zmienia pracę właśnie dlatego, że chcą więcej zarabiać. Ja i wiele znanych mi osób kilkakrotnie zmieniało pracę w ciągu ostatnich 20 lat. Właśnie po to, żeby więcej zarabiać. Jakoś do głowy nam nie przyszła opcja strajku".

Coraz częściej słyszymy że korepetycje niezbędne. A to dlaczego? Czyżby młodzież i dzieciaki były coraz bardziej ociężałe intelektualnie? Czy może jest tak, że nauczyciele swoją pracę traktują jako zło konieczne. Odwalić swoje, bo za chwilę dzwonek. I nagle się obudzili, no bo inni z budżetówki dostali, to i oni chcą. Myślicie, że dzieciaki nie potrafią zauważyć, który nauczyciel się angażuje, a który czeka na dzwonek?

- Oczywiście, zmieniamy pracę. Na stronie kuratorium warszawskiego jest w tej chwili ponad 1300 ofert pracy dla nauczycieli, z czego ponad 700 w samej Warszawie. Wiele pojawia się po raz kolejny, czyli szkoły nie znalazły nikogo. Jak tak dalej pójdzie, system zawali się i bez strajków - odpowiada jeden z nauczycieli.

Co nauczyciele najczęściej wpisują do wyszukiwarki?

Wpisując do wyszukiwarki słowa kluczowe "jestem nauczycielem" program podpowiada najczęściej wyszukiwane frazy. Jakie frazy wpisują do wyszukiwarki ludzie związani z edukacją?

  • "Jeśli nie szkoła to co" - 113 tys. wyników,
  • "Praca dla byłych nauczycieli" - ponad 17 500 tys. wyników,
  • "Jestem nauczycielem chcę zmienić zawód" - prawie 10 tys. wyników,
  • "Jestem nauczycielem nienawidzę swojej pracy" - 5 tys. wyników,
  • "Jestem nauczycielem i mam dość" - 6 tys. wyników.

A także:

"Praca w szkole mnie wykańcza", "Rzuciłem pracę w szkole", "Nauczyciele rezygnują z pracy".

Od redakcji:

Chcielibyśmy, aby nauczyciele wierzyli w siebie, byli zadowoleni ze swojej pracy, bo tylko dzięki temu pomogą nam - rodzicom - wychować ciekawe świata i wiedzy kolejne pokolenia. Czy waszym zdaniem podwyżki sprawią, że za zawodem nauczyciela pójdzie pasja i miłość do wykonywanego zawodu? Czekamy na wasze opinie. Piszcie na adres: edziecko@agora.pl

Więcej o:
Komentarze (133)
Zawód nauczyciela. Kiedyś prestiżowy, a dzisiaj? "Kto z głową na karku pchałby się do zawodu, którym się gardzi"
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • baba67

    Oceniono 41 razy 33

    Ja zrezygnowałam choć wcale lepiej nie zarabiam, w szkole miałabym nawet trochę wyższe dochody. Jednak rozwydrzenie młodzieży jest takie że nauczyciel jest bezradny, on nie uczy tylko sie głównie użera żeby w ogóle móc uczyć. Plus tony koszmarnej papierologii. Rozwiązaniem jest monitoring w klasach i na tyle sprawne sądownictwo żeby rodzice dostawali po kieszeni za zachowanie swoich dzieci. Wtedy znalazłyby się osoby z powołaniem.

  • zigzag26

    Oceniono 33 razy 25

    Koleżanka mojej mamy nauczycielka została pogryziona przez ucznia i wymagała szycia. Dlatego nikt nie chce być nauczycielem - bo nie chce za nędzne grosze mieć kontaktu z waszymi dziećmi

  • Gość: Mario303

    Oceniono 30 razy 22

    Były nauczyciel kontraktowy (z dużym dorobkiem w dziedzinie literatury dziecięcej): pełny etat wraz z wychowawstwem dwóch klas oraz po doliczeniu kwoty za prowadzenie trzech kółek: 1760zł minus 450zł za paliwo (55km do pracy, bliżej nie było) = 1310zł. Od tego należy odjąć koszt własnych materiałów (np. ksero) i koszt amortyzacji auta. Podziękowałem po roku. Ale, jeżeli ktoś nadal wierzy w prezentowane słupki płacowe - niech sam spróbuje chleba z tego pieca.

  • Gość: piotr

    Oceniono 24 razy 20

    Nauczyciel ma dzis doczynienia w duzym procencie ze zdziczałą hołotą i nie ma narzedzi dyscyplinujacych . Polacy to jeszcze prymitywny cywilizacyjnie narod i dalej powinny obowiazywac ostre rygory w szkołach tak jak w latach 30 i za komuny , Ci cos ie nie uczą powinni byc usuwani ze szkoly i kierowani do kiedys OHP lub szkół mspecjalnych
    za przewinienia uczniowie powinni byc natychmiast wyrzucani ze szkoly z wilczym biletem . Za powazniejsze przestepstwa lzenie nauczyciela , bójki , wymuszenia na kolegach itp itp powinni ladowac w poprawczakach a pełnoleni w więzieniach (kary cielesne dzis pewnie nierealne ale spełniały swoją odstraszającą rolę ) . Rodzic ktory przychodzi bronic swoje rozwydrzone dziecko powinien byc natychmiast wyrzucany za drzwi ( tak bylo w przedwojennej Polsce i szoły byly ogromnym osiągnieciem 2 RP ) .

  • Gość: Bogda

    Oceniono 22 razy 20

    Jak to mówiła bardzo mądra moja sąsiadka, NAUCZYCIELEM, LEKARZEM I KSIĘDZEM TRZEBA SIĘ URODZIĆ! sama byłam nauczycielem, dzisiaj na emeryturze, dziękuję Bogu, że dzisiaj nie pracuję.

  • Gość: adsfasf

    Oceniono 19 razy 17

    2010. REzygnuję z pracy w szkole. Przechodzę do instytucji finansowej. Teraz jestem w firmie IT. przez 9 lat wzrost poborów o ok. 40% (netto/netto jesli chcecie liczyć netto i brutto/ brutto jesli chcecie brutto, umowy o pracę więc stosunek netto/brutto mniej więcej bez zmian)
    Zostawiam sobie godziny w szkole zaocznej - jako hobby.
    Dlaczego? Bo coś potrafię. A praca z dziećmi nie jest moją ideą fix od czasu, gdy dzieci zmieniane sa przez wynaturzonych rodziców w potwory (precyzyjniej - postawa, która keidyś była u 1-2 najgorszych uczniów w klasie dziś jest powszechna dla 40-50% populacji).
    Co nazywam potworem? Dziecko, które bije matkę, że poszła na spotkanie z koleżankami , bo będzie mniej peiniedzy dla niej. Dziewczynę, którapo wyprowadzce matki z domu (została ta dziwczyna z ojcem) chce by ona pojawiała się tylko od czasu do czasu, bo nie chce słuchać umoralniania (ojciec pozwalał na bardzo dużo - by pokazać jaki on jest COOL a matka zła) - choć najchętniej ojca tez by sie pozbyła. Chłopaka, który 80 % czasu w szkole wpatrzony jest w smartfon a na próby wpłyniecie przez rodziców by wspólpracowali ze szkołą w tym, by się zaczał uczyć nauczycielka dostaje SMS od rodziców z treścią "ODp..dol się od smartfona, on kosztował 2000 zł.

    To nie są wymyślone przypadki. Żeby nei było, że 100% rodziców to cymbały i że jak ktoś bogaty to zawsze wredny to stwierdzam, że oczywiście spotkać można tez białe wieloroby typu: nauczyciel przyjeżdża na korepetycje do domu, w którym jeden z rodziców to osoba o dobrym zawodzie prawniczym a drugi właściciel kilkunastosobowej firmy. Jedno przynosi korepetytorowi herbatę, drugie ciastko a ich syn przeprasza, że na stole leżą ubrania, bo nie zdążył po przyjściu z basenu ich sprzątnąć.

    Podsumowując - idąc do szkoły jako do miejsca pracy spodziewajcie się spotkać sytuację , ze 40 % zdegenerowanych przez pieniądze i rodziców (często rozgrywajacych dzieckiem swoje konflikty) uczniów blokuje możliwość prowadzenia lekcji dla 40% normalnych i 20 % mocno zainteresowanych nauką osób. Oczywiście rozliczani bedziecie za wyniki przez 75 % rodziców (25% ma w .... to co sie dzieje) , którzy w większości nie będą widzieć problemu w zachowaniu ich dzieci. Brak będzie tez zrozumienia, że do nauczenia się czegokolwiek trzeba wysiłku. Przez wielu nauczyciel jest traktowany jak fryzjer - przychodzimy, siadamy, czekamy, najlepiej by była miła muzyka (a jak dobry zakład, to przy lustrze tablecik pokazujący ładne zdjęcia). Wychodzimy zrelaksowani i z wykonanym zadaniem. Fryzjer zrobił swoje.
    A w szkole? Przychodzi taki gościo, ogląda tablecik, wychodzi. Nie dość że nasze dziecko nic nie umie, to fryzjer... oj, nauczyciel, jeszcze na swojego klienta narzeka.

  • tedek1

    Oceniono 11 razy 9

    Che che - niech spoleczenstwo sobie samo odpowie co lepsze dla absolwenta matematyki/fizyki czy podobnego przedmiotu akademickiego:
    - praca w szkole jako stazysta/itp.stopnie rozowju za ok. 2 tys zł netto na poczatek i pogarda rodzicow, ze ktos za takie marne pieniadze uczy moje dzieci,
    - czy w zagranicznej korporacji za 5 ty zł, kursy, szkolenia, spotkania z ludzmi i prestiz...

  • 1moja

    Oceniono 17 razy 9

    "..."Kto z głową na karku pchałby się do zawodu, którym się gardzi" ..." ks. dobrodziej to robi, ale napewno nie robi tego z powolania pedagogicznego.
    Przegonilismy naziste, przegonilismy komuniste, przegonimy i kaczyste.

  • ewropejczyk

    Oceniono 16 razy 8

    Porównanie z programistami świadczy tylko o poziomie Czerskiego.
    1. nauczyciel niezależnie czy doby czy kiepski czy fizyki czy plastyki dostaje gwarantowaną pensję. Kiepski progamista wynagradzany jest słabo a tylko ci najlepsi dostają faktycznie duże pieniądze.
    2. programista ma wyznaczone terminy na skończenie projektu i nie rzadko pracuje po kilkanascie godzi dzienie.
    3. w razie kryzysu programistę się zwalnia, nauczyciela prawie nigdy
    4. programista, który w wieku 40-tu paru lat nie osiągnie odpowiednij pozycji/stanowiska (np. project manager) to jest odsuwany (lub nawet zwalniany) i zastępowany młodymi wilczkami. Nauczyciel nie czuje konkurencji nawet, gdy ewidentnie starcił motywację i sobie nie radzi "na starsze lata"
    5. Programista po 5-letnich studiach informatyznych zawsze może być nauczycielem (dodatkowy kurs pedagogiczny) i sobie poradzi, a ilu nauczycieli może zostać programistami?
    6. programista jest rozliczany za efekt końcowy (gotowy produkt - program), a nauczyciel za przepracowane godziny.
    7, Karta Nauczyciela, dodatkowe urlopy, dodatki do pensji, itp. itd. - to mają TYLKO nauczyciele.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX