Nauczyciel pozwolił uczniom na ściąganie w trakcie sprawdzianu. "To wyżyny metodycznego kunsztu"

Nauczyciel fizyki przeprowadził sprawdzian, w którego trakcie miał stawiać jedynki za nieściąganie. Test miał sprawdzić umiejętności uczniów w kwestii wykorzystania dostępnej wiedzy.

Nauczyciel fizyki Marcin Stiburski opisał swoją nietypową metodę na facebookowej grupie "Szkoła Minimalna". Pod jego postem pojawiło się wiele gratulacji i pochwał, a historia została udostępniona przez prawie 1500 osób.

"Informacje na ich ściągach nie były jedynie do przepisania"

Uczniów pana Marcina początkowo propozycja sprawdzianu ze ściągania zaskoczyła. - Reakcja to niedowierzanie, szok, pytanie "jak to?". Powiedziałem im, że będę chodził po klasie i pilnował, aby (dzieci - przyp.red.) dobrze ściągały - pisze pan Marcin, nauczyciel fizyki. 

Zdanie wymagało przetworzenia posiadanych informacji. - Oczywiście wiedząc, że będą ściągać, zadałem pytania otwarte, lekko problemowe, nie encyklopedyczne, aby informacje na ich ściągach nie były jedynie do przepisania, ale aby stanowiły podstawę przemyśleń, którymi będą się musiały podzielić - dodaje.

Nauczyciel wspomina, że wśród uczniów znalazły się osoby, które ściągały z telefonów. Miały w nich sfotografowane całe rozdziały z książek. Jednak, jak podkreśla pan Marcin, to właśnie one miały najtrudniej, bo z obszernego tekstu musiały wyłowić najważniejsze informacje. - Chyba następnym razem zrobią jednak własnoręcznie ściągi - podejrzewa nauczyciel.

Sztuką jest zdolność do korzystania z dostępnych źródeł

Post pana Marcina został udostępniony na profilu "Budzącej się szkoły" - programu, który propaguje kulturę uczenia się opartą na rozwoju potencjału uczniów, nauczycieli i szkół. - Zadania Marcina wymagały przetworzenia poznanych informacji. A tworzenie takich zadań to wyżyny metodycznego kunsztu - czytamy na stronie inicjatywy.

- Sztuką jest właśnie ta zdolność, zdolność do korzystania z dostępnych źródeł informacji. Żaden profesor nie przygotowuje wykładu, korzystając jedynie z tego, co ma w swojej pamięci. Żaden architekt, projektując dom, osiedle czy most nie rezygnuje z fachowej literatury i dostępnych wzorców. A w szkole? W szkole zazwyczaj na sprawdzianach nie wolno z niczego, poza tym, co ma się w głowie, korzystać. To zupełnie sztuczna sytuacja - dowiadujemy się z postu.

Jak zapytać dziecko o to, jak było w szkole?

"Taka ściąga to cenne źródło informacji"

Pod postem "Budzącej się szkoły" pojawiło się wiele komentarzy. Z dyskusji wynika, że pan Marcin nie jest jedynym nauczycielem, który stosuje taką metodę. Mimo że nie jest to powszechna praktyka, niektórzy nauczyciele także pozwalają swoim uczniom na korzystanie z pomocy naukowych w trakcie sprawdzianów. 

Osobiście też pozwalam swoim uczniom na korzystanie ze ściąg. Ale tylko własnych, napisanych odręcznie. Taka ściąga to cenne źródło informacji. Uczy selekcji wiedzy, ćwiczy pamięć, rozwija korelację między zagadnieniami. A dzisiejsze egzaminy (myślę akurat o maturze) to nie zadania odtwórcze tylko sprawdzanie myślenia. Zatem "sprawdzian" jest idealnym ćwiczeniem przygotowującym do nich.
Zapowiedziałam właśnie kolejny test, na który kazałam przygotować ściągi. Ale ściągi mają być mapą myśli. Graficzną mapą myśli. Bez słów, liter, wyrazów. Ciekawa jestem, jaki będzie u mnie efekt.
Zrobiłam ostatnio podobny sprawdzian, tylko uczniowie przygotowywali lapbooki (teczka czy zeszyt ze zgromadzonymi informacjami, które można trzymać na kolanach i w ten sposób je przeglądać - przyp.red.) i przy ich pomocy pisali.
Robię to samo od lat na egzaminach, bo to uczy myślenia i korzystania z własnych notatek. Cieszę się, widząc, że mój student pójdzie do pracy, gdzie nie spotkają go testy a, b, c, tylko będzie umiał rozwiązać zadania problemowe.

A co wy sądzicie o takiej metodzie sprawdzania wiedzy? Jesteśmy ciekawi waszych opinii. Piszcie do nas na adres: edziecko@agora.pl. Najciekawsze listy opublikujemy i nagrodzimy książkami.

Więcej o:
Komentarze (1)
Nauczyciel pozwolił uczniom na ściąganie w trakcie sprawdzianu. "To wyżyny metodycznego kunsztu"
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • Gość: uważny

    0

    Na studiach (P.P.III rok W.E., rok 1972) dr Różański na egzaminie (120+ osób w jednej sali) też zapowiedział, że wolno posługiwać się wszystkimi możliwymi pomocami pisanymi i drukowanymi (tel. kom. oczywiśdcie wtedy nie było). Efekty były zastanawiające: "odwróć tabelę... na czele", tzn. najlepsze oceny mieli ci, którzy na zaliczenie wypadli blado, a z całej mojej grupy (30 osób) tylko ja jeden miałem ocenę lepszą niż 3+ (konkretnie miałem 5, a na zaliczenie 3+), bo jako jedyny olałem ćwiczenia i poświęciłem się studiowaniu elektrotechniki w czytelni zamiast biedzić się głupimi zadaniami wymyślanymi przez asystenta. Mile ten egzamin wspominam.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX