Problemy psychiczne polskich uczniów - nawet co piąty nastolatek może mieć depresję. Winna jest szkoła?

Szacuje się, że nawet co piąty polski nastolatek cierpi na depresję. Co przyczynia się do rozwoju tego typu zaburzeń? Jednym z czynników może być źle funkcjonujący system szkolny.

Niedawno napisaliśmy o pomyśle ekspertów z resortu zdrowia, zgodnie z którym w każdej polskiej szkole dostępna byłaby pomoc psychologiczna. Inicjatywa spodobała się rodzicom. Pod postem promującym tekst na naszym Facebooku pojawiły się entuzjastyczne komentarze:

Wyjątkowo dobry pomysł...
Jak najbardziej popieram!
Może nawet lekcja psychologii by się przydała, zamiast lekcji wychowawczej...

W tekście zostały przytoczone dane, które pokazują, że coraz więcej polskich dzieci cierpi z powodu problemów psychicznych. Co przyczynia się do ich rozwoju? Trudno jednoznacznie wskazać winowajcę. Jedni będą mówić o złych stosunkach z rodzicami, inni o traumatycznych przeżyciach. Każdy przypadek jest inny. Jednak w dyskusji na ten temat nie można zapominać o szkołach.

Problem siódmoklasistów

Gdy skarżymy się na zły nastrój, możemy usłyszeć radę, by podzielić swoją dobę na trzy części. Osiem godzin musimy poświęcić na sen, osiem na pracę i osiem na odpoczynek. O ile dorosły, może postarać się wprowadzić takie zasady w życie, w przypadku uczniów jest to bardzo trudne.

Wiele polskich szkół przeciąża uczniów. Ta tendencja zauważalna jest od lat. Ostatnio o problemie zrobiło się głośno w związku z reformą edukacji. Dyskusję wywołali rodzice siódmoklasistów, którzy muszą w tym roku pracować więcej niż niejeden dorosły. Uczniowie ci realizują program całego gimnazjum w ciągu dwóch lat!

Więcej na ten temat: Polska szkoła przeciąża dzieci?

"W rzeczywistości wielu dorosłych nie wyobraża sobie pracy przez 12 godzin dziennie, a 12-letnie dziecko jest do tego zmuszone" - napisała jedna z matek w liście do Rzecznika Praw Dziecka.

Problem zmusił do analizy tego, jak funkcjonują polscy uczniowie. Okazało się, że nadmiar obowiązków to nie tylko problem siódmoklasistów. W dyskusji na temat prac domowych odezwało się wielu rodziców narzekających na przeciążenie swoich pociech. Często był przywoływany przykład Finlandii - tamtejsi uczniowie zajmują czołowe miejsca w światowych testach, a mają znacznie większe "luzy" niż my.

Socjolog: Polska szkoła jest bezpieczna, ale jak już pojawia się problem, to reakcje otoczenia są spóźnione i niewłaściwe

Szkoła i problemy

O problemach psychicznych, które może wywoływać u dzieci szkoła, pisał już czterdzieści lat temu hiszpański badacz zajmujący się problematyką depresji dr Aquilino Polaino-Lorente. Skoncentrował się on na tym, jaki wpływ na dzieci mają porażki szkolne. Jego zdaniem osoba, która często ich doświadcza, zaczyna obwiniać siebie za wszystkie negatywne aspekty życia. Zmniejsza się u niej także szacunek do własnej osoby i pogarsza nastrój. Z kolei naukowcy z Uniwersytetu w Warwick w 2009 roku dowiedli, że bycie nękanym w szkole przez rówieśników także przyczynia się do rozwoju zaburzeń psychicznych.

- Pojawienie się problemów psychicznych u człowieka zwykle rozumie się jako współwystąpienie dwóch czynników - pewnej predyspozycji biologicznej (genetycznej) oraz czynnika środowiskowego. Tym czynnikiem środowiskowym, który wyzwala pojawienie się choroby, często jest trudna sytuacja rodzinna, ale może nim być także stres związany z nadmiarem obowiązków szkolnych, rywalizacją lub zbyt wysokimi wymaganiami otoczenia - mówi Joanna Gruhn-Devantier, psycholog dzieci i młodzieży, psychoterapeutka, założycielka poradni Dom Rozwoju.

"Wtedy za bardzo się tym przejmowałam"

O tym, jak niezdrowa sytuacja w szkole może wpłynąć na psychikę, wie 26-letnia Olga. Zaburzenia nastroju zaczęły się w jej przypadku już w gimnazjum. W jej szkole panował surowy system oceniania - system średniej ważonej.

- Gdy ktoś dostał złe oceny na początku roku, to nie było szans, żeby miał na koniec roku czerwony pasek. A dla 13-letniego dziecka, które w podstawówce miało same piątki i jest ambitne, to dosyć trudne - opowiada Olga.

- Teraz podeszłabym do tego inaczej, ale wtedy za bardzo się wszystkim przejmowałam. Byłam jeszcze dzieckiem, nie umiałam sobie poradzić z emocjami i nadmiarem obowiązków. Porażki w szkole sprawiły, że zły nastrój był dla mnie czymś naturalnym. Rodzice oczywiście myśleli, że to dorastanie. Ciągle słyszałam, że jestem pesymistką i wymyślam sobie problemy - mówi.

Zagłuszanie złego nastroju

Przez kilka lat Olga zagłuszała zły nastrój imprezami i sportem. Jednak w klasie maturalnej, gdy miała wiele obowiązków, doszły do tego także zaburzenia snu i odżywiania. Dopiero wtedy zaniepokojeni rodzice wybrali się z nią do specjalisty.

- Mój przykład pokazuje, jak wielu rodziców nie rozumie depresji. Problemy tłumaczą charakterem dziecka lub okresem dojrzewania - mówi Olga. - Ja byłam całe życie bardzo wrażliwa i jako nastolatka nie umiałam zachować zdrowego dystansu. Teraz jestem dorosła i wiem, że trudno wymagać tego od dziecka. A szkoła i ogromne wymagania nauczycieli na pewno nie ułatwiały mi zadania - podsumowuje.

Nadmierna wrażliwość - to nie wymysł

Olga wspomniała o swojej nadmiernej wrażliwości. Warto zaznaczyć, że ten termin nie jest tylko jej indywidualnym wymysłem. Jako pierwsza zjawisko to opisała Elaine N. Aron w książce "Wysoko wrażliwi", która jest efektem jej wieloletnich badań. Okazuje się, że cecha ta może dotyczyć nawet 20 proc. populacji.

Osoby wysoko wrażliwe są bardziej niż pozostali narażeni na zaburzenia nastroju i problemy psychiczne. Cecha staje się szczególnie uciążliwa w okresie dojrzewania, gdyż nadwrażliwy nastolatek bardzo mocno przeżywa zachodzące w nim zmiany. Takim osobom zaleca się m.in. długi sen i regularny wypoczynek. W polskiej szkolnej rzeczywistości nie łatwo stosować się do tych rad.

Gdy dziecko jest sumiennym uczniem i nie radzi sobie z nadmiarem obowiązków, powstaje konflikt wewnętrzny. To może doprowadzić do zaburzeń psychicznych.

Epidemia depresji wśród młodych

Jak dowiadujemy się ze strony kampanii "Forum Przeciw Depresji", na depresję mogą chorować nawet bardzo małe dzieci. To jednak wąski problem, który dotyczy 1 proc. dzieci w wieku przedszkolnym oraz 2 proc. dzieci w wieku od 6 do 12 lat. W starszej grupie wiekowej ta liczba gwałtownie wzrasta - szacuje się, że problem może dotyczyć aż 20 proc. nastolatków.

Na depresję mogą chorować także małe dzieci.Na depresję mogą chorować także małe dzieci. materiały prasowe

- Okres dorastania to czas bardzo wielu zmian i nierzadko przeżywania głębokiego kryzysu psychicznego. Człowiek jest więc wtedy szczególnie narażony na występowanie zaburzeń psychicznych - mówi Joanna Gruhn-Devantier.

Jak dodaje ekspert, nie jest to jednak jedyne zaburzenie psychiczne, na które narażone są młode osoby. - Oprócz depresji w tym czasie mogą pojawić się m.in: zaburzenia odżywiania (anoreksja, bulimia), zaburzenia lękowe, częste jest również występowanie uzależnień (od alkoholu, narkotyków, ale również komputera, internetu) - wymienia Joanna Gruhn-Devantier.

Błędna interpretacja

Rodzice często nie okazują wsparcia swoim dzieciom, gdyż błędnie interpretują nastrój i zachowania dziecka.

- Depresja młodzieńcza bywa trudna do zauważenia, nawet przez bliskie nastolatkom osoby ze względu na to, że część jej objawów może przypominać zachowania i emocje towarzyszące po prostu okresowi dorastania - wyjaśnia Joanna Gruhn-Devantier. - Do tego przebieg depresji młodzieńczej różni się od depresji u osób dorosłych - dodaje ekspert.

Jak rozpoznać, że to coś poważnego?

Co powinno zaniepokoić dorosłych? To przede wszystkim zmiana nastroju nastolatka (smutek, drażliwość, złość), obniżona samoocena, zmiana apetytu (zmniejszenie lub zwiększenie), zmiana rytmu snu, negatywna ocena swojego życia, a także poczucie, że aktywności, które podejmuje nastolatek, pozbawione są sensu.

- Uwagę rodzica powinny również zwrócić takie objawy jak: liczne skargi dotyczące bólu brzucha lub głowy, obniżenie wyników w nauce i częste nieobecności w szkole, nagłe wybuchy krzyku i płaczu, odmawianie spędzania czasu z przyjaciółmi, a także nadużywanie alkoholu lub narkotyków, które często ukrywają objawy depresji - mówi Joanna Gruhn-Devantier.

Warto pamiętać, że w przypadku depresji młodzieńczej istnieje duże ryzyko podjęcia próby samobójczej. - Pojawiające się objawy należy traktować poważnie i pilnie skonsultować się z psychologiem lub lekarzem psychiatrą - dodaje Joanna Gruhn-Devantier.

Co dalej?

Liczne dyskusje na temat polskiej szkoły w ostatnim czasie wyraźnie wskazują, że wiele elementów nie działa w obecnym systemie dobrze. Wiadomo, że każdy przypadek jest inny i trudno zrzucić całą winę za problemy dzieci tylko i wyłącznie na szkołę. Żyjemy jednak w czasach, gdy mówi się już o epidemii depresji.

Zgodnie z danymi Światowej Organizacji Zdrowia aż 5 procent populacji naszej planety cierpi z powodu tej choroby. A skoro to taki poważny problem, współczesne szkoły także powinny wziąć to pod uwagę. Dzieci spędzają w nich zbyt dużo czasu, by mogły one całkowicie zapomnieć o tym problemie.

Zobacz także:

Depresja u dziecka to coraz poważniejszy problem. Ekspert: Nie lekceważ tych objawów

"Mamo jestem za gruba! Moje koleżanki są szczuplejsze." Jak pomóc dziecku, które myśli, że jest grube?

Więcej o:
Komentarze (25)
Problemy psychiczne polskich uczniów - nawet co piąty nastolatek może mieć depresję. Winna jest szkoła?
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • vontomke

    Oceniono 11 razy 9

    W Polsce mamy największy odsetek samobójstw w całej Europie. Jesteśmy na 15 miejscu na świecie. Nikt tak pięknie nie wpaja poczucia winy jak nasz ukochany kościół katolicki, nikt tak nie zaszczuwa ludzi jak nasi rodzimi "patrioci". Polska - kraj tolerancji i katolickiego "miłosierdzia".

  • laska32

    Oceniono 9 razy 7

    Rodzina, środowisko, brak czasu dla dziecka, wychowanie przez media społecznościowe, wyścig o mieć a nie być, nieustające reformy szkolnictwa i coraz większa biurokracja, praca na papierze a nie z dzieckiem, ogrom zakazów i nakazów, co wypada a co nie, naciski z"góry", rodzice roszczeniowi którzy wymagają od innych a nie od siebie, którzy rozliczają innych a sami unikają odpowiedzialności i największe nieszczęście to polityka w szkole i brak rozsądku i samodzielnego myślenia zarówno dorosłych jak i ich dzieci. Przyczyn jest tak wiele jak i osób które będą się w tej kwestii wypowiadać....

  • wooki74

    Oceniono 6 razy 4

    "Gdy skarżymy się na zły nastrój, możemy usłyszeć radę, by podzielić swoją dobę na trzy części. Osiem godzin musimy poświęcić na sen, osiem na pracę i osiem na odpoczynek. O ile dorosły, może postarać się wprowadzić takie zasady w życie, w przypadku uczniów jest to bardzo trudne."

    Kogoś zgrzało? Ciekawe, ktory dorosły , mający pracę i rodzinę (powiedzmy dwoje dzieci) byłby w stanie wprowadzić taki plan. Ja nie znam. No chyba, ze kosztem partnera i dzieci..to tak. Osiem godzin odpoczynku???? materdeju.....

  • Oceniono 18 razy 2

    wiecej godzin lekcji religii i zamiast psychologa,rozmowa z księdzem katechetą a moze tak wprowadzić by tylko katecheta mógł zostać wychowawcą klasy,tylko on rozumie dusze uczniów

  • Oceniono 1 raz 1

    Program jest przeładowany wszelką wiedzą i niepotrzebną pracą. Dzieci po 8 godzinach lekcji muszą odrabiać lekcje. Jeśli ktoś ma jakikolwiek talent - a każdy go ma - to za jego rozwijanie bierze się po 10, 12 godzinach pracy. Przemęczenie, daje w efekcie osłabienie psychiczne - wypalenie, stąd już krok do depresji, agresji i innych problemów.

  • Gość: Ja

    0

    Dzień edukacji narodowej przypada 14. października czyli dokładnie w dzień ustanowienia UPA. Zastanowiło to Was kiedyś. Chodzą słuchy, że ci banderowcy co tu zostali zasiedleni w ramach akcji Wisła często byli kierowani na studia pedagogiczne i teraz mamy nadreprezentacje ich w szkolnictwie. Nie wiem może to plotki może nie. Ale podręczniki do historii napisała np matka Michnika. Cały program edukacji w liceum był do bani. Uczeń musiał się uczyć po 12 godzin dziennie ale ta wiedza była do niczego nie przydatna. Przydatne rzeczy typu języki nauczył sie uczeń, ale na kursach lub korepetycjach. Po co komu znajomość rodzajów chmur, typów kałuż, rozmnażania mchu i paproci. Nauczyciele tez często nie nadawali się do pracy z człowiekiem i metodycznie byli słabi, a niektórzy w ogóle nie przykładali się do pracy. Niektórzy zamiast odziewać uczniów w pióry łamali im skrzydła. Dzieci musiały się same uczyć bo pan/ pani nauczyciel wymagał, ale tylko udawał, ze uczy. Skąd takie zachowanie w latach 90 gdy praa to był przywilej i na jednego chętnego do pracy było po kilku kandydatów? Skąd tolerancja takiego zachowania przez dyrekcję?

  • Gość: Goha

    0

    Rodzice powinni zdawać sobie sprawę, że przy szkołach często można natchnąć się na pedofilów. Dzieci od małego powinny być uczone jak zachować się w przypadku napotkania pedofila. Dzieci powinny być uczone asertywności. Dzieci powinny ubierać się w mundurki. Roznegliżowane nastolatki tylko proszą się o problemy. Rodzicom od lat robi się sieczkę z mózgu, ze są niepostępowi jak nie pozwalają nosić nastolatką stringów i dekoltów itp. Nastolatki mają się nauczyć, że co prawda uroda jest ważna, ale jeszcze ważniejsze jest to co ma w głowie. Dla nastolatków trzeba wydawać jakieś ciekawe magazyny, żeby miały alternatywę dla Bravo, popcorn itp. Od lat to własnie te gazety kształtują nastolatków i to jest złe. Bo te niemieckie szmatławce kształtują polskie dziewczęta na puszczalskie głupie ku..., a chłopców na płytkich debili a przecież rząd chciałby, żeby to byli przyszłe i przyszli Koperniki, Marie Skłodowskie, Zofie Nałkowskie, lekarze, prawnicy, inżynierowie, pielęgniarki itp.

  • primum_non

    0

    jest dość powszechnie znany problem zmiana środowiska. Nie wiadomo, z jakim skutkiem, ale często jedynym problemem jest niedopasowanie poziomu do równego, lub odpowiedniego. Nękane dzieci mogą być nie nękane w innej szkole, w mieście, autobusie. Oczywiście jest to częściowe zaprzeczenie wolności i 'segregacja', ale to ten, taki problem.

  • Aaxa Axxa

    Oceniono 2 razy 0

    Jedno wiem co na pewno nie jest winne: kapitalizm.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX