W pogoni za marką. Jedni kupują dla logo, inni dla jakości. "Wolę kupić raz coś porządnego, niż co miesiąc byle co"

Ze sklepu czy z bazarku? Najczęściej - nieświadomie - to rodzice pokazują dziecku, że markowe znaczy lepsze. Są rzeczy, w których nie może się bawić, musi na nie nie uważać, bo były drogie. Spirala się nakręca, a później dziecko czy nastolatek z góry patrzy na kolegę, który ma tańsze rzeczy.

Wątek postrzegania innych przez pryzmat tego, co mają, co jakiś czas wraca jak bumerang. Przypominają nam o tym dzieci, które proszą o kupienie konkretnego produktu. Nie raz łapiemy się na tym sami, gdy zastanawiamy się, skąd koleżanka ma pieniądze na tak drogą torebkę. Temat pojawił się również na naszym forum, gdzie toczy się dyskusja o zewnętrznych oznakach statusu materialnego.

- Byłam opieką na wycieczce szkolnej, rany, jakie niektóre (mniejszość) dzieciaki drogie rzeczy mają! I to raczej nie podróbki. iPhony (choć dobrze czytać nie potrafią), zegarki dzwoniące, buty Ecco (oraz kozaczki Michael Kors), kurtki Wolfskin.

Niektóre dzieci bardzo świadome marki. Ja wiem, że dla niektórych z was to nic, że w wielkich miastach i za granicą są większe pensje, to i więcej się na dzieci wydaje. Ale tutaj? Dzieci szybko rosną, takie buty są na jeden sezon. Po co zatem niektórzy rodzice to robią?

- pyta autorka wątku.

Właśnie: po co? Komentujący podzielili się na kilka obozów, ale przesłanie wydaje się być jedno: Nie należy oceniać wszystkich, według tej samej miary.

Jedni dla szpanu, inni bo lepsze. Nie ma reguły

- wskazuje jeden z komentujących.

Kupuję, bo za marką idzie jakość

Autorka wątku zwraca uwagę na drogie buty, które dzieciom kupujemy często na jeden sezon. Komentujący wskazują jednak - i mają rację - że obuwie to coś, na co nie powinniśmy żałować pieniędzy.

Mnie zawsze pouczano, że dziecko powinno mieć buty dobrej jakości. Niekoniecznie najmodniejsze, po prostu dobre. Sobie mogę kupić nawet używane, stopa dziecka się rozwija. I żaden ortopeda nie pochwali skąpienia na dziecięce buty

- czytamy w wątku.

Zarówno buty kiepskiej jakości, z cienką podeszwą, które nie są odpowiednio wyprofilowane, jak i używane, znoszone, z wygniecioną wkładką, wpływają negatywnie na stopy dziecka. Wady, które do pewnego wieku są fizjologiczne (takie jak płaskostopie) mogą się pogłębiać. Mogą nawet pojawić się takie, których wcześniej nie było, np. wykrzywianie stóp, dopasowując je do wyprofilowanej przez kogoś innego wkładki.

Inny komentujący zaznacza, że woli wydać więcej, ale kupić coś porządnego, niż zapłacić mniej, ale na rzecz, która posłuży tylko na "chwilę".

- Czy to snobizm że dzieciak chodzi w markowych ubraniach, a ja jeżdżę 10-letnim samochodem? Jestem nauczony w życiu kierować się wygodą i wolę kupić raz na trzy miesiące coś droższego niż co miesiąc byle co. Jak to moja babcia mawiała "biedny nie może g**na kupować" - wskazuje.

Są rzeczy dla dzieci, na których większość komentujących nie oszczędza, jak wspomniane już buty, czy np. kurtki. Są też takie, które kupujemy tanio - liczy się to, z jakiego materiału są wykonane i czy spełniają wymagania dziecka, czy mają odpowiedni nadruk. A co z metką?

- Warunek jest taki, że nie ma mieć logo wielkości 30 cm. Chociaż to mój warunek, młodemu to totalnie wisi i nie wiem, czy by wymienił chociaż jedną markę - śmieje się jedna z komentujących.

Kupuję, ale korzystam z okazji

Wielu komentujących wskazuje, że w dzisiejszych czasach dostęp do produktów "z metką" jest o wiele łatwiejszy. Korzystamy z wyprzedaży, aukcji internetowych, polujemy na okazje na lokalnych grupach sprzedażowych. Nie jest wstydem zrobienie zakupów w lumpeksie, zdobycie perełki w dobrej cenie jest wręcz powodem do dumy. Logo nie jest wyznacznikiem zasobności portfela.

- Dla syna to akurat nie problem, bo jak widzę że coś jest super w super cenie, to biorę rozmiar jaki jest. Często dwa rozmiary wyżej, kiedyś dorośnie. Nawet teraz w pudle mam nowe ciuchy na za rok/dwa - dzieli się swoim sposobem jeden z komentujących.

W komentarzach znajdziemy także wiele opinii, że markowe, dobrej jakości ubrania, to często dobra inwestycja.

To nie są rzeczy na jeden sezon. Potem można je bardzo korzystnie odsprzedać, więc całkowity koszt noszenia wychodzi zdecydowanie niższy

- zauważa jedna z komentujących osób.

Kupuję, bo chcę to pokazać

W dyskusji pojawiły się także głosy, że są ludzie, dla których "świecenie metką" jest najważniejsze i wolą się zadłużyć, nie jechać na wakacje, ale mieć markowe rzeczy i to tak, aby wszyscy o tym wiedzieli.

- Lans to działanie obliczone na wywołanie wrażenia "stać go" - zauważa jeden z komentujących.

Ale nie możemy też z góry zakładać, że jeśli ktoś kupuje drogie rzeczy, to robi to tylko dlatego, że chce się z tym obnosić.

Najważniejsze, aby ubrania były wykonane z dobrych materiałów i spełniały swoją funkcjęNajważniejsze, aby ubrania były wykonane z dobrych materiałów i spełniały swoją funkcję fot. Shutterstock

Kupuję to, co mi się podoba

- Jedni się snobują, a inni kupują, bo ich stać i tak są nauczeni wydawać pieniądze - wskazuje jeden z komentujących.

Kiedy kupują drogie rzeczy, nie myślą, że kupili coś wyjątkowego i inni będą im na pewno tego zazdrościć. Wybierają to, co jest im akurat potrzebne, czy to, co trafia w ich gusta. Zwracają uwagę na funkcjonalność i wykonanie, niekoniecznie na to, ile dana rzecz kosztuje, czy jakiej jest marki.

- Świat jest po prostu pełen bogatych ludzi, których dzieci żyją na takim samym poziomie, jak ich rodzice - wskazuje komentator.

Nie widzi on sensu w tym, że skoro mama kupuje sobie drogie buty, to dlaczego jej dziecko miałoby chodzić w tańszych? Czy wtedy już nikt by się nie zastanawiał, czy to dobrze?

Zdaniem eksperta

O tym, czy marka ma znaczenie dla dzieci, a także kiedy i dlaczego zaczynają one myśleć w kategorii "mieć" rozmawialiśmy z dr Martą Majorczyk, wykładowcą akademickim oraz doradcą rodziny z poradni psychologiczno-pedagogicznej przy Uniwersytecie SWPS.

Jak mówi dr Majorczyk, dorośli z różnych przyczyn chcą, aby ta przysłowiowa metka była na wierzchu. Jedni będą czuli się lepiej, gdy będą mieli lepsze produkty. Drudzy będą chcieli być oryginalni, a kwestia metek - nazwy firm czy projektantów pokazują też strukturę społeczną na której jest dana osoba. Dla jeszcze innych będzie to kwestia zarobków, lansowania, naśladowania kogoś.

- Maluchy w ogóle nie zwracają uwagi na to, w co są ubrane - mówi dr Majorczyk. - Dzieci podkreślają swój status tylko w kontekście obserwacji dorosłych, chodzi o kwestie naśladownictwa.

A kiedy zaczyna się postrzeganie przez pryzmat metki? Dr Majorczyk zauważa, że zwykle ma to miejsce, gdy dzieci wkraczają w wyższy etap rozwoju poznawczego. Jest on powiązany z rozwojem społecznym, ale i moralnym - dostrzegają, że ważne dla nich osoby oceniają, wartościują.

Tak naprawdę to rodzice narzucają dziecku tę perspektywę. Mówią: "noś to i to, bo to jest takiej jakości, to jest taka i taka marka". Dzieci podłapują te porównania i oceny

- mówi specjalistka. - Zaczynają zachowywać się podobnie, jak rodzice, co nie oznacza, że robią to konstruktywnie i poprawnie. Z tego powodu dzieci, które nie mają markowych rzeczy, mogą mieć nieprzyjemności - dodaje.

"Nie szata zdobi człowieka" - niby wszyscy wiemy, a o tym zapominamy

Rola rodziców w tłumaczeniu tego, że marka nie zawsze ma znaczenie, jest bardzo duża. Jak zauważa dr Majorczyk, muszą oni wytłumaczyć dziecku, że marka nie zawsze oznacza, że dany produkt jest gatunkowo dobry, a największe jest to, czy spełnia swoją funkcję i czy po prostu dobrze się sprawuje.

- Trzeba też pokazać, że niektórzy w ogóle nie zwracają na to uwagi, a nie noszenie markowych rzeczy też może być oryginalnością - wskazuje specjalista.

Dr Majorczyk proponuje także, aby zachęcać dziecko, by zrobiło coś własnego - wtedy stworzy własną markę. Musimy też tłumaczyć, dlaczego w ogóle ludzie ufają markom, skąd poczucie, że to ta jest najlepsza. Już kilkulatkom możemy tłumaczyć, czym jest marketing czy reklama, za przykład podając produkty, które powstają na fali sukcesu jakiejś produkcji - telewizyjnej czy kinowej.

Inną sprawą jest to, że to, co mówimy, nie zawsze idzie w parze z tym, co robimy. Możemy powtarzać, że marka nie ma znaczenia, a na zakupach sięgać tylko po produkty ze znanym logotypem.

- Musimy zwrócić uwagę na to, jak my funkcjonujemy w obszarze marek. Czy kupujemy produkt tylko dlatego, że jest danej firmy, czy dlatego, że jest naprawdę dobrej jakości - zauważa ekspert.

Czy brak najnowszego modelu telefonu rzeczywiście jest powodem do wyśmiewania?Czy brak najnowszego modelu telefonu rzeczywiście jest powodem do wyśmiewania? fot. Shutterstock

Dziecko nie ma ubrań "z metkami". Co wtedy?

Jedna rzecz to tłumaczenie dziecku, które nosi markowe ubrania i korzysta z drogich sprzętów, a drugie to rozmowa z takim, który tego nie ma i mieć nie będzie.

To jest bardzo trudne, bo mówimy o dzieciach w wieku szkolnym, które są bardzo podatne na wpływy rówieśnicze. Możemy dużo tłumaczyć, ale ważne są także działania w szkole, które powinien podejmować wychowawca - jeśli widzi, że istnieją problemy na tym tle, powinien uwrażliwiać dzieci, ale i rodziców

- wskazuje dr Majorczyk.

Musimy uczyć dziecko, jak radzić sobie z nieprzyjemnymi emocjami, jak być asertywnym, jak się nie przejmować tym, co mówią jego rówieśnicy. Jeśli wzmocnimy w dziecku poczucie własnej wartości, jeśli pokażemy, że marki tak naprawdę nic nie znaczą, to ono też zrozumie, że to, że nie ma danej rzeczy nie jest dla niego ważne i nie będzie się tym przejmowało. Oczywiście - jak zauważa dr Majorczyk - są dzieci, które mimo naszych starań będą rozpamiętywały to, co mówią inni, to kwestia osobowości, temperamentu. Z takim dzieckiem trzeba rozmawiać jeszcze więcej, a gdy wiemy, że sami sobie z tym nie poradzimy - poprosić o pomoc wychowawcę.

Pedagog przypomina także, że ten problem - postrzegania innych przez pryzmat marek - istnieje od dawna i będzie istniał, zmienia się jedynie "przedmiot pożądania". Dawniej były to marki ubrań, teraz jest doba telefonów, sprzętu elektronicznego.

"Zastaw się, a postaw się"?

Często rodzice zgadzają się dla świętego spokoju. Zastawiają się i kupują, aby dziecko nie wyróżniało się, nie odstawało od zespołu klasowego. Ale dzieci to wykorzystują, chwalą się i same nieświadomie nakręcają tę spiralę

- zaznacza dr Majorczyk.

Jak zauważa specjalistka, są dzieci, które noszą drogie, markowe ubrania, bo ich rodziców na nie stać, ale w ogóle nie są tego świadome, nie jest to dla nich ważne. Ale są też dzieci, dla których jest to bardzo istotne, a marka jest podstawą kupowania danej rzeczy.

- To wytworzenie jakiejś postawy konsumenckiej, na tyle silnej, że też uzależnia. Bo jest coś takiego, jak uzależnienie konsumenta od konkretnej marki - przypomina dr Majorczyk.

Możemy się przed tym uchronić - wprawdzie nie całkowicie - tworząc zdrową postawę i nastawienie od małego, nie przywiązując dużego znaczenia do marki. Nie mówmy dziecku, że coś jest drogie - dla niego nie ma znaczenia czy dana zabawka kosztuje 5 zł, czy 100 zł. Ważne, że jest fajna. Podobnie jest z ubraniami - liczy się to, czy jest wygodne. A to dorośli mówią: "ubrudzisz się, a ta koszulka jest taka droga". Gdy tych komunikatów jest sporo, dziecko właśnie w ten sposób zaczyna myśleć, postrzegać rzeczy w kategorii ich finansowej wartości.

Nie mam nic przeciwko dbaniu o rzeczy, bo to jest bardzo ważna umiejętność. Ale jeśli zależy nam na tym, aby dziecko eksperymentowało, poznawało świat, to co to za różnica, czy ubierze się w ubrania, które niekoniecznie są markowe?

- wskazuje dr Majorczyk.

Więcej o:
Komentarze (27)
W pogoni za marką. Jedni kupują dla logo, inni dla jakości. "Wolę kupić raz coś porządnego, niż co miesiąc byle co"
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • frelek1

    Oceniono 5 razy 5

    Ja np. nie rozumiem fenomenu firmy "4F". Jakość materiałowa porównywalna jak ubrań z lidla, no stylistyka może bardziej bogata. Ale dlaczego kurtka 4F kosztuje 350zł a w lidlu 79zł. Chciałbym być patriotą i kupować polskie produkty ale dlaczego mam być przy okazji idiotą? Podobnie z firmami "the north face" "wolfskin" itp. płacimy za znaczek.

  • zakrzyczny

    Oceniono 5 razy 5

    Firmy poważne też to odkryły i podbijają ceny markowych bubli, by wmusić klientowi ekskluzywność własnych wyrobów :)

  • jan.go

    Oceniono 5 razy 5

    Nawet nie wiecie że ta "moda na marki " obowiązuje od niewielu lat Wszystkie powstały po 80 roku wraz z centrami handlowymi ( też wtedy powstały ) gdy zaczęto w dużych ilościach przywozić duże ilości chłamu z Azji trzeba było sie wyróżniać i tak powstało duże logo które widać na wyrobach . Wrangler i Levis nie był markowy Stal sie taki gdy zrezygnowali z dobrej jakości materiałów a musieli to zrobić bo zderzyli się z "markową" odzieżą Jest jeszcze filozofia wyrobów bez markowych np Muji z tym że to tylko chwyt marketingowy Jednym słowem jest różnie ale da sie żyć tanio bez marki która bardzo często jest tylko świecidełkiem

  • e-misio

    Oceniono 4 razy 4

    pie...ty bo markowe wcale nie oznacza automatycznie lepsze.. w "markowych" rzeczach około 40% płaconej rzeczy płacimy za nic.. za marke i logo wyłącznie a nie za lepsze parametry, trwałość itd

  • kka69

    Oceniono 5 razy 3

    A ja wolę kupić trampki NoName za 20 pln niż np. jakieś Croxy za 120 pln, bo te Croxy wcale mi 6 razy dłużej nie posłużą.
    A jak NoName się pobrudzą lub trochę powycieraja, to je wyrzucam i kupuje kolejne.
    A z trampkami za 120 pln było by żal tak zrobić.

  • nyetiri

    Oceniono 2 razy 2

    Gdyby jeszcze za marką szła jakość to ok. Jednak na własnej skórze, a raczej portfelu, przekonałam się, że między rzeczami z "metką" a tymi z "bazarku" w zasadzie jest niewielka różnica. A często na plus dla tych drugich.

  • Gość: NieWszystkoZlotoCoSieSwieci

    Oceniono 2 razy 2

    kupilem kilka koszul po 600 zlotych, jakies, uwaga, 15 lat temu, mam je do dzis, sa lekko znoszone. Potem wrocilem do kraju i kupowalem takie po 250, 300. Wiekszosci z nich juz nie mam, dziura pod pacha, mechacace sie mankiety i kolnierzyk. Popelina, wytrzymuje gora 2, 3 lata. Spodnie ile by nie kosztowaly zawsze sie niszcza tak samo, ale w przypadku koszul i sweterkow widze mega roznice. Sweterki kupione w 2003 po 800 zlociszy mam do dzis, nie stracily barwy ani sie nie powyciagaly. Kupowalem jakies w miedzyczasie w sieciowkach galeryjnych po 150, 200 i po sezonie ladowaly w pojemniku z ciuchami dla bezdomnych.

  • boczek150

    Oceniono 2 razy 2

    Presja rynku na cenę spowodowała, że producenci (wszystkiego - od ubrań zaczynając na AGD kończąc) równają "w dół" z jakością. Aczkolwiek dalej, chociaż w mniejszym stopniu niż np. 20 lat temu, za "marką" idzie jakość produktu. Nawet w pewnej wielkiej sieci (znanej z serwowania dań typu fast-food) zdarzają się pewnie wpadki - tylko zdecydowanie rzadziej (a biorąc skalę praktycznie w ogóle) niż w budce z hot-dog'ami na najbliższym przystanku. Z markowych ubrań zawsze da się wybrać coś co posłuży latami, z tych na bazarku już niekoniecznie.

  • Gość: teq

    Oceniono 8 razy 2

    "Sobie mogę kupić nawet używane"
    debilizm do entej
    Używane buty to pewna grzybica

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX