To prawda, że przez nadmiar słodyczy dzieci są hiperaktywne? Nauka: to nie wina cukru, tylko rodziców

Cukier nie bez powodu zasłużył na miano 'białej śmierci'. Ale czy prawdą jest powtarzana przez rodziców na całym świecie teoria, że odpowiada za nadpobudliwość u dzieci? I co z jego uzależniającymi właściwościami?
Polskie dzieci jedzą średnio 14-16 łyżeczek cukru dziennie, a te najmłodsze, czyli poniżej 10. roku życia, aż 19 - to najwięcej w całej Europie Polskie dzieci jedzą średnio 14-16 łyżeczek cukru dziennie, a te najmłodsze, czyli poniżej 10. roku życia, aż 19 - to najwięcej w całej Europie Fot. Shutterstock.com

Ile cukru jedzą polskie dzieci? Najwięcej w Europie

Ile cukru jedzą polskie dzieci? Średnio 70-80 g dziennie (14-16 łyżeczek), a te najmłodsze, czyli poniżej 10. roku życia, aż 95 g - to najwięcej w całej Europie*. A ile wynosi bezpieczny dla zdrowia limit? Według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) cukier nie powinien stanowić więcej niż 5 proc. wszystkich przyswojonych w ciągu dnia kalorii albo, dla ułatwienia, nie powinno to być więcej niż 6 łyżeczek dziennie.

Przy standardowych 2 tys. kcal dziennie te 5 proc. to zaledwie 100 kcal. U dzieci, które mają przecież mniejsze zapotrzebowanie energetyczne, ta wartość powinna być jeszcze niższa. Tymczasem nie brakuje takich, które każdego dnia pochłaniają o wiele więcej cukru - nawet 68 łyżeczek, czyli 340 g! To tak, jakby w jeden dzień dziecko zjadło jedną trzecią standardowej, kilogramowej paczki cukru. 

Cukier w słonych potrawach? Oczywiście! Nie brakuje go w fast foodach, 'zdrowych' sokach i produktach leczniczych Cukier w słonych potrawach? Oczywiście! Nie brakuje go w fast foodach, 'zdrowych' sokach i produktach leczniczych Fot. Shutterstock.com

Przyczajony cukier, ukryta śmierć 

Jak to możliwe? Odpowiedź jest bardzo prosta i "krzyczy" do nas z każdego kąta pierwszego lepszego supermarketu, baru szybkiej obsługi czy półek przy kasach na stacjach benzynowych.

Bo cukier jest już niemal wszędzie - nie tylko w słodyczach, ale też w wielu gotowych daniach, we wszystkich wysoko przetworzonych produktach, pieczywie, napojach, "zdrowych" sokach i surówkach, sosach (keczup!), a nawet w środkach farmakologicznych (np. w preparatach witaminowych dla dzieci czy syropach i tabletkach na kaszel).

Cukier jest nie tylko wszechobecny. Jest go pełno. 330-mililitrowa puszka coli to aż 7 łyżeczek cukru (35 g), czyli już o dwie więcej niż dzienny, bezpieczny limit. A 245-gramowy kubek "dietetycznego" jogurtu o zerowej zawartości tłuszczu? Nawet 45 g (9 łyżeczek) to cukier, który dodaje się w większej ilości, by ukryć mdły smak odtłuszczonego jogurtu (tłuszcz jest nośnikiem smaku). Kawy z sieciówek powinny się nazywać raczej "cukrowymi napojami" - dla przykładu w dużym waniliowym frappucino z popularnej sieci kawiarni jest aż 12 łyżeczek "białej śmierci" (58 g). 

DOWIEDZ SIĘ WIĘCEJ >> Dziś cukier jest tak naprawdę we wszystkim? Dietetyk radzi jak wystrzegać się 'ukrytego cukru'

Przykłady produktów spożywczych pełnych cukru można mnożyć w nieskończoność. Jego zawartość można zresztą bardzo łatwo sprawdzić. Wystarczy spojrzeć na skład, który obowiązkowo znajduje się na każdym opakowaniu. Zwykle ilość cukru jest podawana w gramach, ale do większości bardziej przemawia liczba łyżeczek - jedna to około 5 g.

Skoro dzieci jedzą ich dziennie tak dużo, to nie może pozostać bez wpływu na ich zdrowie. I owszem - nadmiar cukru to dla organizmu prawdziwa tragedia, która może się skończyć przedwczesną i nagłą śmiercią oraz wieloma problemami zdrowotnymi.

Cukier gorszy niż kleszcze

A co z zachowaniem? Czy to prawda, że przez cukier dzieci są wręcz hiperaktywne i bardzo pobudzone? Nie brakuje rodziców czy nauczycieli, którzy twierdzą, że obserwują to na co dzień. Niedawno w polskim internecie duże zainteresowanie wzbudził post animatora i organizatora warsztatów survivalowo-przyrodniczych dla dzieci, który opisuje swoje spostrzeżenia na ten temat.

Mężczyzna twierdzi, że to nie kleszcze czy zła pogoda "rozwalają" mu wycieczki, tylko cukier. Dzieci dostają słodki prowiant od rodziców, a do tego kupują słodycze za kieszonkowe. W efekcie opychają się cukrem bez limitu. Rekordzistka w jednej z grup w ciągu trzygodzinnej wycieczki pochłonęła w sumie aż 340 g cukru. Co gorsza, według przewodnika dziewczynka "wcale mocno nie odstawała od reszty uczestników" pod względem przyswojonych słodkości. 

Dzieci plus cukier równa się "kompletny brak kontroli i hamulców"

Animator wyraźnie zaznacza, że cukier u dzieci "wywołuje silne pobudzenie" i nadmiar energii. - Im więcej cukru, tym bardziej dzieciaki są nakręcone - zauważa i dodaje: - Kompletnie nie kontrolują swojego zachowania, puszczają im wszystkie hamulce i zdarza się, że zachowują się niebezpiecznie dla siebie samych i dla otoczenia.

Jego słowa może potwierdzić niejedna nauczycielka w przedszkolu czy podstawówce i jeszcze więcej rodziców. A nauka?

Nadpobudliwość po cukrze? Nauka: nie ma czegoś takiego

Okazuje się, że nie istnieją żadne badania, które dowodziłyby teorii "cukrowej nadpobudliwości" u najmłodszych. Nie znaczy to jednak, że nikt nie podjął się jej sprawdzenia.

Już w 1982 roku zrobił to zespół naukowców z USA. Badacze zgromadzili grupę chłopców w wieku od 6 do 14 lat, na których bliscy skarżyli się, że "po cukrze" nieodpowiednio się zachowują. Każde z dzieci przez kilka dni dostawało glukozę, sacharozę (słodzik) albo placebo (wszystkie zamaskowane cytrynowym smakiem) w proporcjonalnie takiej samej dawce (1,75 g na kilogram masy ciała).

U dziewięciu z 21 badanych chłopców naukowcy stwierdzili zachowania, które "spełniają kryteria zaburzeń uwagi i nadaktywności" w ciągu trzech godzin po zjedzeniu cukru. Ogółem badacze uznali jednak, że cukier wpływa na zachowanie czy pamięć dzieci tylko w nieznacznym stopniu.

Nie brakuje też nowszych badań na ten temat. Najbardziej kompleksowa jest meta-analiza, która została opracowana w 1995 roku przez M. Wolraicha, D. Wilsona i W. White'a. Naukowcy przyjrzeli się wszystkim dotychczasowym badaniom na ten temat, zgromadzili bazę danych i poddali je własnej analizie.  

Z ich pracy wynikają dwa wnioski. Pierwszy to taki, że cukier nie wpływa na zachowanie czy procesy poznawcze u dzieci. Czyli nie sprawia, że są nadpobudliwe albo niegrzeczne (To samo stwierdzają badania innych specjalistów z 2007 roku). Drugi odnosi się do sposobu prowadzenia badań na ten temat, co wbrew pozorom jest istotne.

Okazuje się bowiem, że wszystkie wyglądają podobnie (zwykle to ślepy test z użyciem placebo, w którym ani dzieci ani ich rodzice nie wiedzą, czy uczestnik dostaje cukier, słodzik lub coś innego) i są przeprowadzane na niewielkich grupach ochotników (tylko jedna składała się z więcej niż 50 dzieci).

O ile same metody, obserwacje (polegające m.in. na przeprowadzaniu szeregu testów ruchowych, na pamięć itp.) czy plan eksperymentu nie muszą wzbudzać podejrzeń, bo są rzetelne i kompleksowe, to mała liczba uczestników już tak. Bo w rzeczywistości zostało pod tym kątem przebadanych góra kilka tysięcy dzieci.

Z badań przeprowadzonych przez D.W. Hoovera i R. Millicha wynika, że dzieci nie stają się niegrzeczne 'po cukrze' tylko przez zachowanie rodziców Z badań przeprowadzonych przez D.W. Hoovera i R. Millicha wynika, że dzieci nie stają się niegrzeczne 'po cukrze' tylko przez zachowanie rodziców Fot. Shutterstock.com

Naukowcy: to nie cukier jest winny, tylko... rodzice

Tymczasem rodzice większości z nich obserwują cukrowe szaleństwo u swoich pociech i ich kolegów. Jak to tłumaczyć? Można nie wierzyć w wyniki badań, tylko we własne obserwacje albo poczekać, aż jakiś ośrodek czy władze przeprowadzą wreszcie eksperyment zakrojony na szeroką skalę. 

Można też spojrzeć na ten problem z odwrotnej perspektywy. Tak zrobili D.W. Hoover i R. Millich. Badacze zgromadzili grupę 5-7-latków i ich matki. Tym pierwszym podali słodkie napoje do picia, a rodzicielki podzielili na dwie grupy. Jednej powiedzieli, że ich dziecko wypiło napój pełen cukru, a drugiej, że tylko ze słodzikiem.

Następnie kazali wszystkim matkom obserwować swoje dzieci, a sami wzięli się za analizę zachowania nieświadomych "podstępu" rodziców. Okazało się, że matki, które wierzyły, że ich dziecko wypiło napój z cukrem oceniały je jako bardziej nadpobudliwe i niegrzeczne, nawet kiedy w rzeczywistości nie dostało ani grama cukru.

To nie wszystko. Te same "oszukane" mamy, które sądziły, że ich dzieci są pod wpływem cukru, same z siebie stawały bliżej nich, częściej zwracały im uwagę, krytykowały je, strofowały i pilnowały. Ostatecznie więc naukowcy wysnuli ze swojego eksperymentu wniosek, że to nie cukier wpłynął na zachowanie dzieci, tylko ich własne matki.

Dzieci kochają słodycze, a rodzice im ich nie żałują. Wiele z nich je ich tak dużo, pojawiają się podejrzenia o uzależnienie od cukru Dzieci kochają słodycze, a rodzice im ich nie żałują. Wiele z nich je ich tak dużo, pojawiają się podejrzenia o uzależnienie od cukru Fot. Shutterstock.com

"Małe ćpunki" na cukrowym głodzie

Na razie więc nauka stoi raczej po stronie dzieci (i producentów słodyczy), co potwierdzają też badacze z jednego z najbardziej renomowanych uniwersytetów świata - Yale. Ale co z uzależniającymi właściwościami "białej śmierci"? 

Animator, który jest dość brutalny w opisie tego, jak zachowują się dzieci przyswajające nadmiar cukru, nie ma wątpliwości, że cukier uzależnia niczym najgorszy narkotyk. Do tego stopnia, że porównuje wręcz dzieci do "małych ćpunków".

Zgodnie z jego własnymi obserwacjami po około godzinie od zjedzenia słodyczy u dzieci pojawia się "zjazd", czyli spadek energii, apatia i rozdrażnienie. - Nasze małe ćpunki są na głodzie cukrowym, organizm chce kolejnego kopa - pisze nad wyraz obrazowo w swoim poście mężczyzna. Jak sobie z nim radzą? Jeśli są akurat w lesie czy innym miejscu, w którym nie mogą kupić słodyczy, rusza nieoficjalny handel. 

Na szczęście ktoś w grupie ma jeszcze paczkę żelkowych miśków i dzieciaki odkupują po kilka za złotówkę lub dwa, byle jeszcze przyćpać i jakoś doczołgać się do końca tego koszmaru, który im zgotowałem, zabierając do lasu.

Czy tak mocne słowa, które opisują zwyczaje i podejście dzieci do cukru, mają pokrycie w rzeczywistości? Znowu - nie ma badań, które jednoznacznie "raz i na zawsze" potwierdzałyby uzależniające właściwości cukru, choć w tym przypadku sytuacja wydaje się bardziej jednoznaczna.

Uzależnione od kokainy szczury wolały cukier, a kiedy przestały go dostawać stawały się agresywne Uzależnione od kokainy szczury wolały cukier, a kiedy przestały go dostawać stawały się agresywne Fot. Shutterstock.com

Kokaina? Dziękuję, wolę cukier

Jak w ogóle definiuje się uzależnienie? Według konkretnych kryteriów. Upraszczając, powszechnie znane "uzależniacze" jak nikotyna czy kokaina powodują uwalnianie dopaminy i pobudzenie tzw. ośrodka nagrody w mózgu - palacz po zaciągnięciu się papierosem czuje przyjemność i błogość. Dlatego powtarza tę czynność (by znów się tak poczuć), co prowadzi do uzależnienia.

Okazuje się, że jedzenie cukru pobudza te same obszary mózgu. I - podobnie jak alkohol czy inne narkotyki - ciągle chce się go więcej, jego regularne przyswajanie zwiększa tolerancję na słodycz, sprawia, że trudno mu się oprzeć nawet wtedy, kiedy jego "stosowaniu" towarzyszą negatywne skutki (głównie zdrowotne), wywołuje poczucie winy i trudno go "rzucić". 

Za tym, że cukier to substancja uzależniająca, przemawiają m.in. słynne w świecie nauki badania z 2009 roku na szczurach. W ich toku okazało się, że dla tych całkiem inteligentnych zwierząt "biała śmierć" jest bardziej kusząca niż klasyfikowana jako silnie uzależniający narkotyk kokaina.

Mając wybór, aż 94 proc. szczurów sięgało po cukier (w formie mocno posłodzonej wody), a nie kokainę, od której zostały wcześniej uzależnione przez badaczy. Kiedy naukowcy odcinali im dostęp do cukru, gryzonie stawały się agresywne i miały syndrom odstawienia.

Mimo to nadal nie znaleźli się eksperci ani władze czy instytucje o powszechnie uznawanym autorytecie, które ostatecznie przyznałyby: "tak, cukier to substancja silnie uzależniająca".

Cukrowa tajemnica, którą znał każdy (i nikt, oprócz jednej osoby, nie chciał się przyznać)

Dlaczego tak jest? Nie wiadomo, ale jeszcze w latach 70. XX wieku trudno było o specjalistę czy prominenta, który potwierdziłby oficjalnie, że cukier w ogóle jest szkodliwy. I to mimo tego, że liczba chorych na cukrzycę i serce, otyłych czy z próchnicą rosła w tym czasie (i wcześniej) już z roku na rok - razem ze spożyciem cukru.

Na wyjawienie prawdy zdobył się jeden naukowiec: John Yudkin z Uniwersytetu w Londynie. Na podstawie wieloletnich obserwacji, badań na zwierzętach i własnych studentach oraz eksperymentu na królikach lekarza Forresta Kendalla (podając im porównawczo dietę bogatą w tłuszcze albo cukier udowodnił, że przyczyną zmian miażdżycowych jest ten drugi) napisał książkę o tym, że cukier to słodki, ale niebezpieczny zabójca ("Pure, White and Deadly", czyli dosł. "Czysty, biały i śmiertelny").

To on jako pierwszy uparł się, by przekonać opinię publiczną, że nadmierne spożycie cukru ma bezpośredni związek z nadwagą, otyłością, cukrzycą, chorobami serca i układu krwionośnego czy próchnicą. Dziś wiemy o tym wszyscy, ale w latach 70. Yudkina nikt nie chciał słuchać.

Powód był prosty - stwierdzenie, że cukier jest niezdrowy nie leżało w interesie przemysłu cukrowniczego. A ten działał (i działa) bardzo prężnie - już po II wojnie światowej amerykański rynek został dosłownie zalany najróżniejszymi produktami z cukrem, które ludzie nad wyraz chętnie kupowali.

Tłuszcz w nadmiarze też szkodzi, ale cukier nie bez powodu jest określany mianem 'białej śmierci' Tłuszcz w nadmiarze też szkodzi, ale cukier nie bez powodu jest określany mianem 'białej śmierci' Fot. Shutterstock.com

Dobry (cukier), zły (tłuszcz) i brzydki (cholesterol)

Cukrownicy próbowali zrzucić winę za postępujące tycie ludzi i coraz większą liczbę przypadków chorób serca na cholesterol oraz tłuszcz. Skutecznie. Już w 1970 roku sponsorowany przez nich specjalista od żywienia Ancel Keyens opublikował wyniki swoich szeroko zakrojonych (prowadzonych na wszystkich siedmiu kontynentach) badań, zgodnie z którymi to właśnie tłuszcz i cholesterol odpowiadają za wzrost liczby zawałów serca.* 

Temat podchwycił m.in. renomowany magazyn "Time", który po ogłoszeniu tych rewelacji opublikował tekst o szkodliwości cholesterolu w jednym ze swoich numerów, a gwóźdź do trumny przybił "New York Times", w którym znalazło się miejsce na następujące stwierdzenie:

Teoria, że dieta bogata w cukier jest ważną przyczyną arteriosklerozy (miażdżycy - przyp.red.) i chorób serca, nie cieszy się powszechnym uznaniem specjalistów w tej dziedzinie. Najbardziej prawdopodobnym winowajcą jest tłuszcz i cholesterol.*

Jak w książce "Słodziutki. Biografia cukru" podkreślają jej autorzy, Dariusz Kortko i Judyta Watoła, nikt, kto w tamtym czasie próbował przekonywać o szkodliwości cukru, nie miał szans.

Richard Nixon wolał promować syrop glukozowo-fruktozowy zamiast głosić szkodliwość cukru, bo zależało mu na obniżeniu cen żywności i wygraniu wyborów prezydenckich po raz drugi. Efekt? Syrop jest dziś wszechobecny na całym świecie, a Nixon nie doczekał nawet końca pierwszej kadencji Richard Nixon wolał promować syrop glukozowo-fruktozowy zamiast głosić szkodliwość cukru, bo zależało mu na obniżeniu cen żywności i wygraniu wyborów prezydenckich po raz drugi. Efekt? Syrop jest dziś wszechobecny na całym świecie, a Nixon nie doczekał nawet końca pierwszej kadencji Fot. Materiały prasowe Białego Domu

Polityczny syrop glukozowo-fruktozowy

Zwłaszcza że próżno było liczyć na poparcie władz w tej kwestii. Ówczesny prezydent USA, Richard Nixon, tak bardzo chciał wygrać kolejne wybory, że - w dobie wahań cen żywności, które mogłyby zniechęcić do niego wyborców - zdecydował o wprowadzeniu na amerykański rynek o wiele tańszego w produkcji, a zarazem słodszego niż cukier syropu glukozowo-fruktozowego (Japończycy wynaleźli go w 1966 roku).

Syrop się przyjął, o zdrowie dosłownie obżerających się cukrem milionów nikt nie zadbał, a Nixon? Cóż. Ostatecznie nie tylko nie wygrał kolejnej kadencji, ale i sam - jako jedyny prezydent w historii USA  - ustąpił ze swojego stanowiska przed końcem pierwszej.

Nadmiar cukru w diecie szkodzi na zęby, sprzyja nadwadze i otyłości, prowadzi do cukrzycy typu 2, a także wywołuje choroby układu krążenia i zwiększa ryzyko nowotworów Nadmiar cukru w diecie szkodzi na zęby, sprzyja nadwadze i otyłości, prowadzi do cukrzycy typu 2, a także wywołuje choroby układu krążenia i zwiększa ryzyko nowotworów Fot. Shutterstock.com

"Biała śmierć", która niszczy wszystko na swojej drodze

To jednak już przeszłość. Dziś cukier ma fatalny PR i od co najmniej kilku lat jest powszechnie określany mianem "białej śmierci". Nie bez przyczyny. Jego nadmiar w diecie (a bardzo łatwo z nim przesadzić) bezpośrednio przyczynia się do poważnych chorób, które stanowią zagrożenie dla życia.

W starciu z cukrem pierwsze "obrywają" zęby. Dieta bogata w węglowodany (nie tylko sam cukier trzcinowy czy z buraków) w połączeniu z nieodpowiednią higieną osłabiają zęby (cukier obniża pH śliny, daje pożywkę szkodliwym bakteriom i w konsekwencji prowadzi do demineralizacji szkliwa), a stąd już prosta droga do próchnicy.

Następna jest nadwaga i jej (większa i groźniejsza) siostra - otyłość. Skąd się biorą nadprogramowe kilogramy u dzieci opychających się słodyczami, fast foodem, drożdżówkami i słodkimi napojami chyba nie trzeba tłumaczyć.

Nie do wszystkich jednak wciąż dociera, że nadmiar tkanki tłuszczowej to nie tylko kwestia wyglądu (ale i ten jest ważny, a kiedy mocno odbiega od normy nie ma co liczyć na wyrozumiałość rówieśników - będą bezwzględni w wyśmiewaniu tuszy, co może się, w najlepszym wypadku, skończyć kompleksami. W najgorszym - poważnymi zaburzeniami psychicznymi, w tym odżywiania). 

To prosta droga do rozwinięcia cukrzycy typu 2, która może być śmiertelna, ale też odwracalna, jak dowodzi ten eksperyment. Do tego dochodzą równie niebezpieczne dla zdrowia i życia choroby układu krążenia wywołane otyłością i pochłanianiem nadmiaru cukru. Przesadzanie z cukrem zwiększa też ryzyko wystąpienia nowotworów - zwłaszcza trzustki, która produkuje insulinę niezbędną do "zarządzania" glukozą w organizmie.

W uboższych krajach posypywanie ran cukrem, by szybciej się zagoiły, to sposób znany od dawna W uboższych krajach posypywanie ran cukrem, by szybciej się zagoiły, to sposób znany od dawna Fot. AG/Shutterstock.com

Słodki zabójca... do rany przyłóż

Czy w takim razie cukier w ogóle ma jakieś plusy? Sama glukoza jest oczywiście potrzebna do prawidłowego funkcjonowania - zwłaszcza mózgu. Jednak z cukrem zdecydowanie należy postępować ostrożnie i najlepiej nie przekraczać progu dziennego spożycia zalecanego przez WHO. 

Eksperci, którzy określili ten limit wiedzą zresztą, że ludziom trudno się powstrzymać przed jedzeniem słodkości. Dlatego sami ustalili, że ostateczną "granicą" powinno być 12 łyżeczek cukru na dzień, a więc aż dwa razy więcej niż wynosi optymalna norma.

Oprócz tego są specjaliści, którzy przekonują, że słodkie kryształki mogą się przysłużyć naszemu zdrowiu w inny sposób - jako "lek" na gojenie ran. Okazuje się, że cukier nie tylko znacząco przyspiesza ten proces, ale też ogranicza namnażanie bakterii w skaleczeniach.

CZYTAJ WIĘCEJ >> Posyp ranę cukrem, a szybciej się zagoi. To nie mit, tylko metoda praktykowana na całym świecie

Coś jeszcze? Przeciętnemu człowiekowi ta informacja niestety na niewiele zda się w praktyce, ale to dość interesująca ciekawostka. Otóż hodowla buraków cukrowych jest całkiem przyjazna środowisku - te warzywa wytwarzają podobno aż dwa razy więcej tlenu niż drzewa, a do tego "wyciągają z gleby" szkodliwe azotany*.

*** 

* Wszystkie cytaty i fragmenty artykułu oznaczone symbolem gwiazdki pochodzą z książki "Słodziutki. Biografia cukru" Dariusza Kortko i Judyty Watoły, wyd. Agora 2018.