Wam też nie spodobała się praca domowa z 'Pana Tadeusza'. 'Kretyńskie zadanie', 'Takich ludzi powinno się wywalać ze szkoły'

Niedawno w sieci pojawił się post rodzica, który oburzył się z powodu pracy domowej swojego dziecka. Uczeń podstawówki miał odpowiedzieć na 360 pytań z 'Pana Tadeusza'. Po publikacji naszego tekstu na forum Gazeta.pl oraz na Facebooku rozgorzała dyskusja. Przytaczamy wasze opinie.
Lekcja w szkole Lekcja w szkole Shutterstock

360 pytań z "Pana Tadeusza" dla uczniów podstawówki

O pracy domowej, którą polonistka zadała uczniom szkoły podstawowej, pisaliśmy w ubiegłym tygodniu (więcej na ten temat: Rodzice oburzeni pracą domową: 360 pytań z "Pana Tadeusza" w podstawówce. "Czy wypełnianie tego ma sens?"). Wszystko zaczęło się od posta rodzica, który podzielił się zadaniem domowym na swoim facebookowym profilu. Uczniowie mieli odpowiedzieć na 360 pytań dotyczących treści "Pana Tadeusza" - na każdą z 12 ksiąg przypadało 30 pytań. Były one bardzo szczegółowe, dotyczyły np. sporu o Kusego i Sokoła oraz tego, który pies okazał się lepszy.

Osoby, które skomentowały post, nie kryły zdziwienia i oburzenia takim zadaniem. Do dyskusji włączyła się też autorka arkuszy. Okazało się, że przygotowała je dla grup nauczycielskich, które uczy i nie spodziewała się, że zostaną one wykorzystane w taki sposób.

Praca domowa wzbudziła emocje również wśród was. Swoimi opiniami i spostrzeżeniami chętnie podzieliliście się w wątku "Pan Tadeusz - a propos prac domowych" na forum Gazeta.pl oraz pod postem na fanpage'u Gazeta.pl. Niżej przytaczamy niektóre z waszych wypowiedzi.

Dzieci na zajęciach szkolnych Dzieci na zajęciach szkolnych Shutterstock

"Zadanie kretyńskie", "Nauczyciel chyba upadł na głowę"

Większość z was uznała, że praca domowa jest bezsensowna. Przyznaliście, że rozumiecie konieczność sprawdzenia znajomości lektury, ale liczba pytań jest zdecydowanie przesadą.

Moja osobista opinia (zrównoważona) - nauczyciel zadający coś takiego, upadł chyba na głowę albo wstał lewą nogą. Tzn. rozumiem konieczność sprawdzenia przeczytania lektury (a nie np. ściągi/skrótu), jednak taka seria pytań spokojnie mogłaby być wykorzystana na konkursie z wiedzy o lekturze, a nie jako praca domowa z jednego z kilkunastu przedmiotów i jednej z kilkunastu lektur obowiązkowych. Sam co prawda czytałem "Pana Tadeusza" dawno temu i pewnie na część bardzo szczegółowych pytań bym nie odpowiedział (do ulubionych zagadek zawsze należało pytanie "jak miał na imię Wojski?"), ale z kolei ze względu na umiejętność szybkiego czytania byłoby to dla mnie zadanie na godzinę lub dwie. Dla przeciętnego ucznia to zapewne pół dnia spędzonego z pytaniami w jednej i księgą w drugiej ręce...

- brzmiała jedna z opinii.

Tu nie chodzi nawet o to, czy takie pytanie są celowe czy nie. Ale o to, że było ich 360. Trzysta sześćdziesiąt. Licząc minutę na jedno pytanie (na pewno więcej, bo trzeba czasem sięgnąć do książki i przypomnieć sobie), to daje 360 minut, czyli sześć godzin. Współczuję dzieciom nauczycielki

- skomentowała inna osoba.

Niektórzy wypowiadali się jednak ostrzej:

(...) Zadanie kretyńskie.
To są ludzie, których powinno się wywalać ze szkoły. Mickiewicz wykonał całkiem solidną pracę w terenie, przygotował się, również czytając literaturę, a potem jedna z drugą psuje efekt, niszcząc sens tej pracy. Po przeczytaniu książki uczeń powinien znać całe bogactwo Polski szlacheckiej, a co najmniej wiedzieć, jaką funkcję sprawował wojski czy podkomorzy, obawiam się, że nauczycielka tego nie wie albo lekceważy.
Kolejny dowód na to, że wykształcenie może zdobyć KAŻDY idiota.
Czy szkoła zabija w uczniach kreatywność? Czy szkoła zabija w uczniach kreatywność? Shutterstock

"Nie jest to sposób na zachęcenie dzieci do czytania"

Część z was zwróciła też uwagę, że takie zadanie i podejście do lektury może zabić w uczniach pasję do czytania, a ponadto nie uczy samodzielnego, kreatywnego myślenia. I że nie zawsze tego typu zadanie może zostać poprawnie ocenione.

Niestety, część polonistów nadal sprawdza przeczytanie lektury poprzez testy, gdzie zadawane są podobne pytania. Wystarczy, że wśród 20 pytań będzie kilka o jakieś drobiazgi i dziecko, które czytało lekturę, a akurat tego nie zapamiętało, dostaje słabą ocenę, często z komentarzem, że nie przeczytało. Na pewno nie jest to sposób na zachęcenie dzieci do czytania.
Idiotyzm. To nie jest test na zrozumienie treści, tylko na wyłapywanie szczegółów. Cudowny sposób na odwrócenie uwagi od rzeczy istotnych i na zniechęcenie do samodzielnego myślenia, wyciągania wniosków. Ale tak to się u nas lektury omawia - jest szablonik, wszyscy mamy zinterpretować dzieło według tego samego schematu, nawet jeśli ta interpretacja jest kompletnie niedorzeczna.
To głupie i bezcelowe. Kolejny przykład na to, że szkoła uczy odpowiedzi na durne pytania, ale nie uczy myślenia. To są działania, które nie mają żadnej wartości, żadnego celu, tak samo jak 99 procent prac domowych, które ja wykonywałem w swojej szkole. Poza tym uczeń ma po prostu biernie wykonywać zadania domowe, nie zastanawiając się nawet, czemu one służą i czy w ogóle czemuś. Dyskusja z nauczycielem również jest bezcelowa, bo w 90 procentach przypadków niczego nie zmieni, a jeszcze może zaszkodzić. I później, w życiu publicznym mamy to, co mamy (...).

Zobacz też: Nauczycielka z 30-letnim stażem: Role się odwróciły. Teraz to nauczyciel ma spuszczoną głowę, a rodzic na niego krzyczy

"Mnie w podstawówce pytali, z czego kolczyki miała Zosia na zaręczynach"

Niektórzy z was postanowili podzielić się własnymi wspomnieniami ze szkoły. Przytaczaliście pytania, które nauczyciele zadawali wam, aby sprawdzić waszą wiedzę. Musimy przyznać, że bywały one dość oryginalne.

Mnie w podstawówce nauczycielka pytała, z czego kolczyki miała Zosia na swoich zaręczynach.
A mnie na maturze, jaki numer rękawiczki nosiła Izabela Łęcka.
Miałam takiego polonistę, do dziś pamiętam pytania, które wylosowałam i to, że dostałam jedną z najlepszych ocen w mojej klasie, czyli trójkę plus. Pierwsze pytanie brzmiało "jakie drzewa rosły w litewskich lasach?". Wydawało się proste, więc udając, że szukam w pamięci i sobie powoli przypominam, zaczęłam z namysłem wymieniać: dęby, brzozy, sosny... Na co polonista mi przerwał: "Nenia, nie kombinuj, nie kombinuj, chodzi o czeremchę". Potem na podobnej zasadzie było o kwiatkach w wianku Zosi. (...)
Klasa w jednej z polskich szkół Klasa w jednej z polskich szkół Fot. Tomasz Pietrzyk / Agencja Gazeta

"Nie pozwalacie wykazać się dzieciom"

Pojawiło się też kilka komentarzy w kontrze do oburzonych osób. Ich autorzy uważają, że rodzice odbierają dzieciom szansę na wykazanie się, krytykując tego typu prace domowe. Inna osoba stwierdziła z kolei, że teraz narzeka się na wszystko, co związane ze szkołą i nauką.

Ja w szkole podstawowej pisałam streszczenie z każdej księgi i jakoś przeżyłam. Czemu dzisiejsi rodzice tak bardzo wątpią w możliwość intelektualne swoich dzieci? Więcej wiary, wasze dzieci naprawdę wiele potrafią, a wy nie pozwalacie im się wykazać.
Po co dzieci chodzą do szkoły, bo czytanie lektur jest złe, odrabianie zadań domowych nie jest potrzebne, chodzą w celach towarzyskich? Chyba też nie, bo do szczęścia potrzebny im jest internet.
Ja nie współczuję, bo takie pytania i w takiej liczbie miałam ponad 30 lat temu. To są pytania, czy dzieci przeczytały lekturę, a nie streszczenie w internecie.
Sala lekcyjna Sala lekcyjna Fot. Tomasz Fritz / Agencja Gazeta

To nie pierwsza praca domowa, która wzbudza emocje

Opisana przez nas praca domowa dotycząca treści "Pana Tadeusza" nie jest pierwszą, przy okazji której rozpętała się dyskusja na temat współczesnego sposobu nauczania w szkołach. Wcześniej pisaliśmy m.in. o chłopcu, który zamiast opisać poszczególne pasy rzeźb terenu Polski, narysował je na mapie i dostał za to zero punktów, o uczennicy, która dostała niską ocenę, bo umiała za dużo oraz o uczniu, który chciał popisać się wyobraźnią i dostał uwagę.

W każdej z tych sytuacji przewijał się wątek kreatywności, którą "szkoła zabija", a także powielania schematów i nauki według klucza, co z kolei prowadzi do braku samodzielnego myślenia wśród uczniów. Również w przypadku tej pracy domowej część z was zwróciła uwagę na schematyczne myślenie i rozwiązywanie zadań według szablonów. 

W tym miejscu warto wspomnieć o facebookowym profilu Budzącej się szkoły. Jest to program realizowany przez niektóre polskie szkoły, którego celem jest propagowanie kultury uczenia się opartej na rozwoju potencjału uczniów, nauczycieli i szkół. Szkoła - zdaniem pomysłodawców programu - powinna odchodzić od kultury pouczania i nauczania, a zacząć tworzyć kulturę uczenia się. To szkoła, w której uczniowie nie są prowadzeni za rękę, tylko przejmują odpowiedzialność za własną naukę.

Na fanpage'u programu pojawił się m.in. wpis o tym, "jak zarzynać literaturę i zniechęcać uczniów do czytania". Chodziło właśnie o formułowanie testów z lektur i zadawanie takich pytań, jak te o kolor rękawiczek Łęckiej. 

Więcej o: