'Dziecko w poniedziałek ma 10 lekcji'. Ustawowy czas pracy to 8 godzin. Jak wygląda podstawówka po reformie? [SPRAWDZAMY]

- Trzeba upchnąć na powrót VII i VIII klasę w budynku szkoły. Jest taki Meksyk, że głowa mała. Nie ma gdzie zaparkować przed szkołą, nie ma jak odprowadzić pierwszaka na świetlicę. Tłok o każdej porze dnia - mówi mama z Rzeszowa. Jak sobie radzą szkoły podstawowe z brakiem warunków lokalowych po reformie edukacji?
Szkoła Szkoła Fot. Rafał Michałowski / Agencja Gazeta

"Wiązanie butów z pewnością opanują śpiewająco"

Szkoły podstawowe - do niedawna lokalowo dostosowane dla sześciu roczników klas - w tym roku szkolnym muszą pomieścić, po likwidacji gimnazjów, osiem roczników. Te, które przeniosły VII i VIII klasy do budynków wygasających gimnazjów pracują normalnie, ale budynki szkolne, które przygarnęły VII i VIII-klasistów mają mniej komfortowe warunki - zrobiło się bardzo ciasno.

Problem przepełnionych i ciasnych podstawówek dotyczy najczęściej dużych miast, bo to w nich rodzi się i mieszka najwięcej dzieci. Dyrektorzy wielkomiejskich podstawówek musieli wprowadzić zmianowy system nauki, a szkoły zaadoptowały na klasy każdą przestrzeń. Lekcje odbywają się w pokoju nauczycielskim, w bibliotece, na świetlicy, a nawet w sąsiadujących ze szkołą budynkach - jak dzieje się np. w Warszawie w Miasteczku Wilanów.

Wilanów to duża warszawska dzielnica zamieszkiwana przede wszystkim przez rodziny z małymi dziećmi. Do dyspozycji mieszkańców części dzielnicy, słynnego już Miasteczka Wilanów, jest tylko jedna publiczna szkoła podstawowa. Nie licząc szkół prywatnych, które na Wilanowie powstają jak grzyby po deszczu. W planach jest rozbudowa publicznej podstawówki, ale do tego czasu uczniowie muszą się pomieścić w jednym budynku, który  - choć nowoczesny, przestronny, piękny jak z amerykańskich filmów - nie jest w stanie zmieścić wszystkich uczniów.

- Złożyłam podanie córki o przyjęcie do pierwszej klasy szkoły przy Ledóchowskiej, ale sąsiedzi mówili, że jest ponad 500 podań, a miejsc w szkole 300. Finalnie zdecydowaliśmy się na bardziej kameralną szkołę dla córki, ale już prywatną. Za wygodę płacimy ponad 2 tys. miesięcznie - opowiada mama pierwszoklasistki z miasteczka Wilanów.

Rodzice z Wilanowa często i chętnie udzielają się w sieci. Stworzyli profil na Facebooku Stowarzyszenie Mieszkańców Miasteczka Wilanów. Napisali tam, że ponieważ nie udało się zdążyć na 1 września z nowym budynkiem szkoły przy Ledóchowskiej, klasy I-III będą wychodzić na lekcje do pobliskiego hotelu, szkoły niemieckiej oraz prywatnego liceum Akademeia.

- Będą miały z pewnością co opowiadać kolegom z podwórka. Dzieci każdego dnia będą kilka razy podróżować pomiędzy szkołą a tymi placówkami, bo przyjście i wyjście ze szkoły, zabawa na świeżym powietrzu oraz posiłki będą się odbywać na terenie macierzystej placówki. Nie wiemy jak z realizacją programu, ale wiązanie butów dzieci z pewnością opanują śpiewająco - czytamy w poście na profilu Stowarzyszenia.

Mama drugoklasisty uczącego się w wilanowskiej podstawówce ma nadzieję, że w październiku dzieci wrócą uczyć się do budynku swojej szkoły: - To prawda. Są klasy, które uczą się w salach hotelu i w klasach wynajętych od niemieckiej szkoły. To z powodu nie oddania dodatkowego skrzydła w terminie. Podobno od października ma być lepiej, ale zmianowość zostanie.

Agnieszka jest mamą czwartoklasistki, mieszkają na warszawskim Bemowie. Jej 10-letnia córka w tym roku uczy się w systemie zmianowym: - Córka rozpoczęła naukę w czwartej klasie. I już wiem, że łatwo nie będzie - lekcje ma na drugą zmianę. Jednego dnia zaczyna przed 14, kończy po 17 - nie wiem, jak to się ma do założeń MEN-u, aby przedmioty wymagające myślenia były rano. Za sobą mamy dopiero trzy dni nauki, a widzę jak bardzo męczy ją taki plan. Wstać musi rano, o 6.30, bo my wychodzimy do pracy i po 7 godzinach na świetlicy dopiero rozpoczyna zajęcia. 

Agnieszka dodaje: - Cóż z tego, że to szkoła, do której jeszcze ja chodziłam, a więc tworzona w czasach ośmioklasowych podstawówek, skoro klas jednego rocznika jest po osiem, a nawet dziesięć? Kiedy moja córka rozpoczynała edukację, klas pierwszych było jedenaście. W tym roku szkoła zmuszona była poprzenosić niektóre gabinety. Wiem, że gdzieś zniknął gabinet logopedy i przeniesiony pokój nauczycielski - w jego miejsce stworzona została pracownia językowa. W piwnicy utworzono dodatkowe pomieszczenia, gdzie również mają odbywać się zajęcia - opowiada mieszkanka warszawskiego Bemowa.

Lekcja Lekcja Fot. Tomasz Stańczak / Agencja Gazeta

"W poniedziałek ma 10 (słownie: dziesięć) lekcji"

Kiedy na naszym facebookowym profilu zapytaliśmy rodziców o tegoroczny plany zajęć ich dzieci, pojawiły się różne komentarze. Wielu z rodziców ubolewa nad tym, że dzieci nie zaczynają zajęć codziennie rano, tylko różnie: raz idą na rano, a raz zaczynają nawet o 14. Cytujemy wybrane komentarze rodziców uczniów podstawówek:

Mama z Ostrowa Wielkopolskiego: - W tym roku starsza córka zaczęła IV klasę, jednego dnia lekcje ma od 11.40 do 17.05, na drugi dzień na 8 rano. Młodsza jest w I klasie, ma lepszy plan lekcji, cały tydzień chodzi na 8 rano.

Czytelniczka z Bytomia: - Moja siostra uczęszcza do VII klasy, która z braku miejsc w budynku podstawówki, chodzi do budynku gimnazjum. Podstawówka siostry była niedawno remontowana, ale mają zamiar ją zamknąć i przenieść właśnie do tego budynku gimnazjum. Nadal nie wiadomo co z filią przedszkola, które jak na razie znajduje się w szkole przeznaczonej do zamknięcia. Siostra  ma po 7-8 lekcji na dzień. Moja córka uczy się w innej szkole (znajdującej się w innej dzielnicy). Szkoła córki to akurat przestronny budynek, brak problemu z salami, mimo że u córki w roczniku jest 5 klas pierwszych, klas czwartych jest 6.

Mama z Rzeszowa: - Mam dwoje dzieci. Pierwsza klasa: poniedziałek, wtorek zajęcia od 12.45 do 16.10, środa - piątek od 8 do 12.30. Drugie dziecko jest w trzeciej klasie, również uczy się w systemie zmianowym. Poniedziałek, wtorek od 8.00 do 12.45, środa od 12.45 do 16.10, czwartek i piątek od 10.30 do 15.20. W szkole dzieci świetlica w tym roku została zaadaptowana na salę lekcyjną. W szkole 500 dusz. Z 8-klasowej szkoły zrobili szkołę 6-klasową + przedszkole. Teraz przedszkole zostało, a trzeba upchnąć na powrót VII i VIII klasę. Jest taki Meksyk, że głowa mała. Nie ma gdzie zaparkować przed szkołą, nie ma jak odprowadzić pierwszaka na świetlicę. Tłok o każdej porze dnia.

Konrad Kołodziejski, redaktor i publicysta w tygodniku "W Sieci" i na portalu "WPolityce.pl" po rozpoczęciu roku szkolnego na swoim profilu na Twitterze poinformował, że jego dziecko ma jednego dnia aż dziesięć godzin lekcyjnych. Oburzony dziennikarz napisał:

- Moje dziecko (VI klasa) dostało plan lekcji. W poniedziałek ma 10 (słownie: dziesięć) lekcji. Za moich czasów maksimum to było siedem lekcji. Ustawowy czas pracy wynosi osiem godzin. Od dzieci wymaga się jednak więcej. Ktoś chyba oszalał


Minister edukacji Anna Zalewska Minister edukacji Anna Zalewska Fot. Kornelia Glowacka-Wolf / Agencja Gazeta

A mogło być gorzej...

W roku szkolnym 2018/2019 miało nadejść wiele zmian. Jeszcze pod koniec wakacji ministerstwo edukacji proponowało, aby wszystkie przerwy trwały minimum 10 minut, a obiadowa nawet 40 minut. Pomysł ten został skrytykowany przez dyrektorów szkół, a także przez rodziców.

- Widać, że te przepisy powstały w zaciszu urzędniczych murów. Są zupełnie oderwane od realiów polskich szkół - mówiła w rozmowie z oko.press Dorota Łoboda z ruchu Rodzice Przeciwko Reformie Edukacji.

Pomysły Ministerstwa Edukacji Narodowej zostały więc zmodyfikowane po konsultacjach z samorządowcami. Zniesiono obowiązek, by każda przerwa między lekcjami trwała minimum 10 minut. Uznano że to tylko pogłębi zmianowość. Zrezygnowano także z planu, by o długości przerw decydowali uczniowie i rada rodziców.

Kolejnym niewykonalnym planem okazał się pomysł, aby zajęcia wymagające intensywnego wysiłku umysłowego umieszczano w planie zajęć nie później niż w szóstej godzinie zajęć danego dnia. W praktyce, przy układaniu planów lekcji dla szkół podstawowych na rok szkolny 2018/2019 okazało się to niemożliwe.

Czytaj więcej w tekście: Zmiany w polskiej szkole - z wielu planów MEN musiał zrezygnować. W życie wchodzi m.in. rejestr wyjść uczniów i monitoring szkół

Chcesz wziąć udział w dyskusji? Podzielić się z nami swoją opinią lub historią? Napisz do nas: edziecko@agora.pl. Najciekawsze listy publikujemy w serwisie, a ich autorów nagradzamy książkami.

Powinno cię również zainteresować: