Plecaki wreszcie mają być lekkie - dzieci zostawią książki w szkole. Matka: Niby jak? W domu codziennie trzeba czytać

MEN od września wprowadza kilka zmian w polskiej szkole. Wśród nich jest zapewnienie każdemu uczniowi miejsca na podręczniki, by nie musiał ich dźwigać do domu. Matka dwóch córek: - Problemem nie jest brak szafek, lecz ogrom prac zadawanych do domu.
Jakie zmiany czekają nas od września? Jakie zmiany czekają nas od września? istockphoto

Szafka, półka, wspólna komoda, plastikowe pudło - miejsce na książki ucznia w szkole musi być!

Wraz z nowym rokiem szkolnym nauczycieli i uczniów czeka kilka zmian, które wprowadziło Ministerstwo Edukacji Narodowej. Jedną z nich jest zapewnienie uczniom miejsca, w którym będą przechowywać podręczniki i pomoce dydaktyczne.

Jak czytamy w uzasadnieniu do rozporządzenia: "jednoznacznie określono obowiązek dyrektora szkoły w zakresie zapewnienia uczniom miejsca na pozostawienie podręczników i przyborów szkolnych. Szkoły będą miały czas na przygotowanie się do zmian do 1 marca 2019 roku.

W sieci pod artykułami na temat nowego rozporządzenia MEN-u rozgorzała dyskusja na temat tego, kto miałby sfinansować szafkę dla każdego ucznia i skąd szkoły wezmą tyle miejsca, aby każdy z uczniów miał swoją osobistą szafkę. Pisaliśmy o tym w tekście: Zmiany w polskiej szkole - z wielu planów MEN musiał zrezygnować. W życie wchodzi m.in. rejestr wyjść uczniów i monitoring szkół

W rozporządzeniu MEN-u nie jest jednak napisane, że chodzi konkretnie o szafki. Dyrektor ma zapewnić miejsce, w którym uczeń może zostawić swoje podręczniki i przybory szkolne. Zatem wystarczy, że w salach lekcyjnych będzie jedna szafka dostępna dla całej klasy, która opiekuje się daną salą.

Wyprawka do szkoły 2018 spędza ci z sen z powiek? Przygotuj listę zakupów i będzie z górki! Wyprawka do szkoły 2018 spędza ci z sen z powiek? Przygotuj listę zakupów i będzie z górki! fot. Shutterstock

"Sami kupowaliśmy pudełka na przybory dla dzieci"

Temat pozostawiania w szkołach podręczników po to, aby odciążyć uczniów od noszenia przeładowanych tornistrów, powraca w polskiej szkole od dawna.

Ogólnopolska kampania informacyjno-edukacyjna "Lekki Tornister" od 17 lat promuje profilaktykę wad postawy wśród najmłodszych. Dzięki akcji "Lekki Tornister" kilkadziesiąt polskich szkół otrzymało szafki dla uczniów, a w program kampanii zaangażowanych jest prawie 800 podstawówek. Wiele szkół od lat - nie tylko z inicjatywy kampanii, lecz także za sprawą dyrektorów szkół - dysponuje szafkami lub półkami na podręczniki uczniów w klasach.

"Sami kupowaliśmy pudełka na przybory dla dzieci"

Do tej pory szkoła albo z własnych środków zapewniała szafki dla uczniów w szatniach i półki w klasach, albo z pomocą finansową rodziców dyrekcja organizowała miejsce na podręczniki uczniów. Mimo że szkoła nie ma prawa żądać od rodziców sfinansowania wyposażenia placówki w niezbędne meble i sprzęt, to rodzice często dobrowolnie pomagali dyrektorom szkół.

- Jako klasa ze składki na fundusz klasowy skompletowaliśmy tzw. wyprawkę wspólną, tj.: farby, ryzy papieru, mokre chusteczki, teczki i takie stojące segregatory, duże pudła plastikowe, w których dzieci trzymają swoje rzeczy w sali - opowiadała nam w zeszłym roku szkolnym Magdalena, wówczas mama pierwszoklasisty z warszawskiej wilanowskiej podstawówki w tekście: Zaczęło się od kleju. A jest tego więcej. Szkoły wymuszają od rodziców wiele opłat. Część nielegalnie

W lutym tego roku minister edukacji Anna Zalewska na spotkaniu z samorządowcami z Chełma przekonywała, że problem ciężkich tornistrów już niebawem nie będzie dotyczył polskich uczniów. Zdaniem minister 98 proc. samorządów już doprowadziło do sytuacji, w której szafki w szkołach są. A jeśli nie ma szafek, to szkoła powinna zorganizować jakiekolwiek miejsce, w którym uczniowie będą mogli zostawić przybory czy podręczniki.

Ale zdaniem rodziców to nie w szafkach czy ich braku leży problem.

Ile ważą plecaki polskich uczniów? Ile ważą plecaki polskich uczniów? Grafika: Marta Kondrusik, fot: archiwum prywatne MS

"Co z tego, że są szafki, skoro córki i tak noszą wszystkie książki do domu?"

Kiedy zapytaliśmy na profilu serwisu Edziecko na Facebooku rodziców z różnych polskich miast i miejscowości o to, czy szkoły ich dzieci już dysponują szafkami/półkami dla uczniów, potwierdzali w komentarzach, że dzieci często już teraz mają zapewnione miejsce w szkole na swoje podręczniki. Chociaż zdarzały się też komentarze w stylu: "Szkoła podstawowa w Pabianicach. Wszystkie podręczniki dzieci noszą codziennie do szkoły".

Mama ze Szczecina opisała, jak do tej pory szkoła podstawowa jej dziecka radziła sobie z tematem szafek na książki dla uczniów:

"W poprzednim roku szkolnym to rodzice danej klasy decydowali, czy chcą, czy nie chcą, żeby dzieci miały szafki. Jeśli rodzice chcieli, płacili za szafkę dla swojego dziecka. Na koniec edukacji szafka zostanie w szkole, rodzic nie może jej odsprzedać innemu dziecku. W planach jest, aby szafki przejmował wychowawca dla kolejnej swojej klasy. Dzieci trzymały w szafce książki i zeszyty, przybory szkolne, plastyczne, napoje. Jak było coś zadane, syn (kl. IV) brał odpowiednie książki i ćwiczeniówki do domu" - czytamy w komentarzy szczecinianki.

Katarzyna z Warszawy jest mamą dwóch córek uczących się w państwowej podstawówce na Sadybie. Starsza wybiera się do VII klasy, młodsza do III. Według niej problemem polskich szkół nie jest brak miejsca na podręczniki, lecz ogrom prac domowych zadawanych do domu.

"Starsza córka ruszyła do szkoły sześć lat temu. Od pierwszej klasy ma swoją szafkę w szatni i półkę na książki w klasie. Córki od początku szkoły są nauczone, aby pamiętać, żeby  rano zabrać ze sobą kluczyk do szafki, inaczej nie dostaną się do swoich rzeczy. Dla nas akurat brak szafek w szkole nie jest żadnym problemem. Wielkim problemem jest za to ogrom prac domowych. Co z tego, że szkoła zapewnia naprawdę dużo miejsca do trzymania podręczników, skoro córki i tak noszą ze sobą codziennie wszystkie ćwiczeniówki i podręczniki, bo muszą odrobić prace domowe, przygotować się do sprawdzianu?" - opowiada matka dzieci w wieku szkolnym z Warszawy.

Wtóruje jej mama z mniejszego miasta w woj. wielkopolskim:

"W szafce są kartki do rysowania, plastelina, farby, pędzle, bloki - resztę dzieci muszą nosić do domu. A w czym mają odrabiać lekcje, jak nie w ćwiczeniach? Jak mają zostawić w szkole podręczniki, jeśli codziennie czytać trzeba? - zastanawia się mama dziecka z pniewskiej podstawówki".

A jak radzą sobie z problemem ciężkich tornistrów szkoły prywatne?

Prywatne szkoły z założenia zapewniają swoim uczniom szafki. Mama uczennicy prywatnej szkoły z warszawskiego Wilanowa nie wie jeszcze, co to ciężki plecak córki.

 - Wszystkie podręczniki i przybory szkolne zaniosłam z córką do szkoły w dniu rozpoczęcia roku szkolnego. Ani razu podczas roku szkolnego nie było potrzeby, aby córka musiała przynosić podręczniki czy ćwiczeniówki do domu. Początkowo córka - ponieważ bardzo chciała - nosiła w plecaku piórnik, jakiś zeszyt, ale potem nawet i to zostawiała w szafce.

W naszej szkole, przynajmniej w początkowych latach edukacji, nie ma prac domowych, m.in dlatego, że dzieci są w szkole do 17.00, tam odrabiają po godzinach lekcyjnych prace domowe. Obowiązkiem rodziców jest jednak wspólne czytanie z dzieckiem, codziennie po 20 minut. Ale to może być ulubiona książka dziecka, nie musi to być podręcznik. Podejrzewam, że w kolejnych latach, kiedy dojdzie biologia, fizyka, chemia, geografia, córka będzie musiała przynieść podręcznik do domu, aby się np. przygotować do sprawdzianu - mówi nam mama wzorowej uczennicy drugiej klasy. 

"Przed sprawdzianem zapominała, że trzeba przynieść książkę do domu. Ale w końcu nauczyła się, jak dbać o swoje sprawy"

Joanna ma dwoje dzieci w polsko-angielskiej prywatnej szkole w Warszawie. Jej starsza córka wybiera się w tym roku do VI klasy. Czy uczennica prywatnej szkoły dźwigała ciężkie podręczniki do domu?

- Owszem, dźwigała, bo nosiła do szkoły mnóstwo zbędnych rzeczy: niepotrzebne książki, segregatory, dwa piórniki, jakieś gadżety. Córka ma jedną podpisaną swoim imieniem szafkę w klasie, drugą w szatni. Miejsca na trzymanie swoich rzeczy ma naprawdę sporo. W klasie trzyma podręczniki, w szatni ubrania. Córka w tym roku będzie chodziła do VI klasy. W V klasie mieli naprawdę sporo podręczników. Np. do angielskiego to nie jest tylko jedna książka, tylko jeszcze kilka ćwiczeniówek. Tak samo do matematyki: podręcznik plus zeszyt ćwiczeń. Gdyby córka musiała nosić wszystkie książki, myślę, że plecak ważyłby dużo. W szkole córki prace domowe są tak zorganizowanie, że dzieci zostają po lekcjach na świetlicy i tam z pomocą pań świetliczanek odrabiają prace domowe - tłumaczy mama dziewczynki.

I dodaje:

- Ale wiadomo, nie wszystko zrobią na świetlicy. Często dzieci muszą zabrać ze sobą do domu jakąś ćwiczeniówkę. Przed sprawdzianami też muszą przynieść podręcznik do domu, żeby przypomnieć sobie materiał. Wiele razy córka zapominała, które książki i ćwiczeniówki zabrać, a które zostawić w szafce. Był chaos. Chciała coś zrobić w domu, ale okazywało się, że zapomniała przynieść ze szkoły zeszyt ćwiczeń. Ja się nawet wtedy cieszyłam, bo wiedziałam, że dzięki temu ona wreszcie nauczy się panować nad swoimi sprawami, zrozumie, że trzeba być uważną, myśleć o tym, co musi zrobić, jakoś z sensem organizować swoje obowiązki, nikt inny tego za nią nie zrobi. Ale dziewczyny są sprytne. Jak jedna zapomniała ćwiczeniówki do domu, to koleżanka wysyłała jej zdjęcie strony z ćwiczeniówki, ona to sobie drukowała, odrabiała pracę i oddawała na czas - opowiada o sposobach radzenia sobie z pozostawionymi w szafkach książkami matka VI-klasistki.

Tomasz, licealista z Kielc, od początki swojej edukacji uczęszcza do państwowych szkół. I odkąd pamięta, zawsze miał swoją szafkę w szkole, jak w amerykańskim filmie.

- Szafki to dobre rozwiązanie. Teraz jestem w liceum, ale swoją półkę miałem też w podstawówce i gimnazjum, w liceum też oczywiście mam. Na pewno mniej dźwigania. Oczywiście, że muszę pamiętać, które książki będą potrzebne do zabrania do domu, żeby się przygotować do sprawdzianu czy odrobić zadanie, a które mogą zostać w szafce. Po prostu przed wyjściem ze szkoły trzeba się skupić, sprawdzić co jest zadane i zabrać, co potrzebne. To kwestia dobrej organizacji - opowiada nam młody człowiek z gór Świętokrzyskich. 

Od tego roku szkolnego wszystkie szkoły w Polsce muszą wygospodarować w budynku szkolnym miejsce na podręczniki i przybory szkolne uczniów. To bardzo ważne. Od lat polscy uczniowie narzekają - a wraz z nimi ich rodzice - że muszą dźwigać na plecach o wiele za dużo kilogramów. A jak wiadomo, nie wszyscy uczniowie mają szkołę pod nosem.

Szkolne tornistry nie powinny ważyć więcej niż 10 proc. masy ciała ucznia - tak zaleca państwowy inspektor sanitarny. To teoria, w praktyce plecaki są cięższe. Zważyliśmy kilka plecaków uczniów różnych klas i poprosiliśmy lekarza o komentarz. Co powiedział?
Więcej w tekście: Polscy uczniowie przygnieceni ciężarem tornistra? Ważymy plecaki, lekarz komentuje. Nie jest dobrze

Chcesz się podzielić swoją opinią na temat polskiej szkoły? Pisz: edziecko@agora.pl. Najciekawsze listy opublikujemy i nagrodzimy książkami.

Więcej o:
Komentarze (51)
Plecaki wreszcie mają być lekkie - dzieci zostawią książki w szkole. Matka: Niby jak? W domu codziennie trzeba czytać
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • anty_jar

    Oceniono 18 razy 18

    Rozwiązanie jest bardzo proste. Książka / podręcznik leży w domu i nikt go nie nosi do szkoły.
    ALE.
    - Nauczyciel musiał by być przygotowany do lekcji. Jak jest, to podręcznik nie jest mu do niczego potrzebny.
    - Program musiał by być tak skonstruowany, aby podręczniki służyły do pogłębiania wiedzy i wsparcia przy ewentualnych pracach domowych.

    Lekcja w stylu "Otwórzcie książki na stronie ... i przeczytajcie ..." - to nie jest lekcja, tyle to można bez chodzenia do szkoły.

  • cezar85

    Oceniono 20 razy 12

    wszystko co mają wiedzieć, dzieci dowiedzą się na religii

    głosuj na pis i ksiądz nie jest pedofilem, tylko kocha cię bardziej niż rodzice

  • ziggybum

    Oceniono 11 razy 11

    Może nareszcie sprawa trafi do móżdżków zwolenników prac domowych. Dziecko ma odrabiać prace w szkole i mieć w niej czas na naukę - choćby musiało tam sepędzić dodatkową godzinę -dwie. Natomiadt w domu - czytanie lektur (które rzadko trzeba nosić), sporadyczna nauka z przyniesionego podręcznika/zeszytu (przed np. Większym sprawdzianem) i przede wszystkim - nauka życia - pomoc w domu, hobby, nauka zagadnień poza szkolnych (np. Co to jest przrstrzeganie prawa i konstytucji), sport.

  • qwerfvcxzasd

    Oceniono 11 razy 11

    Byłyby podwójne zestawy podręczników, czyli każde dziecko mogłoby mieć książki zarówno w domu, jak i w szkole, gdyby nie likwidacja gimnazjów. Właśnie 3 rocznik z darmowymi podręcznikami odchodzi w 2019 z gimnazjów pozostawiając cały komplet. Te książki można by tak właśnie wykorzystać.
    Jednak w zwiazku z "reformą" wszystkie te podręczniki trafią na makulaturę - stać nas.

  • adamtko

    Oceniono 10 razy 8

    A może ta wyszczerzona Zalewska wprowadziłaby digitalizację "centralnych" podręczników i ćwiczeń?
    Papierowe wtedy w szkole, a w razie potrzeby (nieobecność, zaległości, powtórki) można zajrzeć, pobrać, wydrukować?

    Moje dzieciaki (syn 3., córka 4. klasa) targały po 6-7 kg czasem. To grubo ponad 200% zalecanej wagi.

  • doubletea

    Oceniono 7 razy 7

    Szafka niczego nie załatwia, bo od czwartej klasy dziecko ma być przygotowane do każdych zajęć - z książki w domu. Rozwiązań jest kilka:
    - dodatkowe podręczniki w szkole, choćby po jednym na ławkę
    - podręczniki w szkole, wersja elektroniczna w domu
    - podręczniki rozbite na kilka cienkich albo skoroszyty/okładki do wpinania kolejnego rozdziału
    Trzeba myśleć w kategoriach innych niż "niedasię". Moje wysportowane dziecko od połowy czwartej klasy ma skrzywienie kręgosłupa - plecak ok 6-7 kg, nie nosi nic niepotrzebnego. Ale do samego polskiego: dwie książki, ćwiczenia, zeszyt. I tu dochodzimy do sedna. Ćwiczenia. Ktoś je produkuje, szkoła kupuje i ktoś je musi
    wypełniać. My mieliśmy jedną książkę do przedmiotu i własny zeszyt. Do domu zadne sensowne 2-3 zadania, a nie całe strony ćwiczeń. Nie wiem, ilu nauczycieli opiera się pokusie zadania wypełnienia wszystkich ćwiczeń. Lekcja historii trwa 45 minut. Wypełnienie w domu ćwiczeń z omawianego jednego tematu około godziny. Czy naprawdę dziecko musi dublować czas pracy w szkole jeszcze w domu? Czy którykolwiek dorosły dałby się tak wyzyskiwać? Ale dzieci jak ryby głosu nie mają, znają swoje miejsce i muszą znosić to, co im dorośli zgotują. Dzień ucznia to dźwiganie na zmianę z siedzeniem przez niemal cały dzień. 7 kg plecaka dla dziecka o wadze 40 kg to ponax 17 procent jego masy. Proponuję, żeby ważąca 60 kg pani dyrektor zaczęła nosić każdego dnia do pracy 20 minut na piechotę torebkę o wadze 10 kg.

  • geminix

    Oceniono 6 razy 6

    A jaki jest problem, żeby wydawać książki i ćwiczenia w postaci elektronicznej? Oryginał papierowy zostaje w szkole a dzieciak po zalogowaniu do biblioteki szkolnej ma to samo na kompie? Ludzie jest XXI w. i latamy na Marsa prawie do miesiąc.

  • ganro

    Oceniono 6 razy 6

    W naszej szkole na Woli już dawno każde dziecko ma swoją szufladę, ale i tak musi nosić część książek aby odrobić prace domowe.

  • doubletea

    Oceniono 7 razy 5

    Sprawdzanie prac domowych zajmuje 15 minut lekcji. Brakuje czasu na zrobienie tematu, więc trzeba go zadać do domu - niech rodzice po pracy sterczą nad biurkiem albo biurkami nie kontaktujących ze zmęczenia dzieci. A w weekendy prace plastyczne, flety i wszystko, czego się nie zrobiło w tygodniu. Przestaliśmy planować wyjazdy i w ogóle wspólny czas z dzieckiem, przez 10 m-cy w roku żyjemy w chorej rzeczywistości polskiej szkoły. Rodzice jak świat światem boją się reagować ze strachu przed zemstą nauczyciela na dziecku. Wszyscy rozkładają ręce, bo tak już jest, my też tak mieliśmy i wyszliśmy na ludzi zamiast cały system zakwestionować od podstaw i zaprzęc ludzi myślących i nieobojętnych oraz speców od planowania do roboty.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX