Rodzice ślęczą z dziećmi nad pracami domowymi. Mama 12-latki: 'Mogłabym się z nią nie uczyć, ale byłaby czwórkowa. A jestem ambitna'

W Montessori w ramach prac domowych uczniowie obserwują fazy Księżyca, w społecznej jest nacisk na sprawdziany, w państwowej po zajęciach siedzą nad ćwiczeniami. Czy odrabiać prace domowe z dziećmi? Pytamy pedagoga i przyglądamy się, jak wygląda obrabianie prac domowych w polskich domach.
Praca domowa z dzieckiem Praca domowa z dzieckiem fot: pexels.com

Szkoła bez prac domowych? U nas takiej nie ma

Na początku tego roku szkolnego Marek Michalak, Rzecznik Prac Dziecka, wystosował list do MEN-u z prośbą o zniesienie obowiązku prac domowych. Jego zdaniem polscy uczniowie są przemęczeni i zniechęceni, przez co nie mają czasu na odpoczynek i pasje. Rzecznik napisał, że nadmierne obciążenie zadaniami domowymi jest nieuzasadnioną ingerencją szkół w życie prywatne rodzin, ponieważ utrudnia to organizację wolnego czasu wszystkim domownikom.

W odpowiedzi na pismo rzecznika MEN przypomniało, że tego typu kwestie wyjaśniane są obecnie na poziomie szkoły. Każda placówka może zlikwidować obowiązek odrabiania prac domowych poprzez umieszczenie takiego zapisu w swoim statucie. Do likwidacji prac domowych nie jest więc potrzebna ustawa obejmująca wszystkie polskie szkoły.

Zapytaliśmy rodziców, którzy mają dzieci w różnych szkołach - państwowych, prywatnych i społecznych - czy ich dzieci mają zadawane prace domowe. Okazuje się, że wszystkie dzieci, nawet te z zerówki, muszą pracować w domu. A rodzice są tymi, którzy popołudniami koordynują prace domowe. 

Pedagog, dr Marta Majorczyk, wykładowca akademicki w Collegium Da Vinci w Poznaniu oraz doradca rodziny z poradni psychologiczno-pedagogicznej przy Uniwersytecie SWPS, zauważa, że dla wielu rodziców odrabianie prac domowych z dziećmi nie kojarzy się z niczym pozytywnym. A szkoda.

 - Praca domowa dziecka jest często źródłem konfliktów rodzinnych i codziennej frustracji rodzica w stosunku do dziecka. Nie zapominajmy jednak, że czas spędzony na odrabianiu zadań domowych powinien być dla dziecka możliwością kształtowania w sobie postawy pracowitości, samodzielności i odpowiedzialności pod czujnym okiem rodzica, do którego można przyjść po wsparcie, poradę czy pomoc w zrozumieniu trudnego materiału. Rodzice nie powinni jednak wyręczać dziecka w realizacji obowiązków związanych ze szkołą.

A jak rodziny w praktyce organizują życie wokół prac domowych dzieci?

Do kiedy odrabiać prace domowe z dziećmi? Do kiedy odrabiać prace domowe z dziećmi? fot: pexels.com

Kiedy odrabiam prace domowe z córką, ma lepsze efekty w szkole

Mama dwóch córek, 7-latki z II klasy państwowej podstawówki i 12-latki, uczennicy VI-klasy, która uczy się w warszawskiej społecznej szkole STO.

- Starsza córka w szkole społecznej nie ma prac domowych w takim tradycyjnym pojęciu. Nauczyciele nie zadają ćwiczeń, zadań. Wszystko udaje im się robić na lekcjach. Nie oznacza to, że córka w domu się nie uczy. Uczy się i to dużo. W domu przygotowuje prezentacje. Pomaga jej w tym mąż. Przygotowywanie prezentacji na komputerze to dla nich też forma wspólnie spędzonego czasu. Dobrze im wychodzi ta współpraca i mają naprawdę niezłe pomysły.

Córka ma sporo sprawdzianów, średnio jeden na dwa tygodnie z każdego przedmiotu. Oznacza to, że musi się do tych klasówek przygotowywać z określonego zakresu materiału. Przez to właściwie każdy weekend siadam z córką i po trzy, cztery godziny pracujemy. Utrwalamy wiedzę, doczytujemy, odpytuję córkę z angielskiego, niemieckiego, historii, przyrody.

Córka ma też dużo lektur, które czytają po polsku i po angielsku. Ostatnio to 'Romeo i Julia' w oryginale. Córka musi przeczytać lektury, bryki nie wchodzą w grę. Pytania z lektur są tak sformułowana, że zawsze wyjdzie, kto przeczytał książkę, a kto opracowanie.

Pomimo że córka jest w VI klasie, nadal odrabiam z nią lekcje. Muszę ją przepytać, sprawdzić, czy nie ma luk w materiale, a jak czegoś nie rozumie, wówczas doczytujemy, tłumaczę.

Mam jeszcze w domu drugoklasistkę. Jej prace domowe zajmują nam 30 minut dziennie. Młodsza córka potrafi sama odrabiać swoje prace domowe (angielski, polski, matma), nie zawsze potrzebuje mojej pomocy. Ale ja wiem, że kiedy odrabiam prace domowe z córką, to ma lepsze efekty. Niestety tak to jest, że jak się chce mieć wzorowe uczennice w domu, to trzeba pracować. Gdybym nic z córkami nie robiła, to byłyby czwórkowe, a ponieważ wspólnie pracujemy, to są piątkowe, szóstkowe. To oczywiście kwestia decyzji rodzicielskiej, trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, na czym komu bardziej zależy, na dobrych ocenach czy świętym spokoju. Znam rodziców, dla których oceny nie mają znaczenia, mają inne priorytety. Ale ja jestem ambitna, jak można coś lepiej, to czemu się nie przyłożyć? - szczerze mówi mama dwóch córek.

Zgodnie z koncepcją rozwoju psychospołecznego E. Eriksona dziecko w wieku 6-12 lat powinno nabyć kompetencje pracowitości. W przeciwny razie wykształci w sobie poczucie niższości, nie będzie chciało korzystać ze swoich zdolności, będzie zniechęcone. Kluczem jest uczucie przyjemności towarzyszące wykonywaniu określonej czynności i zadań samodzielności.

 - W pierwszych klasach szkoły podstawowej rodzice powinni pokazać dziecku, jak odrabiać lekcje i jak przygotować się do szkoły. Dobrze jest w dziecku wykształcić nawyk związany z uczeniem się. 7-latek nie wie jeszcze, jak się uczyć, kiedy spakować plecak. Trzeba mu w tym pomóc i to jest zadanie rodzica. Im starsze dziecko, tym większa jego samodzielność w odrabianiu lekcji - przekonuje pedagog, dr Marta Majorczyk.

Czy dzieci są przeciążone pracami domowymi? Czy dzieci są przeciążone pracami domowymi? fot: pexels.com

"Córka obserwuje niebo i zapisuje fazy księżyca"

Mama pierwszoklasistki z prywatnej szkoły No Bell z Konstancina:

 - Córka z zajęć, na których podejmują temat inteligencji emocjonalnej, przyniosła słoiczek. Są w nim dwie piłeczki i ziarna ryżu. Na piłeczkach są napisane hasła np. opieka nad psem. Piłeczki symbolizują obowiązki, ryż przyjemności. Piłeczki są lżejsze, więc są na górze. To oznacza: najpierw obowiązki, później przyjemności.

Najpierw obowiązki, potem przyjemności
fot: archiwum prywatne

Ten słoik (na zdjęciu powyżej) bardzo pomaga córce w organizacji czasu. Kiedy wracamy ze szkoły do domu, sama mówi, że najpierw musi odrobić pracę domową, a potem zajmie się zabawą.

Córka ma 7 lat, jest w pierwszej klasie, jej prace domowe to właściwie utrwalanie tego, co robili na lekcjach. Codziennie ma ćwiczenia z angielskiego, ale to są proste rzeczy: kolorowanie rysunków, łączenie wyrazów zaczynających się na tę samą literę. Córka robi to z przyjemnością i samodzielnie. Prace domowe nie są trudne, bardziej chodzi o to, aby dziecko miało obowiązek, uczyło się systematyczności i umiejętności organizowania swojego czasu. 

Córka ma też inne prace domowe, ale nie są to tradycyjne ćwiczenia. Teraz na środowisku pani poprosiła, aby dzieci obserwowały niebo i w specjalnych okienkach zaznaczały fazy Księżyca. W domu czytamy też z córką lektury. Średnio jedną książkę na miesiąc.

Prace domowe w No Bellu to rodzaj zachęcenia, pokazania, jak ważna jest systematyczność. Przyznam, że udaje im się to tak zorganizować, że prace domowe są dla mojego dziecka nie obowiązkiem, lecz przyjemnością - opowiada mama uczennicy ze szkoły Montessori No Bell.

W ostatniej edycji konkursu Edumission, który ocenia, wyłania i zrzesza najlepsze innowacyjne szkoły na świecie, pierwsze miejsce zdobyła placówka No Bell z Konstancina-Jeziorny. Więcej o szkole bez dzwonków czytaj w tekście Polska szkoła uznana za najlepszą na świecie. Nie ma w niej dzwonków, ocen i podręczników.

Rodzice pomagają dzieciom przy pracach domowych Rodzice pomagają dzieciom przy pracach domowych fot: pexels.com

"Podsuwamy pomysły, nie dajemy gotowców. Niestety to wymaga czasu"

Mama 14-latka, ucznia drugiej klasy gimnazjum z państwowej szkoły na warszawskich Bielanach, i trzecioklasistki z państwowej szkoły podstawowej:

- Z młodszą córką siadamy wieczorami w kuchni przy stole i odrabiamy razem lekcje. U nas oznacza to tyle, że młoda ołówkiem rozwiązuje zadania, na brudno przygotowuje dłuższe wypowiedzi, ja w tym czasie ogarniam to, co mam do zrobienia (kolacja, pranie, itd). Jeśli potrzebuje pomocy, jestem pod ręką. Zajmuje jej to godzinę dziennie.

Syn, odkąd jest w gimnazjum (rocznik 2003, tj. ostatni, który uczęszcza do gimnazjum), odrabia już lekcje samodzielnie. Ale u niego też zerkamy z mężem, czy wszystko przygotował na następny dzień. Sprawdzamy zadania z matematyki, czytamy jego wypracowania. Jeśli jest coś do poprawy, np. błąd w zadaniu matematycznym, mąż prosi syna, aby się temu przyjrzał i jeszcze raz to przeanalizował. Kiedy widzę, że w wypracowaniu jest dużo powtórzeń, pytam dziecko, jakimi innymi słowami można zastąpić powtarzające się słowo. Pomagamy dzieciom znaleźć poprawne rozwiązanie, podsuwamy pomysły, nie dajemy gotowców. Niestety to wymaga więcej czasu.

Kiedy syn był w 5-6 klasie szkoły podstawowej, zdarzało nam się spędzać 2-3 godziny wieczorami nad jego pracami domowymi - to był najgorszy moment. Życie naszego domu kręciło się wokół jego prac domowych. Zdarzało się, że z dnia na dzień miał zadanych kilka zadań z matematyki, pracę pisemną z historii, geografii i ileś ćwiczeń z angielskiego. Każde z tych zadań wymagało poświęcenia czasu i uwagi, a jeśli jeszcze musiał przygotować się do sprawdzianu lub chociaż powtórzyć materiał, schodziło do północy.

W tym roku jest jakby lepiej, nie wiem, może nauczyciele widzą, co się dzieje w Librusie i umawiają ze sobą, kto co robi i ile zadaje? - zastanawia się mama dwójki dzieci w wieku szkolnym.

Powinno cię również zainteresować: Likwidacja prac domowych? 'To pierwszy dobry pomysł dotyczący polskiej szkoły od lat'

Lektury z biblioteki Lektury z biblioteki fot: pexels.com

"Nie odrabiam z synem prac domowych"

Mama syna z III klasy z państwowej podstawówki im. Gustawa Morcinka ze Śródmieścia z Warszawy opowiada, że nie odrabia z synem prac domowych.

- Moja praca domowa to zapewnienie mu na czas lektur szkolnych. Wypożyczamy je z biblioteki dla dzieci na Żoliborzu. Czasami pomagam mu w zgraniu zdjęć na prezentację, w wypracowaniu, ale to bardzo rzadko. Z synem nie odrabiam lekcji, bo on je sam odrabia w świetlicy pod okiem świetliczanki. Do domu nic nie przynosi - dwa razy w tygodniu ma do późna treningi piłkarskie, z których wraca przed 20, raz w tygodniu zajęcia z logopedą, z których także wraca późno. Nie miałby czasu i energii, żeby jeszcze ślęczeć nad zeszytami. A tak od razu po lekcjach poświęca godzinę na obowiązki i ma lekcje z głowy. Podoba mi się ten system, bo nauczył go obowiązkowości i systematyczności. Myślę jednak, że to się zmieni w czwartej klasie, kiedy dojdą inne przedmioty - stwierdza mama trzecioklasisty.

Czy pomagać dzieciom przy pracach domowych? Czy pomagać dzieciom przy pracach domowych? fot: pexels.com

"Pokazuję dziecku, że warto się dzielić wiedzą i doświadczeniem"

Mama sześciolatki z zerówki z prywatnej szkoły polsko-angielskiej w Wilanowie:

- Jestem dopiero na początku przygody z pracami domowymi dzieci. Moja córka jest na razie w zerówce. Raz w tygodniu przynosi triumfalnie ze szkoły prace domową. Ma trzy strony polskiej i trzy strony angielskiej. To zazwyczaj malowanie, łączenie w pary, szeregowanie w grupy figur geometrycznych, wycinanie, kaligrafia, w angielskiej to najczęściej poznawanie słówek, dopasowywanie ich do obrazka. Zajmuje nam to 30 minut tygodniowo. Zawsze odrabiam pracę domową z córką, bo lubimy ten wspólny czas. Poza tym uważam, że nasze wspólne uczenie się to forma pomocy, współpracy, pomagania sobie, pokazanie dziecku, że warto się dzielić wiedzą i doświadczeniem. Nigdy jednak nie pomagam córce w zrobieniu czegoś, moja pomoc to głównie asystowanie i bycie obok niej - opowiada mama sześciolatki.

Dr Marta Majorczyk uważa, że zadaniem rodziców jest nie tylko dostosowanie pokoju dziecka do roli ucznia, to także wypracowanie u dziecka nawyku obowiązkowości.

- Rodzice powinni ustalić z dzieckiem konkretny czas, który ma poświęcić na odrabianie lekcji. Na przykład po powrocie ze szkoły zjedzeniu posiłku i po odpoczynku dziecko zajmuje się odrabianiem lekcji i ma na to godzinę. Warto pokazać dziecku, jak organizować sobie pracę: ustalić, co trzeba wykonać, jakie zadanie zrobić, co należy na jutro do szkoły przygotować. Niech dziecko zaproponuje kolejność wykonania poszczególnych zadań: od przyjemnych do mało przyjemnych dla niego lub od trudnych do łatwych. Na początek warto sprawdzić, czy dziecko rozumie treść poleceń. Jeśli tak, niech pracuje samodzielnie, rodzic nie powinien stać nad nim. Zadaniem rodzica jest motywować i wspierać dziecko, ale nie wyręczać w wykonywaniu zadań - podpowiada pedagog.

Więcej o:
Komentarze (166)
Rodzice ślęczą z dziećmi nad pracami domowymi. Mama 12-latki: 'Mogłabym się z nią nie uczyć, ale byłaby czwórkowa. A jestem ambitna'
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • Oceniono 135 razy 95

    Obecnie system edukacji jest pozorny bo przerzucony na rodzica. W szkole publicznej oględnie tłumaczy się dany temat w 45 minut a później zadaje zadania do domu na 3 godziny istrej walki gdzie to rodzic musi dziecku wszystko wytłumaczyć i go nauczyć. Po co zatem ta szkoła? Niech wyślą na maila tematy do opracowania i raz w miesiącu dziecko przyjdzie zaliczyć testy i z głowy. Chodzenie do dzisiejszej szkoły to strata czasu. Niczego tam nie uczą. Wszystko na głowie rodzica...

  • eti.gda

    Oceniono 74 razy 70

    W szkole pani pyta małego Jasia:
    - Czy tatuś nadal odrabia za ciebie lekcje?
    - Nie, ta ostatnia pała go całkiem załamała

  • Oceniono 89 razy 59

    Rozumiem zadania domowe w tygodniu. Ale w weekend? I sprawdzian w poniedziałek? Ludzie, opanujcie się! Dzieci też muszą odpocząć od szkoły, tak jak dorośli od pracy! Weekend jest po to, żeby spędzić czas na świeżym powietrzu, pojechać na narty lub na żagle a nie kisić w domu!!! Jak słyszę, że ktoś spędza 5-6 godzin w sobotę i niedzielę ucząc się z dzieckiem to znaczy, że jest nienormalny i z wuefu miał naciąganą trójkę!

  • chmjel

    Oceniono 55 razy 51

    Co za szczyt kretynizmu. Może być i dwójkowa, przecież uczy się po to żeby ćwiczyć mózg - dziecka, nie rodzica.

  • Oceniono 65 razy 37

    po co nauczyciele?, jak i tak wszystkiego sie ucza w domu! nauczyciel tylko podwyżki żąda a wymaga cholera wie czego, sam pracuje do 30 godzin tygodniowo a dzieciaki moje juz maja 46 g w tygodniu. druga sprawa jest taka, ze rodzicce i ich ambicje sa wyzsze niz sami osiagneli w zyciu.

  • blobl

    Oceniono 48 razy 34

    Zapytajcie dzieci z VII klas w państwowych podstawówkach! 2 godziny dziennie prac domowych i 5 sprawdzianów w tygodniu!

  • Oceniono 45 razy 31

    Niektorzy rodzice powinni nieco zluzowac ze swoimi ambicjami. Nie rozumiem odrabiania prac domowych za dziecko, bo mamusia jest ambitna i oceny musza byc najzysze. Niewazne, ze w glowce dziecka nic nie zostalo. To dziecko ma sie uczyc, rozwijac swoj mozg a nie rodzic.

  • ebom

    Oceniono 37 razy 27

    Wszystko dlatego, że na lekcjach nie ma czasu na przerobienie i utrwalenie materiału, bo co tydzień trzeba zrobic kartkówkę a co miesiąc sprawdzian (sprawdzian, czyli utrata 3x45 min - bo dochodzi lekcja na powtórzenie i omówienie wyników). To kiedy ma byc czas na lekcje? Trzeba robić w domu. Niestety, problem jest systemowy, łatwo go zwalić na złą wolę nauczycieli czy lenistwo dzieci i rodziców, ale ciekawe jak ma być normalna sytuacja, jak co dwa lata mamy globalną reformę edukacji i wszystkie programy się pisze od nowa. Kiedyś dziecko idąc do pierwszej klasy podstawówki wiedziało (dobra, rodzice wiedzieli), jak będzie wyglądać jego matura... dzis nie ma nawet szansy odgadnąć... więc w programie upycha się wszystko, co w kuratorium akurat przyjdzie do głowy, rodzice i dyrekcja w stresie domagaja się bieżącej diagnozy stanu wiedzy, nauczyciele chcą przygotować do egzaminów, które przecież MUSZĄ być co 4 lata, a dziecko zapiernicza na dwa etaty i jeszcze z każdej strony obrywa.

  • blahblah69

    Oceniono 35 razy 23

    Mam 2 dzieci. Nigdy nikt w domu nie pomagał żadnemu w lekcjach, nigdy. Oczywiscie, służyliśmy ogólną pomocą gdy zachodziła taka potrzeba, ale to były pojedyńcze przypadki z reguly spowodowane zdarzeniami losowymi (np. choroba czy nauczyciel kretyn). Lekcje dzieci odrabiały (i odrabiają ) SAME. Dzieci uczą się bardzo dobrze, nie mają absolutnie żadnych problemów ze zrozumieniem zadan i ich odrobieniem. Są przyzwyczajone od małego że myślą same i lekcje odrabiają same. Nie są najlepszymi uczniami w klasie (czytaj: srednia 6.0) i nie uważamy żeby było to im do czegokolwiek potrzebne. Lekcje odrabiaja zawsze i zawsze maja potem czas na swoje hobby, zainteresowania, leniuchowanie, itd. 90% ich kolegów i koleżanek lekcje odrabia z rodzicami. Rodzice znają na pamięc materiał, na wywiadówkach omawiają na boku zadania z matmy, siedza ze swoimi dziecmi cale popoludnia i każa im kuć na pamięć. Większośc tych dzieci ma przeciętne lub kiepskie stopnie, nie potrafi myślec samodzielnie. Sa sfrustrowane, bo rodzice karzą ich za złe stopnie.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX