'Nie macie pojęcia, na ile sposobów nauczyciele sponsorują szkołę'. Co kupują z własnych pieniędzy?

Szkoły nie mają na artykuły biurowe i środki czystości. Kiedy ich brakuje, nauczyciele muszą prosić rodziców, aby kupili mydło, papier i tusz do drukarki. Kiedy wychowawcy nie mają odwagi 'prosić się', wówczas kupują z własnych pieniędzy. Co najczęściej sponsorują?
Lekcja języka polskiego w szkole podstawowej Lekcja języka polskiego w szkole podstawowej Fot. Albert Zawada / Agencja Gazeta

"Żaden nauczyciel nie lubi 'prosić się' rodzica o cokolwiek"

Kiedy opublikowaliśmy tekst "Zaczęło się od kleju. A jest tego więcej. Szkoły wymuszają od rodziców wiele opłat. Część nielegalnie", w komentarzach pod artykułem głos zabrali nie tylko rodzice, lecz także nauczyciele. Ci najczęściej pisali: "To, że szkoła nie ma funduszy np. na wyposażenie klasy, nie jest naszą winą", "Ech, ci współcześni rodzice i ich postawy roszczeniowe".

Rodzice w szkołach płacą składki na radę rodziców, kupują klej, papier do drukarki, papier toaletowy, mydło. Sponsorują szkolne szafki, pudła na rzeczy dzieci. Zakładają, że to ich rodzicielski obowiązek. Jednak według prawa oświatowego rodzice nie są zobowiązani do zakupu pomocy dydaktycznych. Edukacja w przedszkolu i oddziałach przedszkolnych w publicznej szkole podstawowej jest bezpłatna i to na placówce szkolnej spoczywa obowiązek ich finansowania. Zgodnie z przepisami prawa oświatowego pobieranie dodatkowych opłat na zakup tzw. "wyprawki" jest niezgodne z prawem.

W przypadku uczniów szkół podstawowych dyrektorzy szkół mogą, za pośrednictwem wychowawców, zwrócić się do rodziców z prośbą o wsparcie materialne. Rodzice jednak nie mają obowiązku finansowania z własnej kieszeni środków higienicznych (papieru toaletowego, mydła do rąk) i artykułów biurowych (papieru do drukarki, kleju, nożyczek, dziurkaczy). O te materiały powinien zadbać organ, który prowadzi szkołę (burmistrz, starosta).

Kiedy szkoła nie ma pieniędzy na tego typu wydatki, wówczas na barkach nauczycieli, wychowawców spoczywa obowiązek zapewniania dzieciom niezbędnych materiałów pomocniczych w nauce. W takiej sytuacja nauczyciel ma dwa wyjścia: prosić rodziców o pomoc finansową lub kupować, np. artykuły biurowe, z własnej kieszeni.

Spośród setek komentarzy, które pojawiły się pod naszym tekstem "Zaczęło się od kleju. A jest tego więcej. Szkoły wymuszają od rodziców wiele opłat. Część nielegalnie", jak również pod postem na naszym profilu w serwisie społecznościowym, wybraliśmy te komentarze, które pochodzą od nauczycieli. Chcielibyśmy w tym miejscu oddać im głos, bo - jak sami  zauważają - rodzice mają postawę roszczeniową, a przecież to, że szkoła nie ma pieniędzy, nie jest winą nauczycieli.

Pani Edyta, nauczycielka z Sosnowca napisała:

Proszę mi wierzyć żaden nauczyciel nie lubi się "prosić" rodzica o cokolwiek. Gdyby nauczyciel miał zapewniony klej, papier nie musiałby prosić. Takie są realia, że niestety szkoła nie kupuje papieru na xero, klejów, papierów kolorowych i innych rzeczy, które są potrzebne w czasie lekcji

Pani Katarzyna z Katowic:

Jeśli my nauczyciele dostajemy sale z pustymi meblami, to niby na czym te dzieci mają pracować? Poświęcam mnóstwu swojego wolnego czasu i pieniędzy na pracę i materiały dla dzieci. My nie dostajemy nic z góry, żadne paczki z ministerstwa do nas nie przychodzą z klejami i papierami. O plansze i tablice miesiącami trzeba się prosić w wydawnictwach, ileż można, ludzie! Co to w ogóle za nagonka na nas ostatnio? Za dużo zarabiamy, za mało pracujemy, za dużo kasy wołamy?

Pani Ewa z Poznania zauważa:

Gmina przekazuje szkole środki finansowe, ale bardzo okrojone. Od dyrektora szkoły zatem zależy, czy wyda to na wyprawki plastyczne dla klas 0-3, czy wymieni np. piłki i sprzęt sportowy, czy zakupi nowe pomoce dydaktyczne dla całej szkoły, czy być może zakupi nowe meble do wyremontowanej sali lub sprzęt komputerowy. Niestety, ale w naszym kraju nie jest tak, że jeśli nie stracimy na imprezę religijną, to przekażemy to na oświatę. Zawsze znajdzie się jakiś marsz, na który pójdą środki finansowe

Jeszcze inna nauczycielka napisała:

O tym, że nauczyciel, chcąc zrobić dekorację czy jakąkolwiek gazetkę, musi materiały zakupić z prywatnych pieniędzy, że niejednokrotnie widząc, że uczeń długo nie przynosi nowego zeszytu, zakupuje mu cichaczem nowy, żeby nie miał żadnego dyskomfortu. O tym nikt już nie wspomni. Przecież zawód nauczyciela to misja, choć nie wszyscy wiedzą

Jak nauczyciele czują się z tym, że muszą prosić rodziców o pomoc finansową, bo szkoła nie ma funduszy na niezbędne materiały pomocnicze w nauce i środki czystości? Poniżej więcej wypowiedzi pedagogów

*Wszystkie imiona nauczycielek zostały zmienione.

"Teraz w szkołach rządzi rodzic"

 - Teraz w szkołach rządzi rodzic, a nauczyciel i dyrektor tylko się martwią, by dogodzić i nie urazić kogokolwiek. Jeśli jakieś dziecko nie miało kredek, papieru, farb, to przez długi czas kombinowaliśmy (dwie osoby prowadzące zajęcia w klasie) i jakoś organizowaliśmy potrzebne przybory. Do czasu. Pewnego dnia postanowiliśmy tego nie robić. Wytłumaczyliśmy dzieciom, że skoro nie mają potrzebnych przyborów, to nie będą uczestniczyły w zajęciach i niczego się nie nauczą. Na kolejne zajęcia wszyscy przyszli przygotowani. Okazuje się, że bycie konsekwentnym i trochę surowym wychowuje nie tylko dzieci, ale i dorosłych - uważa jedna z nauczycielek, która podzieliła się z nami swoim zdaniem.

"Nauczyciel wynosi rzeczy, ale z domu do szkoły"

- Rozumiem, że papier i toner do drukarki mamy kupować za swoje pieniądze? Czy kazać dzieciom pisać na kartkach? Ale wtedy będą pretensje, że zmuszamy dzieci do takiego pisania w XXI wieku. Nauczyciel oczywiście wynosi rzeczy, ale z domu do szkoły. Przykro słuchać tych ciągłych pretensji. Często przynosimy swój papier z domu lub drukujemy ze swojej prywatnej drukarki. O magnesach, zszywaczach itp. nawet nie wspominam.
Szkoły są różne, to fakt. Czasami szkoła daje tylko ryzę papieru, a on schodzi jak woda, bo wiadomo: sprawdziany, kartkówki, karty pracy, a czasami i najważniejsze informacje w formie notatki do nauki. Chcesz dobrze, a wychodzi, że jesteś rozrzutna - żali się pani Marlena.

Szkoła Szkoła AGNIESZKA SADOWSKA/AG

"Mam 1800 zł pensji i kupuje z niej rzeczy dla uczniów"

 - Jak można porównać nauczyciela do kasty lekarzy czy sędziów? Mam 1800 zł pensji i kupuje z niej rzeczy dla uczniów, żeby byli zadowoleni i żeby coś ciekawego im pokazać. A lekarz, czy sędzia ma 10 razy tyle i grosza nie popuści - żali się jedna z nauczycielek, która skomentowała artykuł "Zaczęło się od kleju. A jest tego więcej. Szkoły wymuszają od rodziców wiele opłat. Część nielegalnie".

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Nauczyciele kupują uczniom wyprawkę Nauczyciele kupują uczniom wyprawkę fot: jb

"Łamię prawo, bo zbieram na wyprawkę"

 - Jestem nauczycielem edukacji wczesnoszkolnej. Łamię prawo, bo zbieram na wyprawkę. Potem poświęcam czas, bo jadę w sobotę do hurtowni papierniczej własnym autem. Dręczę się, czy dziewczynkom będą się podobały zeszyty do dyktand z Hello Kitty, czy to już postać passe. Potem siedzę i przyklejam naklejki z nazwiskami. I teraz napiszę, czemu ja to robię. Chcę, żeby wszyscy uczniowie mieli takie same, nie z kiosku ruchu, niemieckie od cioci, bo nie czarujmy się, dzieci na to patrzą. Gdybym poprosiła o zakup rodziców, na niektórych czekałabym do czerwca, bo mają nawet problem oprawić i podpisać dzieciakom książki. Bezpłatna edukacja to utopia. Kto maluje klasy w szkołach? Rodzice! Kto o to u nich musi żebrać! Nauczyciele. Wstydzimy się, że uczymy w takich realiach! - żali się nauczycielka klas I-III.

Lekcja religii w szkole Lekcja religii w szkole Fot. Radosław Jóźwiak / AG

"Słyszymy ciągłe utyskiwanie dyrektora, że nie ma, że mamy szukać sponsora. To na porządku dziennym"

- Nie macie zielonego pojęcia na ile sposobów szeregowy nauczyciel sponsoruje szkołę, czasem biednych uczniów. Papier ksero, tusz w drukarce (własnej), nożyczki, papier kolorowy itd. Większość dekoracji, gazetek, konkursów klasowych robimy własnym sumptem. Z własnej kieszeni kupujemy też kanapki i napoje na wycieczki dla biednych uczniów - opowiada nauczycielka.

- I słyszymy ciągłe utyskiwanie dyrektora: "nie ma, szukajcie sponsora" - to na porządku dziennym. Mogłabym się zaprzeć i zbuntować, ale to uderzy w dzieci, które i tak mają ciężko - dodaje.

- Rodzice pobierają 500 plus, ale uczniowie, których rodzice biorą te pieniądze zalegają miesiącami w opłatach za internat, który funkcjonuje przy mojej szkole. Nic nie można z tym zrobić oprócz proszenia i wręczania kartek z informacją o zaległościach. Oczywiście zaopatrzenie w przybory szkolne ma miejsce na początku, we wrześniu. Potem nie można się doprosić. Prawie nikt nie płaci na komitet rodzicielski, ale jak dziecko zgubi buty, okulary itp. bez pardonu rodzic domaga się zwrotu właśnie z tej kasy - zauważa.

Uczniowie Uczniowie MATEUSZ SKWARCZEK

"Nasze szkoły są dramatycznie niedoinwestowane"

- Nasze szkoły są tak samo dramatycznie niedoinwestowane, jak służba zdrowia, policja i wszystko inne, co państwowe. Tylko niezwykłej pomysłowości pracowników oświaty można przypisać sukces w postaci czystych i jako tako wyremontowanych szkół.
Przy okazji, kancelaria prezydenta zawnioskowała o zwiększenie swojego budżetu na 2018 rok o 20 proc. To samo zrobił sejm i senat. Razem w 2018 będą nas kosztować 1000000000,00 (jeden miliard). Może to tam trzeba poszukać oszczędności? - zastanawia się nauczycielka.

Komentarze (30)
'Nie macie pojęcia, na ile sposobów nauczyciele sponsorują szkołę'. Co kupują z własnych pieniędzy?
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • darymnyfuter

    Oceniono 46 razy 38

    Nie kupujcie. A jak fejsbuko-mamuśki będą miały pretensje, to im powiedzcie dlaczego. Skoro pindy robią aferę o klej, to równie dobrze ich gó...aki mogą przyklejać obrazki na ślinę. Zresztą z pomiotu takich ludzi nic wartościowego i tak nie wyrośnie, więc nauczcie ich czytać, pisać i liczyć do dziesięciu, na więcej szkoda się wysilać.

  • pis-dryk

    Oceniono 35 razy 33

    Kiedyś, zaraz po studiach pracowałam w szkole (1.5 roku), miałam też wychowawstwo (dodatkowo niecałe 100 zł na rękę, lol). Nie było dostępu do komputerów z internetem, tzn. stał jeden, wiecznie zawirusowany, komp na Windzie XP, niepodłączany do internetu chyba nigdy, więc nieaktualizowany. Przyszła jedna z drugą, z pendrivem z domu i sprzęt nie nadawał się do użytku (po 3 naprawach powiedziałam, że więcej tego nie ruszę, póki nie pojawi się antywirus i zakaz przynoszenia swoich penów; komputer w ogóle wówczas nie był używany).
    Płaciłam za wszystko: papier (szkoła dawała "na start" w nowym roku ryzę, która mi, jako polonistce, rozchodziła się w niecałe 2 miesiące), przybory dla najbiedniejszych uczniów (bo rodzice naprawdę nie mieli kasy!), pomoce dydaktyczne, zrzucałam się karnie na środki czystości do nauczycielskich łazienek.
    Wcale się nie dziwię, że w Warszawie już brakuje ludzi do pracy w szkołach. Kto chce pracować w PISowskich placówkach za 65% tego, co zarabia pracownik Lidla (z całym szacunkiem do ludzi tam pracujących)?

  • tergukjbvcfsyrt8y9joikl

    Oceniono 26 razy 26

    Głupim narodem łatwiej rządzić.

  • amirez

    Oceniono 24 razy 16

    Nauczyciele sami siebie nie szanują, a potem mają pretensje. Jestem belfrem i zapłaciłem... za obiady dziecka z mojej klasy. Bo wiedziałem, że jest głodne. Nigdy nie kupiłem za swoje papieru, tonerów, klejów itp. W szkole to ja pracuję a nie jestem sponsorem!

  • kaja206

    Oceniono 14 razy 12

    Moja córka rozpoczęła w tym roku pracę w szkole. Szokiem dla nas była jej pierwsza pensja- 1600 złotych dla człowieka z wyższym wykształceniem to skandal. Do tego córka ze swej pierwszej pensji zakupiła wyposażenie do swojego gabinetu, bo niczego poza kredą i tablicą w nim nie było. Wszyscy wokł śmieją się z nas, że córka zamiast iść do pracy i zarabiać, znalazła sobie kosztowne hobby. Jest nadal na naszym utrzymaniu, bo usamodzielnić się za te pieniadze oczywiście nie można.Wkrótce nie będzie chętnych do uczenia dzieci w Polsce. Będziemy importować nauczycieli z ubogich krajów Europy i Azji.

  • kaczkowski12

    Oceniono 21 razy 11

    srutututu,pęczek drutu.A gdzie współpraca nauczycielami z tzw.trójkami klasowymi?Dobrze napisała jedna z nauczycielek,że trochę
    stanowczości i problemów jest mniej.Oczywiście środowiska sa różne,wielkomiejskie,małomiasteczkowe,wiejske ale ludzie tam\zamieszkujący tez są różni,bogaci i biedni,Dyrektorzy szkół z reguły z nominacji przedstawicieli władzy,boją sie walczyc o cokolwiek aby nie osłabiac swojej pozycji i zrzucaja wszystko na nauczycieli.

  • ww9115

    Oceniono 8 razy 8

    Moja żona jest nauczycielką języka polskiego w gimnazjum. Od lat albo kupowała kilku głodnym uczniom bułki w sklepiku, jak jeszcze był w szkole albo przynosiła z domu. Są to dzieci bez wsparcia z domu. Ojciec siedzi bo zabił matkę i dziecko wychowuje babcia albo podobne sytuacje bo taka jest szkoły lokalizacja. Przed laty była w szkole kuchnia i pani woźna która gotowała obiady potrafiła wygospodarować parę talerzy zupy dla takich dzieci. Nawet jak wagarowali to na talerz zupy przyszli. Teraz kuchnię zlikwidowano i jest catering. Jedzenie dużo gorsze i dzieci głodne. Wstyd dla kraju w którym dzieci chodzą głodne. Tak było za PO i nic tu jeszcze nie zrobił PiS. O warunkach socjalnych dla nauczycieli w szkole nie piszę choć też są bardzo złe.

  • masofrev

    Oceniono 18 razy 4

    A w mojej szkole we Wrocławiu dyrektor za 3000 zł kupił miniaturowe kamery do szpiegowania nauczycieli i uczniów... I jeszcze za 500 zł - dyktafon do potajemnego nagrywania. I co na to urząd miasta? Nic!!!

  • tadeuszek17

    0

    Całe szczęście, że już przeszedłem na emeryturę. W szkole uczyłem początkowo przedmiotów teoretycznych elektrycznych. Brakowało wszystkiego, komputerów, , WI-FI, drukarek, papieru do drukarek. Brakowało wszystkiego, wymagania Ministerstwa i Kuratorium ciągle rosły w "biurokrację",Aby spełnić wymogi W/w należało za swoje "wielkie pieniądze" kupić i wykorzystywać wszystko co jest wymagane przez Kuratorium i Dyrekcję szkoły. Już nie wspomnę, że należało to zrobić w domu poświęcając wszystko: czas rodziny, pieniądze z wysokiej pensji nauczycielskiej na wszystko.
    Później zostałem przeniesiony na stanowisko Instruktora (nauczyciela) zawodu. I zaczęły się dodatkowe wydatki. To była szkoła o profilu elektrycznym. I tam dopiero zaczęły się wydatki, bo oprócz wydatków na W/W na biurokrację to należało zapewnić uczniom materiały t.z.w. zużywalne, np. przewody elektryczne, gniazdka i wtyczki instalacyjne,styczniki, przekaźniki i wiele, wiele innych.
    Dyrektor mówił nie mam pieniędzy. Jak masz łeb i ... to kombinuj. Masz wyszkolić uczniów, bo przed nimi po trzy egzaminy teoretyczne i praktyczne, co robić? szukaj sponsorów, poświęcaj swoje pieniądze i czas. Masz mieć wyniki!!!
    Ukończyłem szkołę wyższą techniczną z tyłem mgr inż. dodatkowo drugi fakultet pedagogiczny, Razem 42 lata po ukończeniu szkół.
    Pracowałem 32 lata w przemyśle oraz 15 lat w szkolnictwie. A na koniec moja pensja była o połowę niższa, niż sprzątaczki w Warszawie. A moje wydatki zmniejszały moją pensję, można obecnie porównać do sprzedawcy w Biedronce, będącego na stażu. I co na to wszystko Pani Minister Oświaty? jak to nauczyciele mają dobrze??? Pozdrawiam Panią minister i Rządzących. Niech im będzie lepiej, Oni nami rządzą!!!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX